piątek, 17 listopada 2017 r.

Lublin

Jedni ratowali, inni zarządzali

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 września 2001, 21:13

Dla mieszkańców zalanych wsi konflikt między „cywilami” a „mundurowymi” jest sprawą drugorzędną. Sku
Dla mieszkańców zalanych wsi konflikt między „cywilami” a „mundurowymi” jest sprawą drugorzędną. Sku

Takiego bałaganu jeszcze nie widziałem - mówi jeden ze strażaków, biorący udział w ratowaniu zalanego Kosina w gminie Annopol. - Ci z lokalnych władz siedzieli sobie przy stołach nakrytych białym obrusem i patrzyli jak wojsko i straż naprawia wały. Zamęt panował także przy rozdzielaniu darów.
To skandal.

Raporty, które policja i straż sporządziła po powodzi opisują nie tylko przebieg samej akcji ratowniczej. Krytykują one także współpracę służb ratowniczych z lokalnymi władzami. Podkreślają małe zaangażowanie samorządów i okolicznych mieszkańców w ratowanie wałów. "Mundurowi” zarzucają "cywilom” zupełny brak koordynacji. - Zbierają zewsząd pochwały za sprawną akcję, a prawda wygląda nieco inaczej - powiedział jeden z "mundurowych”, biorący udział w ratowaniu wałów.
Według naszych rozmówców, którzy nie chcieli ujawnić swoich danych, z dnia na dzień atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. - Burmistrz Annopola spytał, czy 10 kilogramów kiełbasy wystarczy dla wszystkich, a było nas sześciuset - opowiada jeden z ratowników.
Mieszkańcy zagrożonych terenów nie angażowali się zbytnio w akcję. Tylko nieliczni chłopi oraz strażacy-ochotnicy pomagali ratownikom. - Lokalne władze nie potrafiły zabezpieczyć odpowiedniej ilości ludzi, którzy pracowaliby przy umacnianiu przesiąkniętych wałów - twierdzą policjanci.

- Szlag nas trafiał, kiedy harowaliśmy od świtu do nocy, a miejscowi popijali piwko w sklepie - mówi jeden ze strażaków. - Kilka tysięcy worków musieliśmy przenieść na plecach na odległość prawie dwóch kilometrów, a jeden taki w garniturku zarządził, że będziemy używać do tego celu taczek. Tak sobie wymyślił.
- Nie ukrywam, że były spięcia pomiędzy lokalnymi władzami a wojskiem, strażą i policją - potwierdza Tadeusz Wojtak, starosta powiatu kraśnickiego. - Proszę jednak pamiętać, że sytuacja na wałach była bardzo poważna. W takiej chwili nie wszystkie podjęte decyzje mogły być trafne.
- Współpraca z lokalnymi władzami na pewno nie była idealna. Wszelkie nieporozumienia staraliśmy się na bieżąco wyjaśniać - oględnie mówi Tomasz Adamczyk, komendant Powiatowej Straży Pożarnej w Kraśniku.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!