wtorek, 24 października 2017 r.

Lublin

Ciagnął psa za samochodem. Tłumaczenia kierowcy nie wyjaśniły wątpliwości

Dodano: 15 stycznia 2017, 20:29
Autor: jsz

Tłumaczenia kierowcy nie wyjaśniły wszystkich wątpliwości
Tłumaczenia kierowcy nie wyjaśniły wszystkich wątpliwości

Sprawą kierowcy, który ciągnął swojego psa za samochodem zajęła się prokuratura. Śledczy będą przesłuchiwać świadków. Możliwe, że mężczyzna będzie musiał oddać czworonoga

Do makabrycznego incydentu doszło w połowie listopada ubiegłego roku, w podlubelskim Motyczu. Pies przywiązany był smyczą do haka holowniczego. Mężczyzna miał ciągnąć zwierzaka przez około dwa kilometry. – Zatrzymał się dopiero w Kozubszczyźnie, kiedy doganiał go inny samochód z włączonym klaksonem – relacjonowali pracownicy stowarzyszenia Lubelski Animals, którzy powiadomili o sprawie śledczych.

Po tym, jak zdjęcia hondy ciągnącej psa trafiły do internetu, kierowca auta sam zgłosił się na policję. Tłumaczył, że pies biegał za kurami sąsiadów, był więc trzymany w domu i wyprowadzany na smyczy. Mężczyzna wyjaśnił, że feralnego dnia rozładowywał drewno na podwórku. Pies był obok, na smyczy zaczepionej o hak auta. W pewnej chwili do gospodarza zadzwoniła siostra z prośbą o pomoc. Mężczyzna wsiadł do samochodu i ruszył w drogę. Przejechał około dwóch kilometrów, docierając do Motycza.

Wtedy miał zadzwonić do niego syn. Powiedział, że na podwórku nie ma psa i czy nie wie, co się z nim stało. Kierowca przypomniał sobie wówczas, że przyczepił smycz do haka swojego auta. Kierowca przekonywał policjantów, że nie widział czworonoga, bo ten mógł schować się pod autem. Po telefonie od syna, zatrzymał się i zabrał psa do auta. Pojechał z nim do najbliższego weterynarza, a później do kliniki w Lublinie. Pies nie odniósł poważnych obrażeń.

Tłumaczenia kierowcy nie wyjaśniły wszystkich wątpliwości. W środę sprawa została bowiem przekazana do prokuratury. Śledczy zaplanowali już przesłuchania i konfrontacje pierwszych świadków.

– Jest również decyzja o powołaniu biegłych weterynarzy, którzy ocenią stan zdrowia i obrażenia odniesione przez psa – mówi Małgorzata Samoń, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin – Północ.
Prokurator skierował również do wójta gminy Konopnica wniosek o rozważenie przepadku zwierzęcia.

Postępowanie w sprawie kierowcy powinno zakończyć się w lutym.

 

Czytaj więcej o: Lublin ciągnął psa
lubiący psy
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(23) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

lubiący psy
lubiący psy (16 stycznia 2017 o 17:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Użytkownik niezarejestrowany napisał:
Ludzie! Dajcie już spokój z tymi zwierzętami. Cały czas się słyszy to i tamto. Niedługo trzeba będzie robić procedurę jak do adopcji dziecka żeby w ogóle móc mieć zwierzę w domu. Opanujecie się i szanujcie. Jak macie robić krzywdę to nie kupujcie. Już po kilku dniach zwierzak da nam się tak we znaki, że nie jednemu puszczą nerwy.
mam zwierzaki kilkanaście lat i we znaki mi się nie dają
Rozwiń
Gość
Gość (16 stycznia 2017 o 13:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Cytat : "Prokurator skierował również do wójta gminy Konopnica wniosek o rozważenie przepadku zwierzęcia" - a na jakiej podstawie prawnej ??? Co ma Wójt do czyjegoś psa czy kota. - A to, że wójt na wniosek Prokuratury może wydać decyzje o czasowym odebraniu zwierzęcia w przypadku gdy jest uzasadnione podejrzenie, że właściciel lub opiekun nad takim zwierzakiem się znęca. - art. 7 ust.3 ustawy o ochronie zwierząt. Natomiast przepadek zwierzęcia może orzec tylko Sąd prawomocnym wyrokiem.
Rozwiń
Gość
Gość (16 stycznia 2017 o 13:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Cytat : "Prokurator skierował również do wójta gminy Konopnica wniosek o rozważenie przepadku zwierzęcia" - a na jakiej podstawie prawnej ??? Co ma Wójt do czyjegoś psa czy kota.
Rozwiń
Gość
Gość (16 stycznia 2017 o 11:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To jest załatwienie sobie roboty przez prokuratora, sędziego , itd , przecież wystarczy sprawdzić biling rozmów, czy faktycznie był ten telefon od siostry . Fakt jest taki ,że bardzo często pis wchodzi pod samochód ,a kot potrafi pod maskę silnika i wychodzi po godzinie jazdy .
Rozwiń
alex
alex (16 stycznia 2017 o 11:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ale pleciesz bzdury. Przeczytaj jeszcze raz swoje wypociny. Poczuł szarpnięcie? Faktycznie pies mógł być pod autem. Nie jechał szybko więv psu nic się nie stało. Oczywiście za gapowe powinien coś zapłacić ale moim zdaniem lepiej niech kupi karmy do schroniska za parę stów i będzie git.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (23)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!