poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Lubelskie

Policyjna sprawiedliwość

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 lutego 2008, 18:50

Sylwester Całka nie ma z czego żyć. Rok temu przestał być policjantem, bo zgubił służbową broń.

Tymczasem jego kolega z opolskiej policji nadal pracuje, choć ciążą na nim zarzuty świadomego kłamstwa.

Sylwester Całka z Dąbrówki koło Kazimierza Dolnego pracował na posterunku w Łaziskach. Pistolet zginął mu 18 września 2006 roku. Poszedł do łazienki i zostawił broń we wnęce okiennej. Tam gdzie wszyscy ją zostawiali. Potem zapomniał ją zabrać. - Pistolet przepadł. W tym czasie na posterunku był człowiek podejrzany w innej sprawie. Od razu wskazałem na niego - mówi Sylwester Całka. - Okazało się, że miał ślady prochu na ciele. Ale został uniewinniony.

Prokurator postawił Całce zarzut nieumyślnej utraty broni. A policja wszczęła postępowanie dyscyplinarne. - Zawieszali je i wznawiali. W końcu zwolnili mnie w styczniu 2007 r. - załamuje ręce Całka. - Popełniłem błąd, ale kara jest niewspółmierna do czynu. Mogli mnie zdegradować, zawiesić do czasu ogłoszenia wyroku. Brakowało mi trzech lat do emerytury. Teraz nikt nie chce zatrudnić byłego policjanta i to zwolnionego dyscyplinarnie. Jestem skończony...

Tuż po zwolnieniu pana Sylwestra z pracy broń się znalazła. Z pełnym magazynkiem. - Mimo to, dostałem wyrok większy niż żądał prokurator. Złożyłem apelację. Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. A ja czekam na sprawiedliwość - nie kryje nadziei były policjant.

Zupełnie inaczej potoczyły się losy Stanisława K. z komendy w Opolu Lubelskim (tej samej, której podlegał Całka). Choć ciążą na nim poważne zarzuty, wciąż pracuje na swoim stanowisku. Jego sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Lublinie. - Wraz z ponad 70 osobami jest oskarżony w sprawie fingowania kolizji i wyłudzania odszkodowań. Prokuratorskie zarzuty dotyczą 2000 r. Stanisław K.

potwierdził wówczas, że doszło do stłuczki, choć wiedział, iż została ona sfingowana - wyjaśnia Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Dlaczego Całka stracił pracę, a jego kolega nie? Według Anny Smarzak z biura prasowego lubelskiej policji chodzi o zawiłości policyjnych procedur.
Funkcjonariusz z Opola normalnie pracuje, gdyż policja musi w jego przypadku czekać z decyzją na wyrok sądu. A to dlatego, że zarzuty w postępowaniu karnym i dyscyplinarnym są takie same.

- W przypadku pana Całki treść zarzutów była podobna, ale inna kwalifikacja prawna. I w takim przypadku nie trzeba było czekać na decyzję sądu - mówi Smarzak.

Policja uznała, że naruszył dyscyplinę służbową, dlatego mógł zostać wydalony ze służby.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
givera
WaMan
Miś
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

givera
givera (14 lutego 2008 o 11:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A jeden z lubelskich prokuratorów też zgubił służbową broń i włos mu z głowy nie spadł.A nawet awansował.
No ale prokuratorowi z jego szafy pancernej zamkniętej w jego gabinecie może zginąć broń,Natomioast gliniarzowi nie wolno zgubić.
Ot,polska sprawiedliwość.
Rozwiń
WaMan
WaMan (14 lutego 2008 o 11:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
deb***i Policja nie powinna niańczyć. Won - zgubić broń mógł tylko deb*****.
Rozwiń
Miś
Miś (14 lutego 2008 o 10:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To jest polska sprawiedliwość
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!