piątek, 28 lipca 2017 r.

Lublin

 (rys. Tomek Wilczkiewicz)
(rys. Tomek Wilczkiewicz)

Od 5 tysięcy do ponad 35 tys. złotych wzięli wczoraj prezydent, byli wiceprezydenci i członkowie Zarządu Lublina. Za co? Za nie wykorzystane urlopy wypoczynkowe. Wypłaty wyniosły
w sumie 115 tys. zł.

Zarząd Lublina minionej kadencji składał się z siedmiu osób. Spośród nich o odpoczynku przez cztery lata nie zapomniał tylko Wiesław Perdeus, były wiceprezydent, a obecnie zastępca prezydenta. Dlatego wczoraj nie dostał żadnych pieniędzy.
Zaległe urlopy pozostałych sześciu byłych członków zarządu kosztowały miasto 115412,51 zł brutto (dla porównania: podobną kwotę w ubiegłym roku miasto przeznaczyło na zakupy materiałów i wyposażenia dla lubelskich żłobków).
Z tego połowa poszła do kieszeni Andrzeja Pruszkowskiego i jego byłego zastępcy wiceprezydenta Zbigniewa Wojciechowskiego, który obecnie jest wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej. Najmniej otrzymali wchodzący w skład zarządu: Tomasz Białopiotrowicz (obecnie radny RM) i Zbigniew Targoński (także radny) - po około 5,5 tys. zł.
- Nie miałem czasu na urlop - twierdzi Andrzej Pruszkowski, były i obecny prezydent. - Raz zimą pojechałem w góry. I zaraz dostałem telefon, że jedna trzecia miasta może zostać pozbawiona ciepła. Co było robić? Wróciłem do pracy - wspomina.
Pruszkowski nie wykorzystał 70 dni urlopu, co oznacza, że przez prawie trzy lata urzędował bez odpoczynku.
- Nie odbiło się to na jakości pana pracy? - pytamy.
- Najlepszą odpowiedzią jest wynik ostatnich wyborów - uważa prezydent. Jednocześnie przyznaje, że przez nawał pracy cierpi jego życie prywatne. - Mam o pół roku opóźnienia w budowie domu - podaje przykład.
O cztery dni więcej od Pruszkowskiego nie wykorzystanego urlopu ma Zbigniew Wojciechowski. - Swoją pracę zawsze traktowałem jako służbę. Poza tym jestem pracoholikiem - tłumaczy. I zaraz dodaje: - W minionej kadencji byłem tak zawalony pracą, że nie miałem nawet wolnych sobót i niedziel. Z rodziną spędzałem jedynie Wielkanoc i Boże Narodzenie.
Kwestię urlopu wypoczynkowego, który co roku przysługuje każdemu zatrudnionemu, reguluje kodeks pracy. - Zgodnie z nim pracownik powinien skorzystać z urlopu w roku, w którym nabył do niego praw - tłumaczy dr Anna Kosut z Zakładu Prawa Pracy UMCS.
Jeśli jednak było to niemożliwe, pracownik powinien to zrobić do końca pierwszego kwartału następnego roku. - Ale nie zawsze ten termin da się dotrzymać. Dlatego zdarza się, że urlop z jednego roku przechodzi na drugi. Maksymalnie takie zaległości mogą sięgnąć trzech lat, po tym czasie przepadają - dodaje dr Kosut.
Aby uniknąć takich sytuacji, co roku sporządza się plan urlopów. Za jego realizację odpowiada pracodawca. W przypadku Urzędu Miejskiego pracodawcą jest prezydent. - Dlaczego nie pilnował pan przyjętego planu? - Pilnowałem. Ale pracy tyle, że ani ja, ani moi współpracownicy nie mieliśmy czasu na odpoczynek - argumentuje Pruszkowski.
Czy coś grozi za nieprzestrzeganie urlopowego harmonogramu? - Kontrola inspekcji pracy może ukarać pracodawcę mandatem w wysokości do 500 złotych lub skierować wniosek do sądu. Wówczas grozi kara do 5 tys. zł - wyjaśnia Danuta Serwinowska z Państwowej Inspekcji Pracy w Lublinie.
Dlaczego lubelski PIP nie interesował się zaległościami w lubelskim UM? - Widać nie było takiej potrzeby - ucina Stanisław Ceglarek, okręgowy inspektor pracy.

Ile wzięli za urlopy?

Tomasz Białopiotrowicz - 5,3 tys. zł za 18 dni, Zbigniew Targoński - 5,7 tys. zł za 20 dni, Zbigniew Bagiński - 11,8 tys. zł za 44 dni, Janusz Mazurek - 22,9 tys. zł za 47 dni, Zbigniew Wojciechowski - 33,7 tys. zł za 74 dni oraz Andrzej Pruszkowski - 35,5 tys. zł za 70 dni.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!