poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Jedni ratowali, inni zarządzali

Dodano: 27 września 2001, 21:13

Dla mieszkańców zalanych wsi konflikt między „cywilami” a „mundurowymi” jest sprawą drugorzędną. Sku
Dla mieszkańców zalanych wsi konflikt między „cywilami” a „mundurowymi” jest sprawą drugorzędną. Sku

Takiego bałaganu jeszcze nie widziałem - mówi jeden ze strażaków, biorący udział w ratowaniu zalanego Kosina w gminie Annopol. - Ci z lokalnych władz siedzieli sobie przy stołach nakrytych białym obrusem i patrzyli jak wojsko i straż naprawia wały. Zamęt panował także przy rozdzielaniu darów.
To skandal.

Raporty, które policja i straż sporządziła po powodzi opisują nie tylko przebieg samej akcji ratowniczej. Krytykują one także współpracę służb ratowniczych z lokalnymi władzami. Podkreślają małe zaangażowanie samorządów i okolicznych mieszkańców w ratowanie wałów. "Mundurowi” zarzucają "cywilom” zupełny brak koordynacji. - Zbierają zewsząd pochwały za sprawną akcję, a prawda wygląda nieco inaczej - powiedział jeden z "mundurowych”, biorący udział w ratowaniu wałów.
Według naszych rozmówców, którzy nie chcieli ujawnić swoich danych, z dnia na dzień atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. - Burmistrz Annopola spytał, czy 10 kilogramów kiełbasy wystarczy dla wszystkich, a było nas sześciuset - opowiada jeden z ratowników.
Mieszkańcy zagrożonych terenów nie angażowali się zbytnio w akcję. Tylko nieliczni chłopi oraz strażacy-ochotnicy pomagali ratownikom. - Lokalne władze nie potrafiły zabezpieczyć odpowiedniej ilości ludzi, którzy pracowaliby przy umacnianiu przesiąkniętych wałów - twierdzą policjanci.

- Szlag nas trafiał, kiedy harowaliśmy od świtu do nocy, a miejscowi popijali piwko w sklepie - mówi jeden ze strażaków. - Kilka tysięcy worków musieliśmy przenieść na plecach na odległość prawie dwóch kilometrów, a jeden taki w garniturku zarządził, że będziemy używać do tego celu taczek. Tak sobie wymyślił.
- Nie ukrywam, że były spięcia pomiędzy lokalnymi władzami a wojskiem, strażą i policją - potwierdza Tadeusz Wojtak, starosta powiatu kraśnickiego. - Proszę jednak pamiętać, że sytuacja na wałach była bardzo poważna. W takiej chwili nie wszystkie podjęte decyzje mogły być trafne.
- Współpraca z lokalnymi władzami na pewno nie była idealna. Wszelkie nieporozumienia staraliśmy się na bieżąco wyjaśniać - oględnie mówi Tomasz Adamczyk, komendant Powiatowej Straży Pożarnej w Kraśniku.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO