niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Gorące powitanie chełmskiego mistrza


Wczoraj okrutnie posiniaczony Dariusz Jabłoński, mistrz świata w zapasach w kategorii 55 kg, wylądował na warszawskim Okęciu. Witali go najbliżsi i najwierniejsi kibice, z reporterami Dziennika włącznie.

Samolot z Paryża z Dariuszem Jabłońskim na pokładzie wylądował przed godz. 15, ale zapaśnicy pojawili się w hali powitań dopiero o 15.25. Obsługa lotniska dobrze wie jak wyglądają powitania sportowców odnoszących sukcesy, więc wolała najpierw wypuścić pozostałych podróżnych. Świeżo w pamięci mieli przecież fetę z minionego poniedziałku, gdy z Turcji wróciły mistrzynie Europy w siatkówce. A teraz wracał przecież mistrz świata! Po 45-minutowym oczekiwaniu w głębi pojawiła się wreszcie reprezentacja zapaśników. - Wychodź pierwszy, taka twoja rola - podpowiadał Andrzej Supron, który w paryskich mistrzostwach wystąpił w roli sędziego.
Dawny mistrz zapasów wiedział co mówi, sam wielokrotnie był w podobnej sytuacji. Nie spodziewał się jednak aż tak szampańskiego powitania. - Lejcie na Darka, nie na mnie, mam zamszową marynarkę! Ale to akurat nie było istotne dla rozradowanych fanów. Szampany trysnęły ze wszystkich stron.
Choć Darek Jabłoński to zapaśnik, po pięciu walkach stoczonych na francuskich matach wyglądał jak... bokser. Oczy przyozdabiały potężne sińce, opatrunek na uchu, rany na głowie. - To cena mistrzostwa świata, z tym też trzeba się liczyć wychodząc na matę - mówił Darek. - Ale sińce zejdą, a medal zostanie na zawsze. Zajmie honorowe miejsce w domu, a obok zarezerwuję miejsce na drugie złoto, olimpijskie. Skoro jestem mistrzem świata, to oczywiste, że na igrzyska pojadę w roli faworyta. Czy byłem już kiedyś tak poobijany po zawodach? Raczej nie, ale nigdy wcześniej nie byłem też mistrzem świata.
Mistrz świata wpadł na początek w objęcia Krzysztofa Grabczuka, wieloletniego klubowego trenera i wychowawcy, a obecnie prezydenta miasta. W oczach obydwu pojawiła się łezka. Tłum reporterów, fotoreporterów i operatorów kamer napierał tymczasem bezlitośnie. Nawet żona Beata miała problemy z jak najszybszym wyściskaniem małżonka, ale w końcu i jej dane było go wycałować. Szybko jednak musiała pogodzić się z losem obserwatorki, bo media naciskały.
Plany szybkiego powrotu do Chełma pokrzyżowała nieco centralna telewizja, zapraszając mistrza do olimpijskiego studia.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO