poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Lublin

Bo w holu jest bezpieczniej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 lipca 2007, 18:34
Autor: EWA STĘPIEŃ

Na oddziale chirurgii szpitala im. Jana Bożego pacjenci leżą na korytarzu, choć sale świecą pustkami. Tak zdecydowała dyrekcja placówki.

- Podobno dach się wali, choć my nic nie zauważyliśmy - dziwią się lekarze.
Na chirurgii są dwa korytarze. Sale chorych wzdłuż jednego z nich są pełne chorych. Wzdłuż drugiego zupełnie puste. Na drzwiach każdej przylepiono karteczkę z napisem "sala chorych wyłączona decyzją dyrektora”.
Przed nieczynnymi salami stoją łóżka, w których leżą chorzy. - W sali nie wolno, a na korytarzu wolno? Gdzie tu logika? - dziwi się pielęgniarka.
-Nikt nie widział, aby coś, gdzieś się waliło - dodaje Bogusław Goljanek, chirurg. - Takie ograniczenia dezorganizują nam pracę.
Prof. Piotr Paluszkiewicz, ordynator oddziału chirurgicznego mówi, że wyłączenie części sal to nie jego decyzja. - Ja się na dachach nie znam - zapewnia. - Na drzwiach kazałem powiesić karteczki, aby każdemu choremu z osobna nie tłumaczyć dlaczego leży na korytarzu chociaż sala jest pusta.
Profesor Paluszkiewicz zapewnia, że chorym nie dzieje się krzywda: - Pacjenci płacą za leczenie w ramach ubezpieczenia więc należą się im dobre warunki do chorowania. Mimo infrastruktury urągającej ludzkiej godności, dajemy im ponadprzeciętnej jakości leczenie.

Piotr Cioczek, dyrektor szpitala pokazuje ekspertyzę budowlaną sporządzoną w maju tego roku przez inżynierów i techników budowlanych. - Chcę uniknąć katastrofy, moja decyzja jest wyważona - argumentuje. - Belki nad salami chorych są zmurszałe i skorodowane.
Zagrożone skrzydło dopuszczono do użytku pod pewnymi warunkami. - Nie mogą tam na stałe leżeć chorzy. Mogą natomiast znajdować się tam gabinety lekarskie lub diagnostyczne, bo do nich wchodzi się na krótko - mówi Cioczek. - Ponieważ strop jest drewniany, ewentualne zawalenie się będzie następować stopniowo. Najpierw będzie trzeszczeć i pękać. Trzeba go bacznie obserwować. I w razie niebezpieczeństwa ewakuować się.

Pielęgniarka oddziałowa mówiła nam wczoraj, że do tej pory nie trzeszczało. Salowa też nic nie słyszała. - Obserwowanie dachu nie należy do moich obowiązków, ani do nikogo z mojego personelu - kończy profesor. - Kręcą się tu różni ludzie z wiadrami więc może oni zajmują się obserwacją.
Dyrekcja zapowiedziała wzmacnianie konstrukcji dachu w najbliższym czasie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Marta
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Marta
Marta (30 września 2007 o 16:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A może szanownu pan dyrektor urządzi pod tym fatalnym dachem swój gabinet? Przeciez pilnować może sekretarka, która jest zawsze i na miejscu...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!