poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Coca-Cola bazgrze, strażnik śpi

Dodano: 6 czerwca 2003, 21:32

W pierwszej chwili można pomyśleć, że te znaki pozostawili po sobie wandale. Ale tak naprawdę bruk w
W pierwszej chwili można pomyśleć, że te znaki pozostawili po sobie wandale. Ale tak naprawdę bruk w

Wczoraj od rana pracownicy MPO w pocie czoła zmywali rozpuszczalnikiem bazgroły, jakie w środku miasta na zlecenie Coca-Coli wykonała agencja reklamowa. Firma nie miała pozwolenia gminy na taką formę promocji.

Malunki pojawiły się w nocy z czwartku na piątek, m.in. na placu Litewskim i deptaku, w tym tuż przed Ratuszem, gdzie na stałe zainstalowana jest kamera i gdzie całą dobę dyżurują strażnicy miejscy. Okrągłe znaki z napisem "Burn” wymalowano na bruku w wielu miejscach. Pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania od rana usuwali bazgroły. Ale jeszcze po południu nie uporali się ze wszystkimi napisami.
- Bardzo trudno je zmyć - przyznaje Kazimierz Arciszewski, dyspozytor MPO w Lublinie. - Usuwamy je ręcznie za pomocą rozpuszczalnika. Musimy teraz poczekać, aż plamy wyschną i zobaczyć, czy nie zostaną ślady.
- To po prostu wandalizm - mówi zdenerwowany Andrzej Bałaban, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Lublinie. - Jeśli nie uda się tego usunąć, to być może trzeba będzie zmieniać nawierzchnię. Nie udzielaliśmy żadnego zezwolenia na taką działalność. Jeśli uda się ustalić, kto to zrobił, sprawę skierujemy do sądu.
Jak ustaliliśmy, znaki na zlecenie Coca-Coli wykonała agencja reklamowa z Lublina. - W takich wypadkach firmy często tłumaczą się tym, że zlecają wykonanie takiej reklamy i nie mają wpływu na to, gdzie się ona pojawi - dodaje dyr. Bałaban. Ale najprawdopodobniej gmina wystąpi do koncernu o zwrócenie pieniędzy wydanych na usuwanie znaków.
Po interwencji Dziennika Coca-Cola zobowiązała się do pokrycia kosztów czyszczenia bruku. - Są to znaki nietrwałe, łatwo zmywalne, znikają po tygodniu - twierdzi Krzysztof Jakubiak, rzecznik prasowy Coca-Coli. - Jeżeli jednak Urząd Miejski zwróci się do nas z odpowiednim pismem, pokryjemy wszelkie koszty, jakie poniósł przy usuwaniu reklam. Ze swojej strony chcę przeprosić za problemy. Skontaktowałem się już z odpowiednimi osobami i wydałem polecenia usunięcia szkody.
Straż Miejska bagatelizuje sprawę. - Wiadomo, kto to zrobił i dlaczego, więc sprawa jest jasna - twierdzi Waldemar Wieprzowski, komendant Straży Miejskiej. - Dalsze kroki to już sprawa Wydziału Gospodarki Komunalnej - może domagać się odszkodowania na drodze prawnocywilnej. My możemy jedynie pociągnąć te osoby do odpowiedzialności za uszkodzenie mienia.

Dlaczego Straż Miejska nie interweniowała, gdy ktoś malował centrum miasta?

Waldemar Wieprzowski, komendant Straży Miejskiej


- Widocznie działo się to po godz. 22, kiedy Staż Miejska już nie pracuje.
Co do kamer, obserwują one jedynie przedpole Ratusza i nie jest ich zadaniem obserwowanie całego Krakowskiego Przedmieścia. Poza tym jest to sprzęt stary i złej jakości. Służy strażnikom tylko po to, by widzieli, czy ktoś się nie awanturuje przed Ratuszem
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO