poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Byliśmy uwięzieni między piętrami

Dodano: 14 grudnia 2003, 16:27

Bałem się o siebie. Ale jeszcze bardziej o sąsiada, który jechał ze mną. Z nim było naprawdę kiepsko – opowiada Ryszard Szaruga. W windzie między piętrami spędził ponad 20 minut. W drugiej windzie utknęły dwie dziewczyny. Przeżyły dlatego, że strażacy cały czas podawali im tlen.

Pożar w wieżowcu przy ul. Hutniczej 28 w Lublinie wybuchł kilka minut przed godz. 14. Paliły się piwnice.
– To były chwile grozy – mówi Henryka Lis z IV piętra. – Poczułam straszny swąd. Wyjrzałam na klatkę schodową. Nic nie było widać od dymu. Strasznie się bałam, bo akurat były u mnie wnuki. Moje największe skarby. Zadzwoniłam po straż.
Strażacy po chwili byli na miejscu. Dwie widny utknęły między piętrami, bo w budynku wyłączono prąd.
– Chcieliśmy zjechać na dół, żeby zobaczyć, co się dzieje – opowiada R. Szaruga. – Jak wsiadaliśmy, to już wszędzie był dym, ale myśleliśmy, że zdążymy jeszcze zjechać. Nie udało się.
W sąsiedniej windzie utknęły dwie dziewczyny. – To była moja córka Urszula i dziewczyna syna, Sylwia – opowiada Krystyna Biszkon. – Strażacy nie mogli otworzyć drzwi, bo mieli nieodpowiednie klucze. Przez wybitą szybę podawali uwięzionym tlen. Kazali się też położyć jak najniżej.
Po ok. 20 minutach pojawili się pracownicy z firmy zajmującej się windami. Sąsiad Ryszarda Szarugi trafił na oddział intensywnej terapii. – Strażacy od razu go zabrali i podawali mu tlen – dodaje Szaruga.
Dziewczyny też odwieziono do szpitala. – Źle się czuły. Lekarz powiedział, że w płucach miały po 2,5 proc. czadu, ale po badaniu i pierwszej pomocy wróciły do domu. Cały czas narzekały na bóle i zawroty głowy.
Pogotowie zabrało także dwie inne osoby – mężczyznę i kobietę, którzy skarżyli się na bóle głowy. – To była starsza pani. Strasznie się denerwowała ta całą sytuacją – dodaje K. Biszkon.
Akcja strażaków trwała prawie trzy godziny. Na miejsce przyjechało pogotowie dźwigowe i energetyczne. W bloku na Hutniczej światło włączono dopiero późnym wieczorem. Wodę odkręcono w niedzielę rano. Windy nadal są nieczynne: wczoraj wszyscy mieszkańcy musieli chodzić na piechotę po śmierdzących klatkach schodowych.
Co było przyczyną pożaru? Prawdopodobnie podpalenie. Mieszkańcy bloku mówili nam, że w piwnicach często zbierali się jacyś ludzie: – Klej wąchali, pili i spali – mówi mieszkanka V piętra. – Część lokatorów nie korzystała już z piwnic, bo ciągle były okradane. Więc te łobuzy melinę tam sobie zrobili.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!