poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lublin

Lekarze nie chcieli operować alkoholika

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 lipca 2007, 18:14

Józef D. od półtora miesiąca żyje ze złamanym biodrem. Wielkich pretensji do doktorów nie ma, bo przecież - jak sam przyznaje - pije. Ale trochę mu żal, że nie chcieli mu pomóc.

Zła na lekarzy jest była żona pana Józefa, która się nim opiekuje. - Zwierzę by lepszą opiekę miało - skarży się pani Krystyna. - Jakbym poszła do weterynarza z psem, który złamał nogę, to weterynarz by pomógł. A chłop roztrzaskał kość biodrową 31 maja i do tej pory leży połamany.
Pojechaliśmy do Siedlisk koło Fajsławic. Józef D. leży w łóżku w suterenie. Mówi, że od wypadku nie pije. Żałuje, że go lekarze z Lublina nie poskładali, bo już półtora miesiąca chodzić nie może. A biodro boli. - Połamałem się przy obrządku - opowiada. - Cielak na mnie skoczył, upadłem i kość pękła.
Mężczyzna trafił na oddział ortopedii do Szpitala Kolejowego w Lublinie. Zakwalifikowano go do operacji, ale po kilku dniach dostał ataku psychozy alkoholowej. Lekarze skierowali go na odtrucie psychiatryczne. - Powiedzieli, że potem go zoperują - opowiada pani Krystyna.
Karetka przewiozła pana Józefa do Szpitala Neuropsychiatrycznego w Abramowicach. A po dwutygodniowym pobycie zabrała z powrotem do kolejowego. - Wtedy zastępca ordynatora powiedział, że go nie przyjmie, bo zagraża otoczeniu - dodaje pani Krystyna.
Mężczyzna ponownie trafił do Abramowic. Poleżał tam parę dni. Ponieważ jego leczenie psychiatryczne już dawno się skończyło i blokował miejsce, zawieziono go do domu w Siedliskach, gdzie leży do dziś.

Lekarzem, który ponownie nie przyjął pacjenta na operację był dr Jan Rybak. - Kiedy wpadł w psychozę alkoholową miał majaki, nie było z nim kontaktu, był agresywny. Mimo złamania próbował przechodzić przez ogrodzenie - wyjaśnia dr Rybak. - Na oddziale psychiatrycznym został podleczony, ale nigdy nie ma gwarancji, że psychoza nie wróci. Operacja mogła pogorszyć jego stan psychiczny. Mógłby zrobić krzywdę sobie i otoczeniu.
Tymczasem dr Maria Kowalska, zastępca ordynatora oddziału V w Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Abramowicach, gdzie leżał Józef D., mówi, że po leczeniu psychoza pacjenta minęła. - Był w kontakcie z otoczeniem i mógł być leczony w szpitalu ogólnym - zapewnia. - Przecież pacjenci psychiatryczni też chorują somatycznie i muszą być gdzieś leczeni.
W ostatnich dniach pani Krystyna pojechała do szpitala w Krasnymstawie. - Zlitowali się. Powiedzieli, że zoperują. W piątek trzeba Józka tam zawieźć - zadzwoniła do nas.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!