sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Kto mu zwróci wolność

Dodano: 5 lipca 2006, 19:10

- Dziś w sądzie na Brooklynie rozpoczyna się proces 59-letniego elektryka z Lublina, Leszka K. oskarżonego spowodowanie gigantycznego pożaru w Nowym Jorku. Jak pan trafił na sprawę Leszka K.?
- Podczas dyżuru sądowego w ramach Legal Aid Association (LAS) czyli Stowarzyszenia Pomocy Prawnej. Celem tej organizacji, założonej w 1876 roku w 100-lecie Stanów Zjednoczonych, jest realizacja idei prawnej i społecznej, że każdy wolny człowiek, bez względu na kondycję materialną, socjalną, wiarę i pochodzenie, ma posiadać równy dostęp do sprawiedliwego procesu sądowego. I adekwatnej przed nim reprezentacji prawnej. Polegało to na - z jednej strony - gromadzeniu charytatywnych funduszy na prawników dla ludzi biednych, a z drugiej na skłanianiu prawników, aby oddawali swoje usługi takim ludziom gratisowo. Rocznie w całych Stanach prawnicy LAS uczestniczą w 250 tysiącach finalizowanych spraw sądowych. Jedną z nich jest sprawa Leszka K.
- Czy wierzy pan w niewinność swego klienta?
- Oczywiście, że wierzę. 2 maja br., kiedy wybuchł pożar na Greenpoincie Leszek K. przebywał w domu Zbigniewa Sarny w Pond Eddy, 85 mil od miejsca zdarzenia. Jadł w kuchni śniadanie przed wyjściem do pracy na ranczo, kiedy telewizja podawała newsa o pożarze. Dlatego Sarna tak dobrze to pamięta. Są też inni świadkowie potwierdzający obecność Leszka K. w ty miejscu. Polski biznesmen jest postacią jak najbardziej wiarygodną, szanowaną w społeczności lokalnej, uratował nawet życie zastępcy szeryfa, który uległ wypadkowi. Chcę zwrócić uwagę, że policja i prokurator nie twierdzą, że Sarna kłamie, ale jedynie mówią, iż może się mylić. To bardzo znamienne.
- Co przeciwstawia wam strona przeciwna?
- Słyszymy, że mają jakichś świadków, którzy rzekomo widzieli lublinianina dzień przed i dzień po zdarzeniu na Greenpoincie. Są to ludzie mający do czynienia z prawem, o złej opinii. Policja na razie nie podaje ich nazwisk, ale oczywiście zostaną wezwani do sądu, by złożyć zeznania.
- A "przyznanie; się" Leszka K. zarejestrowane na wideo?
- To 13-minutowy zapis, gdzie czyta on z kartki jakiś tekst napisany przez policjanta. Oczywiście ten zapis też musi zostać poddany szczegółowej analizie. Będą też zeznawać policjanci, którzy zatrzymywali Polaka i go przesłuchiwali. Musi być jasne, jak to wszystko wyglądało.
- Co się będzie dziś działo w sądzie?
- Stawię się wraz moim klientem. Sędzia zapyta, czy przyznaje się on do winny, na co Leszek odpowie, że oczywiście - nie. Wniosę równocześnie o przedstawienie kompletnego materiału dowodowego oraz zwolnienie klienta za kaucją lub poręczeniem. Następnym etapem, jeżeli strona oskarżenia nadal będzie obstawać przy swojej wersji, będzie wyłanianie ławy przysięgłych i proces.
- Niech pan powie, o co właściwie chodzi w tej sprawie? Dlaczego właściwie lublinianin jest sądzony?
- Dobre pytania. Moim zdaniem, jest to klasyczna pomyłka policji, która zatrzymała nie tego człowieka i nie za to, co mu zarzuca. Najprawdopodobniej doszło do totalnego niezrozumienia tego, co on im opowiadał na temat pożaru 3 czerwca 2005 roku, w jego imieniny. Wtedy inni bezdomni wzniecili ogień opalając kable elektryczne z izolacji, a Leszek K. telefonował po straż pożarną. Działania policji były pośpieszne i obarczone presją wyniku, ujęcia sprawcy tego głośnego w całym mieście i kraju pożaru.
- Jest pan optymistyczny co do finału sprawy?
- Oczywiście, że jestem.
- Pana dziadkowie przybyli do Ameryki z Polski, gdzie nazywali się Gajewscy. Czy można poznać jakieś szczegóły?
- Pochodzili z Podlasia. Byli polskimi Żydami. W Nowym Jorku przeszli imigracyjną epopeję w dzielnicy Lower East Side, gdzie osiedlało się wielu Żydów z tej części Europy. Niektórzy stawali się bardzo znani, jak choćby George Gershwin, ale większość to była biedota. Mój dziadek miał tylko wykształcenie podstawowe i był rzeźnikiem. W następnych pokoleniach następował już awans społeczny. Świadomość moich korzeni mam bardzo wyrazistą.
- Dlatego broni pan niewinnego Polaka?
- Broniłbym każdego, którego sprawa trafiłaby do mnie. Z Polską i Polakami wiąże mnie sentyment rodzinny. Nie mam też jakichkolwiek problemów ze stereotypami antypolskimi i za krzywdzące uważam tzw. "Polish Jokes", polskie kawały. Polaków uważam za ludzi uczciwych, odważnych, ciężko pracujących. Wnoszący swój wyraźny wkład w to, czym Ameryka jest dziś. Oczywiście zdarzają się ludzie zagubieni, jak Leszek K. Czym innym jest jednak zagubienie i problemy z radzeniem sobie, a czym innym ciężkie czyny kryminalne mu przypisywane.
- Był pan kiedyś w Polsce?
- Nie byłem, ale z radością wybiorę się do Lublina wraz z Leszkiem zaraz po jego uwolnieniu. Chętnie poznam jego rodzinę i w ogóle wasze miasto, o którym wiele słyszałem.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!