niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

Był łagodny. Aż zaatakował

Dodano: 4 lipca 2006, 20:16

To łagodny pies. Nie wiem, czemu zaatakował Mateusza - mówi drżącym głosem właścicielka ośrodka jeździeckiego na Choinach w Lublinie. Zarówno jej, jak i właścicielce amstaffa prokurator postawił wczoraj zarzut bezpośredniego narażenia dziecka na niebezpieczeństwo.

Do wypadku doszło w poniedziałek przed południem w ośrodku jeździeckim przy ul. Koncertowej w Lublinie. Rodzice siedmioletniego Mateusza przywieźli go na półkolonie. Razem z innymi dziećmi miał się tam uczyć jazdy konnej.
- Widziałam tylko, jak chłopiec biegł. I nagle, nie wiadomo dlaczego, zaatakował go amstaff - opowiada Elżbieta S., właścicielka ośrodka. - Siedmiolatek miał w ręku kij, ale nie bił nim psa. Dobiegłam do chłopca i szybko odciągnęłam psa. Ale było już za późno.
Jak pisaliśmy wczoraj, pogryziony Mateusz trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Miał 16 ran twarzy. Niektóre były bardzo bolesne i głębokie. Przez kilka godzin chłopiec był przygotowywany do operacji. Ponaddwugodzinny zabieg zakończył się późnym wieczorem.
- Zrobiliśmy wszystko, żeby blizny na twarzy były jak najmniejsze - zapewniał tuż po wyjściu z sali operacyjnej prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii DSK, który operował chłopca.
Wczoraj Mateusz był pod stałą opieką lekarzy. - Ciągle jest w szoku. I jest bardzo obolały - wyjaśnia lekarz dyżurny. - Życiu Mateusza nie zagraża jednak niebezpieczeństwo.
Lubelscy policjanci badają okoliczności wypadku. - Pies został przyprowadzony do ośrodka jeździeckiego przez 23-letnią Katarzynę K., która trzyma tam swojego konia. Amstaff należał do jej chłopaka - mówi Agnieszka Kwiatkowska z lubelskiej policji. - W chwili wypadku pies biegał swobodnie po ośrodku. Nie miał ani kagańca, ani smyczy. A jego właścicielka szczotkowała w tym czasie konia.
- Tak było wiele razy - mówi właścicielka ośrodka. - Znaliśmy tego psa bardzo dobrze. Często bawił się nawet z moimi dziećmi. Zawsze był spokojny, nigdy nikogo nie zaatakował. To chyba uśpiło naszą czujność - przyznaje.
Za swoją lekkomyślność opiekunka psa i właścicielka ośrodka odpowiedzą przed sądem. - Został im postawiony zarzut bezpośredniego narażenia dziecka na niebezpieczeństwo - wyjaśnia Kwiatkowska. - Od wyników prowadzonego postępowania i od stopnia obrażeń dziecka zależy, ile lat pozbawienia wolności będzie im grozić. W najgorszym wypadku nawet 10.
Pies, 5-letni amstaff wabiący się Tiger, jest na obserwacji w Klinice Weterynarii w Lublinie. - To spokojne zwierzę - przyznaje Tomasz Wolak, lekarz opiekujący się czworonogiem. - Aż dziwne, że zaatakował.
- Bo amstaffy to generalnie łagodne psy. Jest 150 groźniejszych ras - wyjaśnia Adam Zaremba-Czereyski z miesięcznika "Mój Pies”. - Ale zasada jest jasna. W miejscach publicznych pies musi być zabezpieczony kagańcem i smyczą. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!