czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Lublin

Lisy uciekły z fermy. Błąkają się po Lublinie i okolicach

Dodano: 26 sierpnia 2013, 16:12

FOT. ALARM 24 (Czytelnik/ Alarm24)
FOT. ALARM 24 (Czytelnik/ Alarm24)

Widujemy je na wielu osiedlach, czasami podchodzą blisko domów. W dodatku trudno je złapać. Ale powodów do paniki nie ma, bo żadne przypadki wścieklizny się nie pojawiają.

W weekend nasz Czytelnik zaalarmował, że kilka lisów spaceruje po posesjach w Abramowicach Prywatnych. – Urzędnicy z gminy zalecili aby trzymać się od nich z daleka – przekazał nam pan Mariusz.

To teren podlubelskiej gminy Głusk. Tutejszy urząd już w weekend zajął się tym zgłoszeniem. Okazało się, że to trzy lisy, którym udało się uciec z fermy.

– Są zaszczepione, nie było żadnego zagrożenia – mówi Konrad Hofa, pracownik urzędu. – Właściciel fermy zobowiązał się, że je schwyta. Dajemy mu czas do wtorku, maksymalnie środy.

Ale na lubelskie osiedla przychodzą też dzikie lisy. Mieszkańcy Lublina zgłaszali w tym roku Straży Miejskiej, że widzieli je przy ul. Leszczyńskiego, przy al. Racławickich, na LSM, przy ul. Mełgiewskiej i Niemcewicza. Lis pojawiał się też przy jednym ze śmietników przy ul. Dziewanny, a jeszcze jeden zwierzak widziany był przy ul. Grodzickiego.

Takie zgłoszenia są przekazywane do Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt przy ul. Stefczyka. Pracownicy kliniki starają się chwytać zwierzęta w pułapki, ale to trudne i wiele lisów nadal żyje w mieście. Powodów do obaw, na szczęście jednak nie ma. – Nie mieliśmy żadnego przypadku wścieklizny – mówi Tadeusz Zych, dyrektor kliniki przy ul. Stefczyka.

Potwierdzają to także służby weterynaryjne. – Wiosną i jesienią z samolotu zrzucana jest szczepionka przeciwko wściekliźnie. Stopień uodpornienia zwierząt jest duży. W czasie ostatnich dwóch miesięcy na całej Lubelszczyźnie nie było żadnego przypadku wścieklizny – mówi lek. wet. Tomasz Brzana, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Lublinie.

Jak tłumaczy, lisy pojawiają się na osiedlach, bo miasto zaczyna rozrastać się na tereny zamieszkiwane wcześniej przez te zwierzęta.

– Nie należy lisów dotykać, czy łapać, ale zagrożenie jest małe. Przychodzą do miasta w poszukiwaniu pożywienia. To nie znaczy, że są chore na wściekliznę – mówi Tomasz Brzana.

Trzeba po prostu zachować zdrowy rozsądek. – Apeluję do mieszkańców, żeby nie dokarmiali lisów, bo inaczej będą ciągle przychodzić. Nie należy też podchodzić do nich, czy próbować głaskać, bo to jednak dzikie zwierzęta i mogą ugryźć – mówi dyr. Zych.
Czytaj więcej o:
kate
winogronko
Motorek
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kate
kate (27 sierpnia 2013 o 12:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Widziałam w niedzielę wieczorem 2 takie jak na zdjęciu na Czechowie :)

Rozwiń
winogronko
winogronko (27 sierpnia 2013 o 10:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Nie cieszcie sie.To nie są rodzime gatunki. Już kiedys mądrzy "ekolodzy" wypuścili wolno norke amerykańską, która tak się rozmnozyła, że wyparła wiele naszych rodzimych gatunków. Myślcie to nie boli. Gatunki nierodzime trzeba tepić wszystkimi mozliwymi sposobami.

Rozwiń
Motorek
Motorek (27 sierpnia 2013 o 08:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Złapać zabić wyprawic i będzie niezłe wdzianko na zime futerko piekne jak trzeba . . . 

Rozwiń
llubellak@op.pl
llubellak@op.pl (27 sierpnia 2013 o 08:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

trzymam kciuki za te lisy. oby uciekły właścicielowi fermy a jakby się dało, niech go ugryzą w d.............

Rozwiń
Lisek
Lisek (27 sierpnia 2013 o 01:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

                  Może los im będzie sprzyjał i przeczekają tą nagonkę gdzieś w lisiej norze.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!