wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Dyrektorzy wrócili z Afryki

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 maja 2002, 21:08

Adam Borowicz, dyrektor Lubelskiej Regionalnej Kasy Chorych, Bożenna Zasada, jego zastępca oraz Marzenna Pomarańska, dyrektor szpitala klinicznego nr 1 w Lublinie wrócili w sobotę z tygodniowego pobytu w RPA.

Uczestnicy wyprawy są zdziwieni burzą, która rozpętała się w Polsce po ich wyjeździe.
Opinia publiczna była zbulwersowana tym, że dyrektorzy kas chorych poddali się naciskom firmy farmaceutycznej i po kryjomu skorzystali z jej sponsoringu. Dyrektorzy odpierają teraz, że wyjazdu nie zorganizowała firma farmaceutyczna, a szkoleniowa. Twierdzą, że swojego wyjazdu do RPA przed nikim nie ukrywali,
i że sporo się nauczyli.
– Organizatorzy zapłacili za podróż, noclegi i wyżywienie – tłumaczy Adam Borowicz, dyrektor Lubelskiej Regionalnej Kasy Chorych.
Na jutro Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych, któremu podlegają kasy chorych wezwał do siebie dyrektorów kas chorych,
aby wyjaśnili całą sprawę.

Rozmowa z Adamem Borowiczem, dyrektorem Lubelskiej Regionalnej Kasy Chorych

Z Afryki wróciłem blady

• Jak się udał wyjazd do RPA? Przywiózł pan jakieś pamiątki dla rodziny?
– Pamiątek nie przywiozłem. Podróż była męcząca. Tam jest teraz zima. W nocy temperatura spada do 9 stopni Celsjusza. W dzień skacze do 19 stopni. Program był napięty. Telewizja polska, pokazując plaże, na których rzekomo opalaliśmy się, zakpiła sobie. Kiedy wyjeżdżałem byłem opalony. Wróciłem blady.
• Może ta bladość to na widok polskich nagłówków prasowych, grzmiących, że dyrektorzy kas chorych podróżują po dzikim kontynencie na koszt firmy farmaceutycznej?
– Organizatorem nie była firma farmaceutyczna, a niemiecka firma Towarzystwo Nauk i Kształtowania Stosunków Ubezpieczeniowych. Pokryła ona koszty podróży, noclegów, wyżywienia i zwiedzania niektórych obiektów. Z własnej kieszeni płaciło się za bar, zwiedzanie obiektów nie objętych programem oraz szczepienia przed podróżą.
• Dużo pan dopłacił do tygodniowego pobytu w RPA?
– Około tysiąca złotych. Tam jest teraz martwy sezon. Wszystko jest bardzo tanie. Za dwa piwa zapłaciłem 1 dolara.
• Pojechał pan w towarzystwie Bożenny Zasady, swojego zastępcy do spraw medycznych oraz Marzenny Pomarańskiej, dyr. szpitala klinicznego nr 1 Lublinie...
– Tak. Zaproszonych było wiele osób z różnych dziedzin medycyny. Pojechali też przedstawiciele 14 kas chorych.
• Wspomniał pan, że program był tak napięty, że czasu na plażowanie nie było. Co robiliście?
– Wizyty w szpitalach, spotkania z tamtejszą służbą zdrowia, a nawet Polonią.
• Ze szkolenia w Afryce przywiózł pan coś przydatnego do pracy w Lublinie?
– Nowe doświadczenia. Obejrzałem jak funkcjonuje afrykańska służba zdrowia. W skrócie można powiedzieć, że wygląda jak pomieszanie naszej służby zdrowia sprzed reformy ze służbą zdrowia po reformie. U nas czegoś takiego nie ma, aby np. prywatne kliniki działały na terenie szpitali uniwersyteckich. Odpowiednikiem naszej podstawowej opieki zdrowotnej jest tam nadal czarownik.
• Wziął pan urlop wypoczynkowy i można powiedzieć, że cichaczem wyjechał. Bez powiadomienia kogokolwiek w kasie chorych oraz w Urzędzie Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych...
– To nie jest prawda. Do kasy chorych przyszły oficjalne zaproszenia. Więc to nie była tajemnica. Podobne zaproszenia rozesłano też do urzędników w ministerstwie więc przypuszczam, że było wiadomo, gdzie pojechaliśmy. Wziąłem urlop, a nie delegację, ponieważ wiedziałem, że będą tam wycieczki, a nie tylko służbowe spotkania.
• Tyle się mówi o nieuleganiu naciskom różnych firm. Jadąc, nie miał pan skrupułów?
– Po powrocie przemyślałem sprawę. Może zbyt pochopnie pojechałem. Jednak firma, która zorganizowała nam podróż do RPA nie jest firmą farmaceutyczną. To firma z tradycjami, która wiele razy organizowała szkolenia w różnych krajach. Sam podpisywałem moim pracownikom delegacje. Nie sądziłem, że robię coś nagannego, uczestnicząc w tym szkoleniu. Gdybym dostał propozycję wyjazdu od koncernu farmaceutycznego, wrzuciłbym ją do kosza. A takich dostaję kilka dziennie.
• Za wyjazd już jedna głowa poleciała. Minister zdrowia zdymisjonował Seweryna Jurgielańca, i to jeszcze przed jego powrotem. Nie boi się pan utraty stanowiska?
– Nie wiem, czy można kogoś zdymisjonować jeżeli przebywa on na urlopie. Jeśli jednak moi zwierzchnicy uznają, że trzeba nas zdjąć ze stanowisk, nie będzie wyboru.
Rozmawiała Ewa Stępień
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!