sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

Fundacja utknęła na mieliźnie. Koniec marzeń o ośrodku żeglarskim?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 czerwca 2013, 10:58
Autor: Dominik Smaga

Na marinie nad Zalewem Zemborzyckim miało powstać profesjonalne centrum żeglarstwa<br />
Na marinie nad Zalewem Zemborzyckim miało powstać profesjonalne centrum żeglarstwa

Były efektowne wizualizacje, szumne zapowiedzi i ambitne plany. Skończyło się proszeniem miasta o pieniądze i pytaniami, czy w ogóle cokolwiek tu powstanie. Czy to koniec opowieści o ośrodku żeglarskim nad zalewem?

– Za podjęciem uchwały głosowało 24 radnych, przy 0 głosów przeciw, 0 wstrzymujących – ten komunikat Dariusza Sa-dowskiego, wiceprzewodniczącego Rady Miasta, otworzył w styczniu 2010 r. formalną drogę do budowy nowoczesnej przystani żeglarskiej nad Zalewem Zemborzyckim.
Uchwała zezwalała na wystawienie ziemi na przetarg. Wygrała go fundacja Lubelskie Centrum Żeglarstwa. Wcześniej długo zabiegała o to, by radni na taki przetarg zezwolili i pokazywała im kuszące wizualizacje.

Żagle dla mas

Fundacja powstała w lutym 2009 r. Jej współzałożycielem był Artur Kawa, założyciel Emperii Holding, jednej z największych lubelskich firm.

– Szacujemy, że budowa centrum pochłonie 8-10 mln zł – mówił Artur Kawa pod koniec 2009 r. I zaczął namawiać władze miasta by dały zielone światło dla inwestycji.

– Fundacja chce stworzyć nad Zalewem Zemborzyckim profesjonalne centrum żeglarstwa, w którym tysiące lublinian mogą uprawiać ten wspaniały sport – mówił Kawa na sesji Rady Miasta w grudniu 2009 r. przekonując radnych do poparcia projektu uchwały zezwalającej na wystawienie ziemi na przetarg.

Radni zgodzili się. MOSiR zarządzający terenami nad zalewem ogłosił przetarg. Wygrała go fundacja LCŻ.

Przeczytaj także: Jak złapać wiatr w żagle. Komentarz Krzysztofa Wiejaka

– Umowa została podpisana w grudniu 2010 r., a zaczęła obowiązywać od 1 listopada 2011 r. na 30 lat – mówi Miłosz Bednarczyk, rzecznik Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

– Fundacja zobowiązała się poczynić wszelkie nakłady związane z realizacją poszczególnych etapów inwestycji począwszy od dokumentacji, przez budowę, po oddanie do użytku całego kompleksu. Miała udokumentować nakłady na kwotę nie mniejszą, niż 5 mln zł netto – mówi Bednarczyk.

– Teraz ze zdwojoną siłą zabieramy się za projektowanie, pozyskiwanie funduszy i budowę ośrodka. Chcemy, żeby został on oddany do użytku już na przełomie 2012 i 2013 roku – mówił podczas konferencji prasowej zorganizowanej przy okazji podpisania umowy Robert Buryła, członek Rady Fundacji.

Pieniądze są, ale za mało

W sierpniu 2011 r. fundacja informowała w oficjalnym komunikacie: "Budowa obiektu, zgodnie z przyjętym harmonogramem, ma ruszyć wiosną 2012 roku. Całość kosztów budowy szacowana jest na ok. 10-12 mln zł. Część sumy potrzebnej do realizacji projektu ma pochodzić z dotacji unijnej w wysokości 2,7 mln zł, do której Fundacja już została zakwalifikowana. Resztę środków LCŻ chce pozyskać z dotacji samorządowych oraz programów rządowych i ministerialnych. Jeśli uda się zgromadzić niezbędne środki pierwszy etap budowy powinien zostać zakończony na przełomie 2012 i 2013 roku.”

Ale niedawno nastąpił nieoczekiwany zwrot. – Fundacja zakomunikowała nam, że nie zrealizuje tego projektu bez finansowego wsparcia miasta – mówi Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

Tydzień temu miejscy radni dostali od niego projekt uchwały w sprawie wsparcia fundacji łączną kwotą 8 mln zł, z czego milion miałby być przekazany jeszcze w tym roku.

– To, że złożyłem ten projekt to kwestia rzetelności z mojej strony wobec rady, która głosowała za wydzierżawieniem terenu – mówi Żuk.

Kto to poprze?

Głosowanie miało się odbyć 27 czerwca. Kawa zaczął szukać poparcia wśród radnych, umawiał się z nimi na spotkania.

– Odniosłem wrażenie, że kilka lat temu rozmawialiśmy o czymś innym – mówi Piotr Kowalczyk, przewodniczący Rady Miasta. – Uważałem, że miasto wydzierżawiając ten teren nie będzie wnosiło ani złotówki do tego interesu i zostanie wybudowane nowoczesne centrum żeglarstwa. Pan Kawa odniósł chyba inne wrażenie. Powiedziałem mu uczciwie, że chciałbym, by to MOSiR zbudował ośrodek korzystając z pomocy fundacji.

Współpracownica Artura Kawy sama zadzwoniła do "Dziennika Wschodniego”, by umówić z nim spotkanie.

