piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lublin

Barak się spalił, winnych brak

Autor: Dominik Smaga

Obiekt nie był strzeżony, a przeciwpożarowe hydranty nie działały. Jednak Ratusz nie czuje się winny pożaru na terenie dawnego Zespołu Szkół Samochodowych przy ul. Sulisławickiej, mimo że teren należy do miasta.

Ogień pojawił się w niedzielę po południu w przeznaczonym do rozbiórki baraku, w którym mieściły się niegdyś szkolne warsztaty. Pisaliśmy o tym wczoraj. Tuż przed zdarzeniem świadkowie widzieli, jak po dachu baraku biegały dzieci. Do budynku często zaglądali pijacy. - Nikt ich nie wyganiał - twierdzi Teodora Morska, mieszkanka tej dzielnicy.
Spalony budynek nie był strzeżony. Wcześniej cały teren dawnego ZSS miasto wydzierżawiło prywatnej szkole wyższej z Łodzi. Już wtedy szwankował dozór nad posesją. Podczas akcji ratowniczej dziennikarzy informowano, że z obiektu nadal korzysta łódzka uczelnia. Okazało się to nieprawdą. Główny budynek dzierżawi teraz podległa marszałkowi województwa Szkoła Policealna Pracowników Służb Społecznych. - Ale zgodnie z umową ma dozorować tylko ten gmach. Szkoła nie zgodziła się objąć ochroną pozostałych obiektów - mówi Mirosław Bielawski, zastępca dyrektora Wydziału Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta. - Budynki były pozamykane w taki sposób, jak to było możliwe.
• Czy można tu mówić o czyjejś winie?
- Ja się na ten temat na pewno nie będę wypowiadał.
Nikt nie czuje się też winny tego, że na terenie szkoły nie działały hydranty. Strażacy musieli przywozić sobie wodę cysternami. - Za stan tych hydrantów odpowiada miasto - mówi Halina Szyłkajtis, rzecznik lubelskich wodociągów.
Ale Ratusz wykręca się od odpowiedzialności za stan hydrantów. - Nawet gdyby były sprawne, nie nadawałyby się do gaszenia pożaru. Mają zbyt małą średnicę - mówi Mirosław Kalinowski z biura prasowego Urzędu Miasta. - Służyły zapewne do dostarczania wody na użytek hignieniczno-sanitarny, a nie do ochrony przeciwpożarowej.
- To po co utrzymywać hydranty, jeśli nie do gaszenia ognia? Jak mogły służyć do innych celów, jeśli do ich otwarcia używa się specjalistycznego sprzętu, którym dysponują tylko strażacy? I jak woda z hydrantu może służyć do celów bytowych, skoro to jest zupełnie inna instalacja wodna - mnoży pytania Michał Badach, rzecznik straży pożarnej.
Urząd Miasta sugeruje, że przy okolicznych ulicach strażacy mogli znaleźć inne sprawne hydranty, zamiast sprowadzać wodę beczkowozem. - To jest pytanie o to, czy mamy biegać po okolicy i szukać sprawnego hydrantu, czy wsiąść w samochód i pojechać po wodę tam, gdzie wiemy na pewno, że ona jest - mówi Badach.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!