poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lubelskie

Polka kosztuje 17 tysięcy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 kwietnia 2006, 21:31
Autor: Dominik Smaga

Tyle złotych płacą za "żywy towar” kupcy z Zachodu. Dlatego dostawców nie brakuje. Zwykle kuszą pracą za granicą: zatrudnię sprzątaczkę, opiekunkę... Na miejscu okazuje się, że chodzi o prostytucję lub niewolniczą pracę na farmie.

- W samej Szkocji w seksbiznesie pracuje 6 tysięcy kobiet z centralnej i wschodniej Europy. A Szkocja to zaledwie 10 procent kraju - mówi Christopher Thompson z ambasady brytyjskiej w Polsce. Ilu spośród niewolniczek to Polki? Nie wiadomo. - Ale Polacy to ponad połowa imigrantów - dodaje. Wczoraj w Lublinie otwierał ogólnopolską kampanię, która ma uchronić imigrantów przed łapami handlarzy "żywym towarem”. - Będziemy rozdawać ulotki na dworcach, organizować spotkania w szkołach.
- Bo najbardziej brakuje wiedzy - przyznaje Joanna Garnier z Fundacji La Strada, walczącej z handlem kobietami. Dlatego bardzo często niewolnice, sprzedane do domów publicznych, nie mają dość odwagi, by uciec. Szefowie skutecznie je zastraszają. - Mówią: "Tu jest dużo cennych rzeczy, powiem policji, którą opłacam, że nas okradasz. Pójdziesz do konsulatu? Przecież ja mam twój paszport, wyrzucą cię za drzwi”. I to, niestety, działa.
Niektórzy milczą ze wstydu. Bo przed wyjazdem zapowiadali, że przywiozą górę pieniędzy. I nie przechodzi im przez gardło, że zostali oszukani.
Brytyjska kampania nieprzypadkowo rozpoczęła się w Lublinie. Stąd blisko jest na Ukrainę, która jest wręcz "kopalnią” prostytutek. Powodów jest więcej. - Na Lubelszczyźnie żyje wielu młodych ludzi. Nie są zamożni, więc praca za granicą ich kusi - mówi Grzegorz Jawor, zastępca prezydenta miasta. Zamawia już dodatkowe ulotki, które wyśle do wszystkich lubelskich szkół średnich. A nie wszystkie dostrzegają problem.
- Dyrektorka jednego z waszych liceów powiedziała mi, że problem handlu kobietami nie dotyczy jej szkoły. Bo u niej się uczą porządni ludzie - mówi Garnier.
Odkąd jesteśmy w Unii Europejskiej, do Wielkiej Brytanii wyjechało już 220 tys. Polaków. Wiele osób jedzie "w ciemno”, z kilkoma funtami w kieszeni. A to oznacza początek kłopotów. •

NIEWOLNICY

• Wielka Brytania: żonkile i kapusta.
Około 70 osób z Lubelszczyzny padło ofiarą oszustów z Kornwalii. Mieli pracować na farmie. Pośrednik ciągle mnożył żądania. Chciał setek funtów za wyjazd, pobyt, załatwienie pracy, ubezpieczenie, "podatek”, dojazdy na pole. Polacy nie mieli pieniędzy, więc musieli odpracowywać dług. I tak w kółko.

JAK SYLWIA ZOSTAŁA PROSTYTUTKĄ

Dziewczyna dostała propozycję pracy w Anglii - miała się opiekować dziećmi. Od lat znała panią Ewę, która jej pracę zaproponowała, i wiedziała, że jej szwagierka mieszka w Londynie. Sylwia pożyczyła pieniądze na podróż i wyjechała. Szwagierka pani Ewy była bardzo sympatyczna, ale uśmiała się, kiedy Sylwia zapytała o dzieci - ile i w jakim wieku...
Okazało się, że Sylwia ma być wożona do klientów "na godziny”. Czuła się okropnie, kiedy jechała do pierwszego klienta. Po powrocie powiedziała, że się brzydzi i chce wracać do domu. Dostała w twarz. Szwagierka pani Ewy powiedziała, że jak Sylwia wypije kielicha, będzie jej łatwiej.
Rzeczywiście, alkohol znieczulił Sylwię i klienci nie wydawali się tacy obleśni...
Źródło: La Strada
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!