wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Bestia pogryzła siedmiolatka

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 lipca 2006, 22:37

Mateusz z poważnymi ranami twarzy trafił wczoraj po południu do Kliniki Chirurgii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Chłopiec został pogryziony przez amstaffa.

Na szczęście życiu dziecka nie zagraża niebezpieczeństwo. Wypadek zdarzył się tuż przed południem w ośrodku jeździeckim na lubelskich Choinach. – Chłopiec był tam ze swoimi rodzicami – mówi Agnieszka Kwiatkowska z lubelskiej policji. – Z niewiadomych przyczyn zaatakował go pies rasy amstaff. Właścicielka czworonoga wyszła z nim na spacer. Amstaff był spuszczony i nie miał kagańca.
Siedmiolatek natychmiast został przewieziony do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. – Jego ogólny stan był dobry. Udało mi się z nim nawet przez chwilę porozmawiać – tłumaczy lekarz dyżurny Kliniki Chirurgii DSK. – Chłopiec miał bardzo poważne rany twarzy.
– Dokładnie 16 ran. Niektóre były bardzo bolesne i głębokie, sięgały nawet do jamy ustnej – tłumaczy prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii DSK.
Po sześciu godzinach przygotowań, tuż przed godz. 19 dziecko trafiło na blok operacyjny. Operacja trwała ponad 2 godziny. – Zabieg się udał – ocenił tuż po wyjściu z sali prof. Osemlak, który operował chłopca. – Zrobiliśmy wszystko, żeby blizny były jak najmniejsze. Jeżeli rany nie zaropieją, ślady powinny być niewielkie. Teraz chłopca czeka co najmniej 2-tygodniowy pobyt w szpitalu.
Policja ustala okoliczności wczorajszego wypadku. Wszystko wskazuje na to, że właścicielka amstaffa odpowie za swoją lekkomyślność przed sądem.
Niestety, do podobnych tragedii dochodzi często. Kilka dni temu do DSK trafiło 3-letnie dziecko w jeszcze gorszym stanie niż Mateusz. A lekarze z DSK wciąż mają w pamięci krwawy lipiec sprzed dwóch lat, gdy w ciągu zaledwie tygodnia operowali sześcioro dzieci pogryzionych przez psy. Wśród tych pacjentów była m.in. dwuletnia Oliwia, której ogromny wilczur poszarpał buzię i wbił się zębami w kark. Dziecko cudem uniknęło śmierci.


Koty też atakują

Dziki kot zaatakował wczoraj czteroletnią dziewczynkę nad jeziorem Rogóźno. Zwierzę pogryzło dziecko w łydkę i mocno podrapało. Kot trafił na obserwację. – Teraz zachowuje się spokojnie. Pije wodę, więc raczej nie ma podejrzenia wścieklizny – mówi dr Hubert Nowakowski z kliniki weterynaryjnej lubelskiej Akademii Rolniczej przy ul. Głębokiej. – Prawdopodobnie dzikie zwierzę poczuło się zagrożone. I dlatego zaatakowało.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!