niedziela, 19 listopada 2017 r.

Lublin

Choć kobieta w ciąży i jej mąż o mały włos nie zatruli się czadem wydostającym się z zakładu fryzjerskiego, prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła sprawę.

Tlenek węgla przedostał się do jednego z mieszkań przy ul. Wieniawskiej w Lublinie z powodu złego stanu technicznego przewodów kominowych oraz niezamurowania kratki wentylacyjnej – uznał Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego.
4 stycznia wieczorem młode małżeństwo wróciło z urlopu. Położyli się spać. Obudził ich telefon od matki. – Chciała zapytać, jak udał się wypoczynek. Ten telefon uratował nam życie – mówią poszkodowani.
Małżonkowie nie czuli się najlepiej, mieli zawroty głowy, wymioty. Wezwali pogotowie. W tym czasie – jak się potem okazało – stężenie czadu w mieszkaniu 8-krotnie przekroczyło dopuszczalne normy. Natychmiast trafili na oddział toksykologii, gdzie przez 4 dni podawano im tlen i kroplówki. – Lekarze powiedzieli nam, że jeszcze chwila i nie byłoby kogo ratować. A moja żona właśnie spodziewa się dziecka – mówi poszkodowany.
– Bezpośrednią przyczyną tego wypadku był zły stan techniczny przewodu kominowego – mówi Wiktor Przeniosło, zastępca powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. – Do niego był podłączony piec gazowy w piwnicy, gdzie znajduje się zakład fryzjerski.
To stamtąd przedostały się spaliny. Inspektorat stwierdził, że lokal ten jest użytkowany niezgodnie z przeznaczeniem i w sposób zagrażający zdrowiu i życiu. Wskazał też braki w dokumentacji technicznej i wymaganych pozwoleniach na wykonanie instalacji gazowej.
Prokuratura nie dopatrzyła się jednak uchybień i umorzyła postępowanie. Pani prokurator w uzasadnieniu swej decyzji nie stwierdziła, żeby ktoś popełnił przestępstwo.
– Było zupełnie inaczej – mówią poszkodowani. – Inspektorat budowlany dowiedział się o tej sprawie dopiero 9 stycznia od mojej matki. Pracownicy inspektoratu byli oburzeni, że to matka ich zawiadamia, a nie administracja. Komisja była zdziwiona tym, że kratka wentylacyjna w naszym mieszkaniu nie została zamurowana przed podłączeniem pieca gazowego. A gaz w zakładzie fryzjerskim odłączono dopiero 10 stycznia, a więc 6 dni po wypadku.
– Ja o zdarzeniu dowiedziałam się 7 stycznia – mówi Beata Nadulska, prezes ADM „Śródmieście”. – Na miejsce ściągnęliśmy kominiarzy. Oni uznali, że wszystko jest sprawne.
Małżeństwo wniosło już do prokuratury zażalenie. Ich zdaniem prokuratura nie wzięła pod uwagę wielu faktów: m.in. jak wyglądał odbiór techniczny podłączenia pieca gazowego i kto wydał zezwolenie. Rodzi się także pytanie, dlaczego piec działał aż do 10 stycznia?
Dorota Kazanowska, prokurator, która wydała postanowienie, odmówiła nam jakichkolwiek komentarzy.
– Chcemy tylko poznać, kto w tej sprawie zawinił. Gdyby nie telefon naszej mamy, nie byłoby nas na świecie. Ani naszego dziecka – dodają poszkodowani.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!