czwartek, 23 listopada 2017 r.

Lublin

Być pasażerem MPK i przeżyć

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 listopada 2005, 19:18
Autor: Dominik Smaga

Bandyci brutalnie bili pasażera. Rzecznik MPK twierdzi, że tylko "podtrzymywali kolegę”. - Pięściami się nikogo nie podtrzymuje - oburza się świadek zajścia. To on wezwał policję.
Bo kierowca autobusu tego nie zrobił. To już drugi taki napad w tym miesiącu

Piątek, godz. 22.40. Ostatni kurs linii 15a na Czechów. W autobusie dwóch bandytów katuje ok. 20-letniego mężczyznę. Pasażerowie nic nie widzą, kierowca też. Na przystanku przy al. Długosza napastnicy wyrzucają ofiarę z autobusu. I dalej biją leżącego.
- Nikt nie wezwał policji, nawet kierowca. Dlatego sam sięgnąłem po telefon. A inni pasażerowie byli tym bardzo zdziwieni - opowiada pan Kamil, świadek zdarzenia. - Dyżurny w komendzie też wydawał się zdziwiony. Ale obiecał, że przyśle radiowóz.
Wczoraj próbowaliśmy dowiedzieć się, jak zakończyła się interwencja policji. - Akta są w dochodzeniówce. A oni mają dzisiaj wolne - powiedział nam Witold Laskowski z biura prasowego lubelskiej komendy.
Dlaczego policji nie wezwał kierowca? - W jego ocenie zajście nie wymagało żadnej interwencji - mówi Stanisław Wojnarowicz, rzecznik prasowy MPK. - Kierowca potwierdza, że autobusem jechało czterech mężczyzn. W tym jeden nietrzeźwy. Pozostali go podtrzymywali.
- Troskliwie podtrzymywali okładając leżącego? Trochę to dziwne, jak na koleżeńskie stosunki - pan Kamil oburza się wypowiedzią rzecznika.
Tymczasem kierowcy MPK mają służbowe komórki. Po to, by w groźnych sytuacjach wzywać policję. Jak ich używają?
Na początku listopada w jednym z trolejbusów, bandyci napadli 17-letniego ucznia, próbując ukraść mu komórkę. Zalany krwią chłopak wołał o pomoc. Kierowca jej nie wezwał.
We wrześniu trzej dresiarze pobili w autobusie studenta. Złamali mu nos. Kierowca zadzwonił na policję dopiero na przystanku końcowym, gdy sprawców nie było już w wozie. Ojcu pobitego chłopaka powiedział, że... bał się o szyby.
Pod koniec sierpnia pijani wandale przez 20 minut siali postrach w autobusie dowożącym klientów do jednego z hipermarketów. Kierowca wezwał policję dopiero wtedy, gdy wybili w jelczu trzy szyby. Zabrakło centymetrów, by metalowy śmietnik, którym rzucali poranił pasażerów. Radiowóz jechał 44 minuty, choć do komisariatu było 5 minut drogi pieszo. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!