sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Cztery osoby utonęły w Zalewie Zemborzyckim

Dodano: 25 listopada 2007, 19:49

W sobotę rano jeden z przechodniów zauważył w wodzie ciało mężczyzny. Później strażacy natrafili na drugie zwłoki.

Wczoraj po południu znaleziono trzeciego topielca. Kolejna, czwarta ofiara Zalewu Zembrzyckiego to wędkarz.

W piątek po południu dwaj bracia Sz. z dwoma kolegami wybrali się nad lubelski Zalew Zemborzycki. Usiedli na ławce niedaleko śluzy. Mieli ze sobą alkohol. Około godz. 16 jeden z mężczyzn spotkał znajomego i z nim odszedł. Zostali bracia Sz. i Krzysztof K.

Nazajutrz rano przechodzień zauważył kilka metrów od brzegu ludzkie zwłoki. - Zalew pokrywała cienka warstwa lodu. 10 metrów od brzegu znajdował się przerębel o średnicy dwóch metrów - mówi Michał Badach z lubelskiej straży pożarnej. - Wydobyliśmy stamtąd ciała dwóch mężczyzn.

Jednym był Krzysztof K. Szybko udało się też ustalić tożsamość drugiego. W sobotę rano na policję zadzwoniła kobieta, mówiąc, że jej dwaj synowie poprzedniego dnia wyszli z domu ze znajomym o imieniu Krzysiek i dotąd nie wrócili. Policjanci skojarzyli oba fakty.

Drugim z wyłowionych okazał się Tomasz Sz., starszy z braci. Szukano młodszego. Jeszcze tego dnia wieczorem policjanci dotarli do mężczyzny, który też siedział na ławce z braćmi i ich kolegą Krzysztofem.

- Opowiedział, że był z nimi nad wodą ale zostawił ich, bo spotkał znajomego - mówi Agnieszka Kwiatkowska, z lubelskiej policji.

Wczoraj, gdy strażacy wrócili nad zalew, potwierdził się najtragiczniejszy scenariusz. Zwłoki młodszego brata wyłowili kilka metrów od dziury w lodzie.

- Wprowadzili się do naszego bloku przy ul. Kruczkowskiego rok temu - mówi Łukasz, sąsiad tragicznie zmarłych. - Fajne chłopaki. Zawsze pogadać było można.

Byli jak wszyscy: w tygodniu praca, a w weekend trzeba odpocząć. Nigdy nie mieli kłopotów prawem. Spokojni, kulturalni ludzie - dodaje. - Byli kawalerami, pracowali. Złego słowa nie mogę powiedzieć. W telewizji mówili, że pili nad zalewem. To coś złego? - mówi Krzysztof, znajomy, który mieszkał niedaleko ofiar. - Wszyscy się tu znamy. Jesteśmy w szoku - dodaje wstrząśnięty mężczyzna.

Policja podejrzewa, że do tragedii doszło gdy co najmniej jeden z mężczyzn wszedł na cienki lód i wpadł do wody. Pewnie pozostali próbowali go ratować, m.in. rzucając kurtkę. W końcu i pod ratownikami cienka tafla się załamała. (pp)

Policja prosi osoby, które widziały w piątek mężczyzn pijących na ławce koło śluzy o kontakt (tel. 081 535 56 93 lub 997).

Czwarta ofiara

Do kolejnej tragedii doszło nad lubelskim akwenem w sobotę wieczorem. Robert Sz. wybrał się na ryby. Gdy jego ponton zaczął przeciekać mężczyzna zadzwonił do żony, by wezwała pomoc. Na ratunek pośpieszyli mu koledzy, którzy wyciągnęli go z wody. Reanimacja nie poskutkowała.
Czytaj więcej o:
nick
zgorszony
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

nick
nick (26 listopada 2007 o 19:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ale takie zjęcia nie musiały pojawić się na stronie. Zreszta nie tylko Wasza gazeta takie zamieściła, no ale nie wiele to zmienia. Ci ludzie mają bliskich, a poza tym niczemu nie służy zamieszczanie takich zdjęć. Następnym razem z wyczuciem.
Rozwiń
zgorszony
zgorszony (26 listopada 2007 o 10:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Po tym weekendzie należałoby nadać nazwę naszemu bajoru: "Zalew Darwina"
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!