czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Lublin

Kto rządzi na lubelskim stadionie. Komentarz

Dodano: 10 maja 2015, 12:39
Autor: am

(fot. Maciej Kaczanowski)
(fot. Maciej Kaczanowski)

Pierwszy raz byłam na stadionie, pierwszy raz na meczu rugby, chyba nawet pierwszy raz na jakimkolwiek meczu. Może dlatego bardziej od tego, co dzieje się na boisku, interesowało mnie co się dzieje poza nim.

Najpierw pojawiła się pierwsza szmata, po polsku. – Zaraz zdejmą – myślę sobie. Ale czas mija, a nikt nie interweniuje. Wręcz przeciwnie – ochrona, która stała obok gdzieś się ulotniła.

Dokładnie po drugiej stronie stadionu na trybunach siedzą Ukraińcy, to komunikat dla nich. Za chwilę przekaz zostaje wzmocniony. Obok pierwszej szmaty zawisa druga – po ukraińsku, z błędami. Wtedy publiczność siedząca na tym sektorze wstaje i przenosi się obok. Pod hasłami zostają tylko oni. Z daleka wygląda to tak jakby grupa dwudziestu ogolonych na łyso facetów miała władzę nad całym stadionem.

To nie był mój pomysł, by tam iść. Ale mam szczęście mieć koleżanki – kreatywne, odważne kobiety. – Idziesz z nami zerwać banery? – usłyszałam. – Jasne – ucieszyłam się.

Przyznaję, moja wiedza o środowisku kibolskim jest właściwie żadna. Kiedyś pisałam o kibicach Motoru Lublin, skarżyli się, że policja traktuje ich jak bydło. Opowiadali, że jadąc na mecz muszą sikać do butelek, bo autokary mają zakaz zatrzymywania się. Gdy zapytałam o to ówczesnego szefa lubelskiej prewencji, wyciągnął z szafy „mundur”, w którym jego podwładni obsługują mecze. Tarcza, hełm, pałka, kamizelka, ochraniacze. W razie gdyby kibolom udało się po drodze na mecz zrobić zakupy w ogrodniczym…

Akcja była szybka. Weszłyśmy na ich trybunę, szmata zniknęła w parę sekund. Zerwali się natychmiast. – Co wy, k…, robicie?! Oddawaj to! – rzucili się na Gośkę i Agatę.

Odśpiewali nam wymyśloną na szybko przyśpiewkę. Coś o ruskich k… w refrenie. Wiedziałyśmy, że jak pójdziemy, to powieszą znowu. Usiadłyśmy. W ostatnim rzędzie tuż pod ścianą, która okazała się tak świetną przestrzenią eksplozycyjną.

Ochroniarze? Jakby się zapadli pod ziemię. Za to przybiegł zastępca prezydenta. – Jestem zaskoczony postawą ochrony – wydyszał.

– My też, ale lepiej niech pan stąd idzie.

Weszli panowie w zielonych kamizelkach. Stanęli w rzędzie, sektor obok. Zareagowali błyskawicznie, gdy nagle na „żylecie” pojawił się ukraiński kibic. Ci od szmaty pewnie by go olali, gdyby nie jego wylewność okraszona wylaniem na nich piwa z plastikowego kufla. Niechcący.

Wyglądało to tak jakby istniała jakaś niepisana zasada – wy nie wchodzicie na nasz sektor, a my robimy co chcemy - palimy fajki i wieszamy co chcemy. Gdy ta zasada została złamana zrobiło się gorąco.

– W….ć stąd!

– Marian, zabierz ich stąd, bo zaraz będzie zadyma!

– I tego banderowca zabierz! I te k… też!

Parę minut przed końcem meczu wyszłyśmy ze stadionu. Pod bramą stał oddział prewencji.

Czy zrobiłyśmy coś wyjątkowego? Myślę, że tak. I wcale nie chodzi o to, jakie hasła były wysprejowane na szmatach. Mam świadomość, że podpisuje się pod nimi wielu Polaków. Chodzi o coś innego. Stadion, pod którym zaparkowały autokary na ukraińskich blachach, nie jest miejscem, by się nawzajem obrażać. Spodziewałabym się raczej solidarności z krajem, który właśnie stracił kawałek siebie. I może stracić jeszcze więcej.

I jeszcze coś. Na takie banery na meczu piłki nożnej nikt, by pewnie nie zwrócił uwagi, ale to było rugby. Jak mówią Ukraińcy, rugby to nie sport, to kultura. W Lublinie tej kultury zabrakło.

Nie wiem, czy to byli kibole, narodowcy, czy dwa w jednym. Faktem jest, że na 15-tysięcznym stadionie rządzi osobowa grupa 20-30 łysych facetów. I mogą obrażać, ustalać swoje zasady, a koledzy z firmy ochroniarskiej zdejmą plakietki i pójdą do domu. Trochę wstyd…

A Wam dziewczyny, dziękuję. Jestem dumna, że mam takie koleżanki.

Czytaj więcej o: stadion arena lublin
Gość
Gość
Gość
(45) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (18 lutego 2016 o 12:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pani redaktor tego absurdalnego tekstu proszę o nie wyrzucanie więcej tego belkotu na światło dzienne. Szczerze przeczytałem ten artykuł i nic nie zrozumiałem z tego belkotu. Chyba nigdy jednak nie była Pani na żadnym meczu i tylko opisuje opowieść wyssana z palca. Pozdrawiam
Rozwiń
Gość
Gość (15 lutego 2016 o 01:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Spodziewałabym się raczej solidarności z krajem, który właśnie stracił kawałek siebie. I może stracić jeszcze więcej." To ciekawa postawa! Polska straciła spory kawałek siebie w wyniku jałtańskiej zdrady zachodnich mocarstw, to samo dotyczy Niemiec i wielu krajów Europy po II wojnie światowej. W naszym regionie ziemie zabrane Polsce, Rumunii, Węgrom, Słowakom Związek Radziecki włączył do USSR, dodając w prezencie także część ziem rosyjskich (Noworosję i Krym). Tak powstał dziwaczny twór o nieustalonym statusie prawnym i zasięgu terytorialnym, nazywany aktualnie Ukrainą... Oprócz historycznych ziem Rusi Kijowskiej składa się właśnie z tych skradzionych terytoriów państw sąsiednich. Rzeczywiście może ona stracić więcej, jeżeli zajęte terytoria wrócą do macierzystych państw! To mało prawdopodobne bo np. Polska musiałaby przyjąć swoją dawną Galicję Wschodnią i Polesie wraz z "dobrodziejstwem inwentarza" czyli pogrobowcami banderyzmu, przepełnionymi ślepą nienawiścią do Polski i Polaków...
Rozwiń
Gość
Gość (14 lutego 2016 o 20:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a to głupie dupy i jeszcze do gazety z tym.
Rozwiń
Gość
Gość (14 lutego 2016 o 20:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pieprzeni banderowcy. Przyjeżdżają do Polski z kraju który przesiąka nazizmem i nacjonalizmem i zamiast być wdzięcznym za suchy kąt, darmowe studia i stypendia to jeszcze żalą się na zachowania jednostek.
Rozwiń
Gość
Gość (9 stycznia 2016 o 05:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Trudno mi stać po stronie ukraińców którzy jawnie wspierają tradycje banderowskie. Ukłon dla batalionu Rusicz, za to że za naszych z Wołynia. A te dziewczyny nie jaja pokazały a bezmiar brawury i głupoty i tyle.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (45)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!