sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Jak baron z redaktorem

  Edytuj ten wpis
Autor: Redakcja

Protestuję przeciwko używaniu słowa "groźby” - oświadczył wczoraj były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk. Odniósł się w ten sposób do publikacji na temat przebiegu jego wizyty w redakcji Dziennika. Twierdzi, że został źle zrozumiany.

Ujawnione przez Dziennik i Rzeczpospolitą próby zastraszenia naszej redakcji przez byłego ministra sprawiedliwości wywołały burzę. Od informacji o groźbach Kurczuka zaczynały się wczoraj wszystkie programy informacyjne w radiu i telewizji.
Przypomnijmy. Po krytycznej dla SLD publikacji w Dzienniku do naszej redakcji przyszedł lubelski baron sojuszu Grzegorz Kurczuk. "...powiem (...) moim przyjaciołom z biznesu, żeby się u was nie ogłaszali. Niech pójdą do konkurencji”- oświadczył. Redaktor naczelny Dziennika Andrzej Mielcarek rozmowę nagrał. I zawiadomił Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a ta prokuraturę.
Wczoraj opublikowaliśmy zapis fragmentów tej rozmowy. Napisaliśmy też, że wcześniej groźby usłyszała nasza dziennikarka, która krytycznie pisała o SLD. "Mógłbym panią załatwić tak, że pracy w Lublinie już by pani nie znalazła” - straszył Kurczuk.
Wczoraj najpierw głos zabrała prokuratura. Andrzej Jeżyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, nie miał wiele do powiedzenia: W tej sprawie prowadzone są czynności sprawdzające - stwierdził.
Prokuratura Okręgowa miała ocenić, czy były minister dopuścił się tłumienia krytyki prasowej. Po południu okazało się, że nie chce już oceniać. - Dostaliśmy stamtąd wniosek o przeniesienie tej sprawy do innej jednostki - poinformował nas Cezary Maj, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie.
O godzinie 13 konferencję prasową zorganizował Kurczuk. - Pan Mielcarek dokonał wyjątkowo subiektywnej interpretacji moich słów - grzmiał poseł. Zaprzeczał, że groził Dziennikowi. Tłumaczył, że przyszedł do Mielcarka, żeby tylko zareagować na pisanie nieprawdy o SLD. - To jest spór o zasady i rzetelność dziennikarską - przekonywał. - Jestem pewien, że czytelnicy sami ocenią, czy to był apel o opamiętanie, czy - jak by chcieli niektórzy - szantaż.
- Niestety, przebieg rozmowy Kurczuka z redaktorem każe przypuszczać, że jest to normalna praktyka dla przedstawicieli rządzących partii - ocenia Andrzej Krajewski, dyrektor Centrum Monitoringu i Wolności Prasy. - Jeszcze rok temu Kurczuk, będąc w rządzie mówił, że nie ma żadnego polowania na dziennikarzy. I dopóki on będzie ministrem sprawiedliwości, żadnego polowania nie będzie. Faktem jest, że tej funkcji już nie sprawuje...
O godzinie 15 zorganizowaliśmy konferencję prasową w redakcji. - Zdecydowałem się nagrać rozmowę z posłem Kurczukiem, bo wiedziałem, że wcześniej groził naszej dziennikarce - tłumaczył redaktor A. Mielcarek. - Mogłem się spodziewać, że znowu usłyszę te groźby.
Wieczorem Kurczuk i Mielcarek byli gośćmi Moniki Olejnik w programie "Prosto w oczy”.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!