środa, 7 grudnia 2016 r.

Lublin

Koniec festiwalu

Dodano: 11 sierpnia 2002, 20:07

Wczoraj zakończyło się kazimierskie Lato Filmów. Pokazano na nim ponad 300 filmów. Obejrzało je niemal 60 tys. widzów,
w przewadze uczniów i studentów z całej Polski.

Za najlepszy z pokazanych w Kazimierzu polskich filmów widzowie-uczestnicy plebiscytu uznali „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika. Najlepszym filmem zagranicznym został obraz „Niebo” Toma Tykwera wg scenariusza K. Kieślowskiego i K. Piesiewicza. Po raz pierwszy nagrodzono tzw. film niezależny, czyli m.in. zrobiony za własne pieniądze. Dzięki czemu częściowy zwrot (2000 zł
od kazimierskiej Fundacji Vincent) otrzyma Rafał Gliński, za „Mantu wolny człowiek”.


Rozmowa ze Sławomirem Rogowskim, dyr. Agencji Filmowej TVP

• Zakończone wczoraj w Kazimierzu Dolnym Lato Filmów, wręcz obnażyło mizerię polskiego kina. Czy nie poczuwa się pan do winy?
– Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest brak pieniędzy.
• Wierzy pan, że Waldemar Dąbrowski, od niedawna minister kultury, uratuje polską kinematografię?
– Trzeba byłoby powołać instytucję kojarzącą pieniądze z różnych źródeł, zapewnić sponsorom odpisy podatkowe, czy ulgi inwestycyjne, postawić tamę kinu amerykańskiemu na rzecz filmów polskich i europejskich. A jeszcze to wszystko powinno odbywać się pod społecznym, a nie urzędniczym nadzorem.
• Porozmawiajmy o produkcji przeznaczonej dla telewidzów. Czy dobre wieści ma pan tylko dla amatorów telenowel?
– Ależ nie, będą też filmy np. Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Zanussiego, Andrzeja Barańskiego, Wojciecha Marczewskiego, jak i debiutantów. Za kilka dni Michał Kwieciński rozpoczyna zdjęcia do „Białej sukienki”, współczesnej opowieści o Bożym Ciele, realizowanej w ramach lubianego cyklu „Święta polskie”. Robert Gliński nakręci „Wróżby Kumaka” według G. Grassa, z Krystyną Jandą w roli głównej.
• Należy pan do „ojców” kazimierskiego Lata Filmów. Ma pan satysfakcję z tego jak rozwija się festiwal, z rosnącej liczby widzów?
– Mamy satysfakcję, że młodzi ludzie przyjeżdżają tu z całego kraju, w coraz większej liczbie. To zobowiązuje do starań, aby przyszłoroczny program był jeszcze bogatszy.
Rozmawiał Zbigniew Miazga

Sylwetki - Andrzej Barański

Najbardziej „kazimierski” z polskich reżyserów. Podczas pokazu nocą na Małym Rynku w Kazimierzu Dolnym filmu „Dwa księżyce”, w ramach zakończonego wczoraj Lata Filmów, przyroda i artysta podali sobie ręce: na ekranie filmowym pojawił się jeden księżyc,
a na niebie drugi, rzeczywisty. Najwięksi niedowiarkowie uwierzyli wtedy w magię miasteczka nad Wisłą.
Andrzej Barański urodził się w 1941 roku w Pińczowie. Przez licznych wielbicieli jego twórczości nazwany został „piewcą prowincji”. Typowe życiorysy, codzienne czynności pokazywał niebanalnie, a przy tym w zgodzie z psychologiczną prawdą i tzw. duchem czasu. Największą owację otrzymałw Kazimierzu za „Wszystkich świętych”.
– To już może ostatnia taka opowieść o ludziach, którzy przeżyli wojnę – powiedział jeden z widzów. Film ten obejrzymy na małym ekranie w Święto Zmarłych. – Bardzo chciałbym powrócić do Kazimierza z kamerą – mówi. – Mam nawet gotowy scenariusz, napisany na podstawie odnalezionej w tutejszym zakonie oo. Franciszkanów biografii Alojza Kosiby, skromnego kwestarza, przyjaciela ubogich. Ale też są dziś wyjątkowo trudne czasy na zrobienie filmu.
Zbigniew Miazga
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO