niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

Zniszczenie zbiornika z amoniakiem oznaczałoby katastrofę. Strefa śmiertelnego skażenia objęłaby cały, zatrudniający ponad 3 tysiące ludzi, zakład. A chmura amoniaku, przy odpowiednim wietrze, dotarłaby nad ponad 50-tysięczne Puławy. Mało tego: w zakładach znajduje się jeszcze rakotwórczy benzen i niezwykle wybuchowy cykloheksan.

- Bezpieczeństwo naszych zakładów jest gwarantowane przez odpowiednie służby - zarzeka się Zygmunt Kwiatkowski, prezes Zakładów Azotowych w Puławach.
Sprawdziliśmy, czy terroryści rzeczywiście mieliby problemy z dostaniem się do środka. Wczoraj, kilka minut po godz. 8, podjechaliśmy przed bramę. W bagażniku samochodu mieliśmy duże pudło. A na tylnym siedzeniu plastikowe kanistry. - Dzień dobry, przyjechaliśmy do pralni.
- Potrzebna jest przepustka - odpowiedział strażnik i skierował nas do biura przepustek.
- Jedziemy do pralni. Wieziemy środki chemiczne - o nic więcej nas nie pytano. Pracownik spisał dane z dowodów, a strażnik zanotował numer rejestracyjny samochodu. Mogliśmy wjechać. W tym samym czasie nasz fotoreporter na parkingu przed bramą wyjął aparat fotograficzny. Natychmiast pojawił się przy nim strażnik. - Tu nie wolno robić zdjęć. - A jednak! Strażnik zareagował prawidłowo. To nie musiał być aparat - cieszy się prezes Kwiatkowski.
Kiedy naszego fotoreportera odprowadzono do dyżurki, my bez problemu wjechaliśmy. Samochodem, którego nikt nie sprawdził. Nas też nie sprawdzono. Nikt nie zadzwonił do pralni z pytaniem, czy spodziewają się transportu.
W środku też nikt nam nie przeszkadzał. Zatrzymaliśmy się przy jednym ze zbiorników. Z bagażnika auta wyciągnęliśmy pudło. Postawiliśmy je tuż obok napisu "bez zezwolenia nie wchodzić”.
- Jeżeli ktoś już wjechał na teren zakładów, to powinien udać się tam, gdzie zadeklarował. W innym przypadku łamie przepisy. Jeżeli panowie jeździli gdzie indziej niż do pralni, to z przyjemnością zawiadomię o tym policję - stwierdził prezes Kwiatkowski.
Przy wyjeździe również nikt nas nie niepokoił. Odebrano nam jedynie przepustkę.
- To niedopuszczalne - denerwuje się prezes Kwiatkowski. - Winni poniosą konsekwencje.

Gorzej być nie mogło

Podając się za przedstawicieli firmy chemicznej bez problemów wjechaliśmy na teren zakładów. Na szczęście w naszym samochodzie były tylko puste pudełka. Prawdziwy zamachowiec mógł wwieźć materiały wybuchowe.
- Każdy samochód, który wjeżdża na jednorazowej przepustce, powinien być sprawdzony -  podkreśla Sławomir Jedliczko, szef biura bezpieczeństwa, ochrony środowiska i jakości w Zakładach Azotowych "Puławy” SA. - Takie mamy procedury. Ostatnio cały czas podkreślamy, jak ważne jest ich przestrzeganie.
Nam nikt nie przeszkadzał. Mało tego. Wczoraj w zakładach trwał audyt... certyfikatu bezpieczeństwa. - Gorzej już być nie mogło - przyznaje Jedliczko. - To kwestia niefrasobliwości osób, które was wpuściły, a nie naszych procedur.
Co by się stało, gdyby zamiast dziennikarzy wjechali terroryści?
- W najgorszym scenariuszu śmiertelne stężenie toksycznych substancji objęłoby cały zakład - mówi Jedliczko.
- Przy tzw. katastrofalnym rozszczelnieniu jednego zbiornika z amoniakiem i przy odpowiednim wietrze chmura tej substancji dotarłaby do Puław - mówi Zenon Krupa z Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnej w Lublinie. - Przeraża mnie łatwość, z jaką wjechaliście do zakładu - dodaje.
Nic dziwnego. W Puławach mieszka ponad 50 tysięcy osób. A amoniak jest substancją toksyczną. - W dużym stężeniu jest bardzo groźny - mówi prof. Zofia Rzączyńska, kierownik zakładu chemii ogólnej UMCS. - Prowadzi do poważnych poparzeń układu oddechowego.
- Zakłady tego typu są zaliczane do tzw. zakładów dużego ryzyka. Są szczególnie narażone na ataki. Mogłoby dojść do tragedii. Niektóre substancje mogłyby trafić do Wisły, zwiększając rozmiar katastrofy - powiedział nam anonimowo specjalista do spraw wielkich awarii przemysłowych. - Zresztą nie tylko amoniak jest niebezpieczny. W takich zakładach są gorsze rzeczy. Np. cykloheksan. Wybuch tej substancji zmiótł z powierzchni ziemi cały zakład
w Anglii.
- Ten związek spala się bardzo gwałtownie - dodaje profesor Rzączyńska. - Podobnie benzen, który przy dłuższym wdychaniu jest silnie rakotwórczy.
A my wjechaliśmy tam bez problemu. Wystarczyło powiedzieć, że jedziemy do zakładowej pralni....
- Nasze procedury są bardzo surowe - twierdzi Marek Sieprawski, specjalista ds. public relations w Zakładach Azotowych. - Mam problemy, kiedy chcę wprowadzić dziennikarzy do zakładów.
W razie groźnego wydarzenia w zakładach, pierwsza na miejscu pojawia się Straż Przemysłowa. Czy dysponuje odpowiednim sprzętem? - Oczywiście - odpowiada Sieprawski. - Sprzęt i jego ilość jest zgodna z obowiązującymi przepisami.
- Wszystkiego nie da się przewidzieć, ale są opracowane szczegółowe plany akcji ratowniczych w zakładach - tłumaczy Zenon Krupa. - Gdyby siły straży i jednostek puławskich okazały się niewystarczające, to mamy tzw. Lubelską Brygadę Odwodową. To specjalne siły z całego województwa. Mogą być użyte w dowolnym miejscu i czasie.
Gdy i to nie wystarczy, odpowiednie jednostki są ściągane z całego kraju.

Nasz komentarz

Andrzej Mielcarek


Dziennikarze metodą prowokacji udowodnili już, jak łatwo w Polsce kupić trotyl, dostać się na lotnisko Okęcie
i przykleić coś - na przykład bombę - do samolotu.
W Gdańsku pokazali, że można bez kłopotu wysadzić w powietrze rafinerię. Zawsze wiązało się to z omijaniem posterunków, przedostawaniem się przez dziury w płotach. My wjechaliśmy bez przeszkód przez główną bramę zakładu, który powinien być chroniony szczególnie. Tak jak my - wjechaliby i terroryści. Po zamachach madryckich wizja ataku w Polsce staje się realna. Prowokacja Dziennika
pokazuje, że u nas zamachowcy nie musieliby się szczególnie wysilać, szukając celu. Wytruć tysiące ludzi za pomocą jednego
ładunku wybuchowego? Nic prostszego. 

Janusz Wójtowicz - rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie

Za bezpieczeństwo na terenie zakładu odpowiada jego kierownik lub dyrektor. Tak ma zorganizować pracę ochrony, żeby było bezpiecznie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!