poniedziałek, 24 lipca 2017 r.

Lublin

Bandycki rajd porywaczy

Dodano: 3 kwietnia 2002, 19:31

Na chwilę przed udaną ucieczką na stacji w Bystrzejowicach (Dzięki uprzejmości lubelskiego Oddziału
Na chwilę przed udaną ucieczką na stacji w Bystrzejowicach (Dzięki uprzejmości lubelskiego Oddziału

Około 8 rano było wiadomo, że bandyci mogą przejeżdżać przez Lublin. Gdzie przekroczą Wisłę? Pierwsza wersja wskazywała na Annopol. W stan gotowości postawiono wszystkich policjantów. Ale z Radomia przez Przysuchę przestępcom udało się niepostrzeżenie przemknąć przez Puławy. Skierowali się do Lublina.

Fikcyjne roboty

Na trasie policja - w porozumieniu z Generalną Dyrekcją Dróg Publicznych - zorganizowała w Żyrzynie i Garbowie tzw. spowolnienia ruchu drogowego, czyli fikcyjne roboty drogowe. Miało to zmusić konwój do wolniejszej jazdy. Cała trasa była kontrolowana przez śmigłowiec, który podawał lokalizację porywaczy.
Jeden z pierwszych lubelskich radiowozów stał w Jastkowie. O 9.30 obok stacji benzynowej przemknął seat na niemieckich numerach. Widok mroził krew w żyłach. - Zauważyłem jednego z porywaczy, który na widok radiowozu przystawił porwanej kobiecie pistolet do głowy - mówi policjant biorący udział w akcji. - Sytuacja była poważna. Wiedzieliśmy, że uciekający są uzbrojeni i w każdej chwili mogą otworzyć ogień. Mieliśmy rozkaz, aby nie używać broni.
Z przodu jechał passat z KMP z Lublina. Za nim seat porywaczy i kilkanaście radiowozów - w tym także nieoznakowane samochody z KGP i CBŚ. Dużo było aut służb operacyjnych z warszawskimi i łódzkimi tablicami rejestracyjnymi.

W Lublinie

Zamiarem prowadzących akcję było skierowanie uciekinierów w stronę granicy możliwie bezpieczną drogą. Aby zmusić porywaczy do wjazdu w trasę W-Z zablokowano tirem al. Warszawską na wysokości al. Solidarności. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, kiedy kierowca seata nagle zawrócił na pasie zieleni przed al. Kompozytorów Polskich i ruszył z powrotem w kierunku Warszawy. Powód? Zauważył, że cztery pasy ruchu są zablokowane. - Być może obawiał się, że postój w korku spowodowałby interwencję policji, albo po prostu zabłądził - tłumaczyli policjanci. Manewr powtórzył dwa razy, żeby ostatecznie pojechać al. Sikorskiego w kierunku Kraśnika. Na Poczekajce zawrócił i udało mu się w końcu wyjechać na trasę w kierunku Piask. W okolicach młyna Krauzego drugi tir uniemożliwiał wyjazd w kierunku Łęcznej.

Najszczęśliwsza chwila

Nigdzie nie było blokad. Lubelska policja wysłała na trasę przejazdu siedem radiowozów. Dwa pojechały z kolumną do Dorohuska.
W Bystrzejowicach bandyci tankowali. Wykorzystała to jedna z zakładniczek. Porywacz nie wyszedł z samochodu. Obserwował trzydziestodziewięcioletnią blondynkę z krótkimi włosami, która wlewała ropę do baku. Potem Niemka uciekła.
- Zachowała się niezwykle rozsądnie - mówi jeden z policjantów. - Przypuszczała, że bandyta nie pociągnie za spust na stacji benzynowej. Mógł się obawiać, że dojdzie do wybuchu i sam zginie.
Sierż. sztab. Waldemar Stępniak, który zajął się kobietą podkreśla, że bardzo martwiła się losem swojej koleżanki. - Co ona przeżyła, kilkanaście godzin w rękach porywaczy - mówi Stępniak. - Kiedy rzuciła mi się na szyję, wiedziałem że to będzie najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Tak to przeżyła, że konieczna była interwencja lekarza. Była w szoku.

Granica bez granic

Seat z bandytami i zakładniczką dojechał do Chełma już o godzinie 10.17. Z maksymalną prędkością przemknął przez miasto ul. Rejowiecką, a następnie al. Przyjaźni, z której miał już prostą drogę do przejścia granicznego w Dorohusku. Przejazd całej kolumny odbył się bez najmniejszych zakłóceń.
- Ochraniało go 38 policjantów i 11 radiowozów - mówi nadkom. Bożena Piętak, rzecznik prasowy KMP w Chemie. - Tak ul. Rejowiecka, jak i aleja Przyjaźni należą do najbardziej ruchliwych w mieście. Stawką było wykluczenie ewentualnych kolizji, potrąceń pieszych, czy nieobliczalnych zachowań bandytów.
Przejście w Dorohusku stało przed porywaczami otworem. Dokładnie o godzinie 10.39 kolumna przemknęła przez nie z prędkością około 120 km na godzinę. Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej przygotowywali się na jej "przyjęcie”, kiedy bandyci z zakładniczkami byli jeszcze w centralnej Polsce.
- Wszystko stało się jasne, kiedy dowiedzieliśmy się, że przestępcy za Piaskami nie pojechali prosto w kierunku Zamościa, lecz skręcili do Chełma - mówi kpt. Janusz Koczura, komendant Granicznego Punktu Kontroli w Dorohusku. - Gdyby wybrali drugi wariant, należałoby się ich spodziewać w Hrebennem.
W Dorohusku zawczasu wstrzymano odprawy podróżnych i odsunięto ludzi. Nie mogło być mowy o kolizji, a tym bardziej niekontrolowanym zatrzymaniu samochodu. Zadaniem załogi przejścia było jedynie zapewnienie bandytom i ich eskorcie bezpiecznego przejazdu. Cała kolumna bez przeszkód i z szaleńczą prędkością przejechała przez graniczny most na Ukrainę.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!