– Nie miałem pełnego wyobrażenia o kosztach. Nie sądziłem, że to urośnie do 20 mln zł – przyznał Kawa podczas rozmowy w naszej redakcji. – Gdy dostaliśmy decyzję o przyznaniu unijnej dotacji zaczęliśmy robić badania geologiczne, geodezyjne, nurkowie schodzili pod wodę. Zrobiliśmy inwentaryzację infrastruktury podziemnej i wyszło, że nie ma kanalizacji. Po tych analizach okazało się, że w same sieci podziemne musielibyśmy włożyć 1,8 mln złotych. Sami nie udźwigniemy tej inwestycji, a jeżeli miasto nie pomoże, to przepadnie unijne dofinansowanie.

Telefon z Ratusza

Fundacja działa pod presją czasu. – Zgodnie z umową dzierżawy fundacja powinna oddać do użytku ośrodek żeglarski do 1 listopada 2014 r. – mówi Bednarczyk.

Jeśli termin nie zostanie dotrzymany, dzierżawa może być wypowiedziana, a fundacja będzie musiała zapłacić MOSiR różnicę między tym, co faktycznie wydała na Lubelskie Centrum Żeglarstwa a kwotą 5 mln zł netto. Nieoficjalnie wiadomo, że sporządzone dotychczas analizy fundacja wycenia na milion złotych. W takiej sytuacji oddając ziemię musiałaby przekazać analizy w rozliczeniu i dopłacić MOSiR-owi 4 mln zł.

W trakcie spotkania w naszej redakcji kilkakrotnie pytaliśmy Kawę, co zrobi, gdy miasto nie zechce przekazać mu 8 mln zł. Interesowało nas to, czy będzie czekać do listopada 2014 r., czy wcześniej zrezygnuje z dzierżawy. Kluczył. W końcu stwierdził, że w takim przypadku rekomendowałby odstąpienie od dzierżawy.

Rozmawiając z nim odebraliśmy informację z Ratusza, że prezydent wycofał projekt uchwały o pomocy dla LCŻ. Pytanie o to, co będzie bez miejskich milionów musimy zadać ponownie. Odpowiedź jest już inna.

– Będziemy kontynuować starania o to, żeby to centrum powstało. Wierzymy w społeczną potrzebę i akceptację – mówi Kawa. – Jeżeli na tej sesji radni nie będą mogli się wypowiedzieć, czy chcą to dofinansować, czy nie, to będziemy się starali, by taką możliwość mieli później.

Prezydent wyjaśnia

Co skłoniło prezydenta do wycofania się z pomysłu?

– Radni nie poparliby tego projektu. Nie ma sensu dyskutować nad czymś, co już jest przedyskutowane. Radni wolą inne rozwiązanie – mówi Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

– Ten projekt był pytaniem, czy jako partner tej fundacji powinniśmy dołożyć do przystani, czy też odczekać i stwierdzić, że fundacja nie jest w stanie zrealizować tego ośrodka i wtedy to MOSiR starałby się o środki unijne na taką budowę – dodaje prezydent.

– Teraz fundacja nie mając wystarczającego finansowania prosi nas o wsparcie. Chcemy odwrócić role. Mając pieniądze możemy wystąpić do fundacji o wsparcie merytoryczne – tłumaczy prezydent.
Miasto miałoby budować ośrodek poprzez swoją spółkę MOSiR, która wystąpiłaby o unijną dotację a od fundacji mogłaby przejąć sporządzone przez nią dotychczas analizy. Żuk szacuje, że budowa ośrodka może opóźnić się o rok.




  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
wena
jaco
obtained pternic
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

wena
wena (21 czerwca 2013 o 15:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Brawo radni nie  dajcie się nabrać oszustowi!

Facet, który podobno ma kilkadziesiąt milionów złotych zachowuje się jak pętak.

Chce teraz , by miasto wybudowało mu przystań , a on będzie zgarniał kasę za

prowadzeni ośrodka.

Rozwiń
jaco
jaco (21 czerwca 2013 o 13:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Żadnych pieniędzy dla jakiś fundacji. Miasto wyłoży kasę a potem zarządzać będzie ktoś inny ???

Chcemy marinę to sobie wybudujmy sami, od tego jest MOSIR. A nie fundacja nam wybuduje ale dajmy jej miejską kasę.

To ja też tak chcę , jest problem z podzamczem to niech miasto da mi kasę to ja wybuduję tam galerię albo aquapark i jeszsze dwa muzea a potem będę tym zarządzał i ciągną zyski.

Rozwiń
obtained pternic
obtained pternic (21 czerwca 2013 o 13:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Nasi biznesmeni zapomnieeli że tylko pierwszy molion należy ukraść.Następne trzeba już zarabiać.Pogonić towarzystwo wyegzekwować kary umowne i samemu budować.

Rozwiń
lubelska rzeczywisość
lubelska rzeczywisość (21 czerwca 2013 o 12:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Po co te próby zmiany lubelskiej rzeczywistości?
Nad zalewem zawsze śmierdziało i widocznie taki stan większości odpowiada.

Żeby tylko na walkę z glonami i sinicami wystarczyło....




 

Rozwiń
dP
dP (21 czerwca 2013 o 11:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

MOSiR ma na głowie budowę basenu olimpijskiego, na który chyba wciąż nie ma finansowania ? A tu jeszcze ma dorzucić do żeglarskiej mariny kilka-kilkanaście milionów ?

Kolejna mrzonka. Wygląda, jakby ktoś jednak na siłę chciał zrealizować marzenie p. Kawy o ośrodku żeglarskim. Choć akurat tego Pana stać na to, żeby samemu spełniać swoje marzenia...

Ale jakie miasto, taki filantrop.

Przy okazji następnej rozmowy z p. Kawą podpytajcie go też gdzie rozliczał się z podatków, gdy otrzymywał sowitą dywidendę z Emperii (po sprzedaży Tradisa, który teraz zwalnia ludzi na potęgę).

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!