sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

 (rys. Tomek Wilczkiewicz)
(rys. Tomek Wilczkiewicz)

Od 5 tysięcy do ponad 35 tys. złotych wzięli wczoraj prezydent, byli wiceprezydenci i członkowie Zarządu Lublina. Za co? Za nie wykorzystane urlopy wypoczynkowe. Wypłaty wyniosły
w sumie 115 tys. zł.

Zarząd Lublina minionej kadencji składał się z siedmiu osób. Spośród nich o odpoczynku przez cztery lata nie zapomniał tylko Wiesław Perdeus, były wiceprezydent, a obecnie zastępca prezydenta. Dlatego wczoraj nie dostał żadnych pieniędzy.
Zaległe urlopy pozostałych sześciu byłych członków zarządu kosztowały miasto 115412,51 zł brutto (dla porównania: podobną kwotę w ubiegłym roku miasto przeznaczyło na zakupy materiałów i wyposażenia dla lubelskich żłobków).
Z tego połowa poszła do kieszeni Andrzeja Pruszkowskiego i jego byłego zastępcy wiceprezydenta Zbigniewa Wojciechowskiego, który obecnie jest wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej. Najmniej otrzymali wchodzący w skład zarządu: Tomasz Białopiotrowicz (obecnie radny RM) i Zbigniew Targoński (także radny) - po około 5,5 tys. zł.
- Nie miałem czasu na urlop - twierdzi Andrzej Pruszkowski, były i obecny prezydent. - Raz zimą pojechałem w góry. I zaraz dostałem telefon, że jedna trzecia miasta może zostać pozbawiona ciepła. Co było robić? Wróciłem do pracy - wspomina.
Pruszkowski nie wykorzystał 70 dni urlopu, co oznacza, że przez prawie trzy lata urzędował bez odpoczynku.
- Nie odbiło się to na jakości pana pracy? - pytamy.
- Najlepszą odpowiedzią jest wynik ostatnich wyborów - uważa prezydent. Jednocześnie przyznaje, że przez nawał pracy cierpi jego życie prywatne. - Mam o pół roku opóźnienia w budowie domu - podaje przykład.
O cztery dni więcej od Pruszkowskiego nie wykorzystanego urlopu ma Zbigniew Wojciechowski. - Swoją pracę zawsze traktowałem jako służbę. Poza tym jestem pracoholikiem - tłumaczy. I zaraz dodaje: - W minionej kadencji byłem tak zawalony pracą, że nie miałem nawet wolnych sobót i niedziel. Z rodziną spędzałem jedynie Wielkanoc i Boże Narodzenie.
Kwestię urlopu wypoczynkowego, który co roku przysługuje każdemu zatrudnionemu, reguluje kodeks pracy. - Zgodnie z nim pracownik powinien skorzystać z urlopu w roku, w którym nabył do niego praw - tłumaczy dr Anna Kosut z Zakładu Prawa Pracy UMCS.
Jeśli jednak było to niemożliwe, pracownik powinien to zrobić do końca pierwszego kwartału następnego roku. - Ale nie zawsze ten termin da się dotrzymać. Dlatego zdarza się, że urlop z jednego roku przechodzi na drugi. Maksymalnie takie zaległości mogą sięgnąć trzech lat, po tym czasie przepadają - dodaje dr Kosut.
Aby uniknąć takich sytuacji, co roku sporządza się plan urlopów. Za jego realizację odpowiada pracodawca. W przypadku Urzędu Miejskiego pracodawcą jest prezydent. - Dlaczego nie pilnował pan przyjętego planu? - Pilnowałem. Ale pracy tyle, że ani ja, ani moi współpracownicy nie mieliśmy czasu na odpoczynek - argumentuje Pruszkowski.
Czy coś grozi za nieprzestrzeganie urlopowego harmonogramu? - Kontrola inspekcji pracy może ukarać pracodawcę mandatem w wysokości do 500 złotych lub skierować wniosek do sądu. Wówczas grozi kara do 5 tys. zł - wyjaśnia Danuta Serwinowska z Państwowej Inspekcji Pracy w Lublinie.
Dlaczego lubelski PIP nie interesował się zaległościami w lubelskim UM? - Widać nie było takiej potrzeby - ucina Stanisław Ceglarek, okręgowy inspektor pracy.

Ile wzięli za urlopy?

Tomasz Białopiotrowicz - 5,3 tys. zł za 18 dni, Zbigniew Targoński - 5,7 tys. zł za 20 dni, Zbigniew Bagiński - 11,8 tys. zł za 44 dni, Janusz Mazurek - 22,9 tys. zł za 47 dni, Zbigniew Wojciechowski - 33,7 tys. zł za 74 dni oraz Andrzej Pruszkowski - 35,5 tys. zł za 70 dni.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO