niedziela, 19 listopada 2017 r.

Lublin

Wczoraj kilkadziesiąt kobiet znów przyszło do lubelskiego Miejskiego Ośrodka PomocyRodzinie po zasiłek. Nie dostały ani grosza. Ogłosiły okupację. Dyrektor MOPR wymknął się z urzędu.

Marzena Wójcik-Lemiech ostatnie pieniądze otrzymała w kwietniu. Zadłużyła się, nie ma na rachunki. Lubzel odciął jej prąd. Gdy wczoraj w kasie MOPR znów okazało się, że nic nie dostanie, z czwórką swoich dzieci wtargnęła do gabinetu wicedyrektora MOPR Kazimierza Mareczki. Wyciągnęła chleb, butelki z mlekiem i oświadczyła osłupiałemu dyrektorowi, że u niego poczeka na wypłatę zasiłku za maj. O godzinie 14 dołączyły do niej inne, równie zdesperowane, kobiety.
Samotne matki walczą o przeżycie. Posłowie uznali, że zamiast kilkuset złotych z funduszu alimentacyjnego wystarczy im od 1 maja po 170 zł zasiłku z MOPR. Ale urzędnicy nie zdążyli przygotować decyzji o wypłatach. Dlatego przed siedzibą wydziału świadczeń rodzinnych MOPR przy ul. Glinianej kolejkom nie ma końca. Upał, nerwy, przekleństwa. Tłum matek z płaczącymi dziećmi. Ale pieniędzy jak nie było, tak nie ma.
- Ja nie zawiniłem - tłumaczył się kobietom okupującym jego gabinet dyrektor Mareczka. - Nie da się w jeden miesiąc, jak chcą posłowie, przygotować ponad 11 tysięcy decyzji o wypłatach zasiłku. To ponad nasze siły. Nie zarzucajcie mi bezduszności. Już trzecią część pensji oddałem matkom w potrzebie.
- Pańscy ludzie traktują nas skandalicznie. Obrażają, wypraszają, nie udzielają informacji. Nie chcemy jałmużny, przyszłyśmy po swoje - wołały do dyrektora kobiety. Mareczka poprosił o czas na zabranie z gabinetu dokumentów. Okupantki nie ustąpiły, dyrektor porządkował papiery w ich obecności.
Protestujące wywiesiły transparent "Strajk okupacyjny”. Po chwili w MOPR pojawił się patrol Straży Miejskiej. Budynek obstawiła policja. Po godz. 15 dyrektor wykorzystał chwilę nieuwagi kobiet i wymknął się z budynku. Mundurowi natychmiast odjechali.
- Nie wypuszczajmy kasjerek - nawoływały kobiety. - Może jeszcze przywiozą pieniądze - czekały z nadzieją. Na próżno.
Około godziny18 przyjechał na Glinianą dyrektor MOPR Antoni Rudnik. Obiecał, że kobiety dostaną pieniądze w czwartek. Nic nie wskórał. W chwili, gdy zamykaliśmy to wydanie Dziennika, protestujące były w budynku. Zamierzały tu zostać na noc. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!