sobota, 25 listopada 2017 r.

Lublin

Komu przeszkadzają kocie opiekunki

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 sierpnia 2007, 18:30

Dwa razy dziennie pakują w torby jedzenie i ruszają w trasę po centrum miasta, gdzie dokarmiają bezpańskie koty.

Inwestują swój czas, pieniądze i narażają zdrowie, bo niektórzy sąsiedzi reagują na to agresją. Jedna z kobiet została nawet pobita.

Teresa Sytsałowicz przez wiele lat pracowała w Muzeum Wsi Lubelskiej. Mówi, że największą radość sprawiało jej opiekowanie się zwierzętami, których w Skansenie nie brakuje. - Kiedy przychodziły wycieczki dzieci i młodzieży zwracałam im uwagę na właściwy stosunek do zwierząt, który pokazuje jakimi naprawdę jesteśmy ludźmi - wspomina pani Teresa.
Teraz kobieta każdego dnia dokarmia kilkadziesiąt bezpańskich kotów w okolicach ulic Chopina i Lipowej, gdzie mieszka. Przeznacza na to każdą złotówkę ze swojej niewielkiej emerytury. - Ludzie mnie wyzywają, śmieją się, niektórzy są wręcz agresywni. Przemykam się wieczorami, żeby nie spotkało mnie nic złego.
Takie dramatyczne doświadczenia ma za sobą pani Alicja, która mieszka nieopodal. W listopadzie ubiegłego roku jak zwykle poszła wieczorem nakarmić koty w rozpadających się zabudowaniach przy ulicy Steina. Kiedy schyliła się do tacki z jedzeniem podbiegł do niej młody człowiek, chwycił za ramię i wykręcił rękę. Kobieta podniosła krzyk, a wtedy napastnik zaczął wyzywać ją od najgorszych. - Potwornie się przeraziłam - wspomina pani Alicja. - Myślałam, ze to jakiś złodziej, albo bandyta, a okazało się, że to mieszkaniec ulicy Lipowej, który ma rasowego psa i przeszkadzają mu koty "dachowce”.
Kobieta miała siniaki, nie mogła ruszać ręką. Zrobiła obdukcję lekarską i zgłosiła sprawę na policję. Jednak prokuratura umorzyła sprawę z uwagi na "znikomą szkodliwość społeczną czynu”. Przedwczoraj sąd podtrzymał decyzję prokuratury. - Teraz karmię koty z duszą na ramieniu. Kto wie, co mnie może jeszcze spotkać, skoro ludzie czują się bezkarni? - obawia się pani Alicja.
- Jestem wstrząśnięta tą historią - mówi prof. Halina Kowalska-Pyłka, prezes Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami Lubelski Animals. - Znam obie te panie i wiem, że wykonują codziennie heroiczną pracę, żeby zwierzęta nie pozdychały z głodu. To wspaniałe kobiety.
Zdaniem Kowalskiej-Pyłki nie można zostawiać bezpańskich zwierząt na pastwę losu. - Wiadomo, że nie mogą rozmnażać się bez kontroli. Dlatego apelujemy do wszystkich o wyłapywanie kotów i sterylizację ich w lecznicy wskazanej przez Urząd Miejski, który prowadzi bezpłatną akcję. To naprawdę kwestia dobrej woli i zwykłego człowieczeństwa.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!