wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Jak rozgrzać wiernych

Dodano: 4 grudnia 2007, 17:20

Podgrzewane podłogi, ocieplane konfesjonały, dmuchawy z gorącym powietrzem. Duchowni głowią się i troją, by ich parafianie na mszach nie drżeli z zimna.

- Po niedzielnej mszy wychodzę cała skostniała. Czasami to aż trudno mi wysiedzieć godzinę w kościele i skupić się na tym, co mówi ksiądz. Szczękam zębami, trzęsę się i czekam, aż przyjdę do domu i napiję się gorącej herbaty - mówi Halina Kuć, z jednej z chełmskich parafii.
- Zimno! Ludzkie nosy czerwone, a księża w płaszczach chodzą do konfesjonałów - żali się kolejna wierna z Parafii św. Andrzeja Boboli w Lublinie. Ks. Jerzy Ważny, proboszcz parafii, słyszał już takie uwagi. I przyznaje, że robi, co może by modlącym się było ciepło. - Zainwestowaliśmy w podgrzewaną podłogę. Jeśli jest bardzo zimno, to już w piątek wieczorem włączam ogrzewanie. Gdy mróz jest mniejszy, to dopiero w sobotę w nocy - tłumaczy ks. Ważny.
Na tygodniu w kościele jest jak w lodówce. Dlatego w dni powszednie wierni modlą się w kaplicy. Proboszcz pomyślał też o księżach. Ścianę przy konfesjonale ocieplił styropianem. Dopiero o nią oparty jest drewniany konfesjonał. Duchowny zaproponował też, by wierni wchodzili do kościoła zewnętrznymi, głównymi drzwiami, a następnie kierowanie się na boczne drzwi wewnętrzne. - To też miało na celu zaoszczędzenie ciepła - tłumaczy.
Proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Nałęczowie z niską temperaturą radzi sobie za pomocą nawiewów, które znajdują się przy podłodze świątyni. Dzięki nim w środku utrzymuje się stała temperatura ok. 11-12 st. C. To zdaniem proboszcza wystarcza. - W ubiegłym roku zima była ciepła, ale teraz już grzejemy. Żeby kościół nie był rano wyziębiony, to piece gazowe są włączone przez całą noc. Oczywiście na mniejszym poziomie niż w dzień. I jak na razie nie słyszałem skarg, żeby było za zimno - mówi ks. Marek Czerko, proboszcz.
Zimą, większość parafii niemal wszystkie datki wiernych przeznacza na ogrzewanie kościołów. A kwoty są niebagatelne. - Żeby ogrzać mój kościół od góry do dołu, potrzebowalibyśmy ok. 30 tys. miesięcznie. Tak żeby grzać od poniedziałku do niedzieli włącznie, co jest marzeniem każdego proboszcza - przyznaje ks. Ryszard Jurak, proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny w Lublinie. - Ale trzeba być realistą i rozsądnie gospodarować środkami. Choć niewątpliwie, wierni wolą modlić się w ciepłych kościołach. (pab)


Czytaj więcej o:
gil
niewierny Tomasz
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

gil
gil (8 grudnia 2007 o 15:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To wszystko to komercja a nie modlitwa do Boga.
Rozwiń
niewierny Tomasz
niewierny Tomasz (8 grudnia 2007 o 08:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Najlepszym pomysłem jest to aby na wieżach wszystkich kościołów w Lublinie umieścić anteny stacji bazowych operatorów sieci komorkowych o bardzo dużych mocach. Korzyść jest obopólna, ponieważ w mikrofalach ogrzeją się wierni zgromadzeni na uroczystościach w kościele oraz wierni zamieszkujący pobliskie blokowiska. A z dzierżawy w/w wież proboszczom zostanie trochę kasy na koks lub inny surowiec energetyczny.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!