czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Uratowali dzieci z płomieni

  Edytuj ten wpis

Nie mieli czasu żeby się bać. Liczyły się sekundy. W nocy
z czwartku na piątek policjanci uratowali życie dzieciom uchodźców. Mówią, że to ich obowiązek

Pierwsza poczuła dym Homa Amiri. Wybiegła z domu. Za nią mąż. W środku została trójka dzieci - 14-letni Kaihan, 10-letni Kanirzka i jego rówieśniczka - siostra Nozanin. Było tuż po północy. Sąsiad wezwał straż i policję. Jako pierwszy pojawił się radiowóz. Tej nocy patrol mieli sierż. Tomasz Borychowski i st. post. Łukasz Walo. - Na podwórzu było pełno ludzi - opowiada Tomasz Borychowski. - Ktoś krzyknął, że w środku są ludzie. Płomienie wychodziły już na zewnątrz.
- Wybiliśmy okno - mówi Ł. Walo. - W środku, tuż przy nim, stała mała dziewczynka. Szybko ją wyciągnęliśmy. Była przerażona.
Policjanci weszli do środka. Nic nie było widać. - Nie mogliśmy się rozdzielić, bo w każdej chwili jeden z nas mógł zasłabnąć - mówią. Kanirzkę wypatrzyli na łóżku. Spał przykryty kołdrą. Nic nie słyszał. Obudzony zaczął głośno płakać. Szybko znalazł się w bezpiecznych rękach. Wrócili po najstarszego. - Baliśmy się, że nie damy rady - mówią funkcjonariusze. Nie było czym oddychać. 14-latka znaleźli siedzącego na krześle. Był w szoku. Nie chciał wyjść. - Musieliśmy go siłą wypchnąć przez okno.
Sierż. Borychowski słaniał się na nogach. Trafił do szpitala z objawami zaczadzenia. Dzisiaj prawdopodobnie wróci do domu.
Pogorzelców umieszczono w domu pomocy społecznej. W Polsce są od 9 miesięcy. Uciekli przed talibami. Starają się o status uchodźcy. Dom w Łukowie wynajmowali. Żałują pieniędzy, które spłonęły. Twierdzą, że mieli 2 tysiące dolarów. Nie wiedzieli, że ich wybawiciel o mało nie przypłacił życiem akcji ratowniczej. Przy łóżku T. Borychowskiego pojawili się około godz. 13. Nasim Amiri, głowa rodziny, przyszedł podziękować policjantowi z najmłodszym synem. Wizytę w szpitalu złożył również insp. Henryk Rudnik, z-ca komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie i burmistrz Łukowa. Policjanci dostaną nagrodę.
- Jestem dumny z moich funkcjonariuszy - mówi podinsp. Józef Duszyński, z-ca komendanta powiatowego policji w Łukowie. - Nie zapomnieli o złożonej przysiędze.
Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej zwarcie instalacji elektrycznej.
To nie pierwszy przypadek, kiedy policjanci z Łukowa uratowali życie człowiekowi. Przed rokiem funkcjonariusz z "drogówki” reanimował ofiarę wypadku. W 2000 roku inny policjant wyciągnął z płonącego mieszkania mężczyznę. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!