sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lublin

Chciał wysadzić urząd w powietrze

Dodano: 2 maja 2002, 08:50

Dla asp. sztab. Bronisława Pokrywki (z prawej) z KPP w Janowie Lubelskim wtorek był ostatnim dniem p
Dla asp. sztab. Bronisława Pokrywki (z prawej) z KPP w Janowie Lubelskim wtorek był ostatnim dniem p

Zdesperowany przeciągającym się sporem o drogę mieszkaniec Samar oblał benzyną jedno z biur Urzędu Gminy w Batorzu. Terroryzując urzędnika groził podpaleniem i wysadzeniem
w powietrze budynku. Po dwóch godzinach negocjacji oddał się
w ręce policji.

Jan Z. przyszedł do Urzędu Gminy w Batorzu (powiat Janów Lubelski) we wtorek przed 14. Na korytarzu natknął się na Romana S., pracownika referatu budownictwa. Razem weszli do pokoju.
- Kiedy stałem do niego tyłem usłyszałem, jak przekręca klucz w zamku - opowiada roztrzęsionym głosem Roman S. - Gdy się odwróciłem zobaczyłem, jak z dwulitrowej butelki wylewa jakąś ciecz. Poczułem zapach benzyny. Oblał nią ściany i wykładzinę, a potem jeszcze plecak, w którym miał dwie turystyczne butle gazowe.
- Rób coś w mojej sprawie, bo skończymy ze sobą dzisiaj razem - powiedział zdesperowany mężczyzna. W jednaj ręce trzymał zapalniczkę, w drugiej nóż.
Chciał rozmawiać z wojewodą o swoim problemie, który ciągnie się od ośmiu lat. Chodzi o tzw. drogę służebną, która przebiega po jego gruncie. Nie godzi się na to. W poniedziałek na sesji Rady Gminy uchwalono, że droga nadal będzie służebna.
- Wracałem z Kielc, kiedy dowiedziałem się o incydencie - mówi Henryk Michałek, wójt gminy.
W całym budynku czuć było zapach benzyny. - Podpalenie benzyny, którą były oblane butle gazowe mogło doprowadzić do wybuchu - mówi aspirant sztabowy Bronisław Pokrywka z janowskiej policji.
Janowi Z. umożliwiono rozmowę telefoniczną z wojewodą Kurowskim. Przez pół godziny wyjaśniał wojewodzie swój problem. W tym czasie z Lublina przybył oddział antyterrorystyczny gotowy do akcji. Tymczasem pod drzwiami pokoju, w którym desperat przebywał z zakładnikiem, trwały negocjacje z udziałem funkcjonariusza KPP w Janowie Lubelskim. Rozmawiała z nim także żona i syn. O godz. 17 Jan Z. poddał się.
- Przepraszam Romek, musiałem to zrobić - rzucił w stronę wolnego już zakładnika, wychodząc z pokoju. W asyście policjantów opuścił budynek.

Roman S. - pracownik Urzędu Gminy w Batorzu

Były to dramatyczne dla mnie chwile. Jana Z. znam od dawna. Nigdy bym się nie spodziewał, że posunie się do tak desperackiego kroku. Na koniec mnie przeprosił, ale przeżyłem naprawdę sporo. Strachu najadła się też moja rodzina. Żona pracuje naprzeciwko i przez cały czas, kiedy byłem przetrzymywany stała przed budynkiem. Myślę, że za jakiś czas podamy sobie ręce.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO