sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Matka: Nie szczepię, bo się boję o dzieci. Lekarz: To wyrządzanie im krzywdy

Dodano: 7 marca 2015, 15:00

Coraz więcej rodziców odmawia obowiązkowych szczepień dzieci. Boją się powikłań neurologicznych. Lekarze ostrzegają zaś, że więcej szkody mogą wyrządzić powikłania pochorobowe

Rozmowa z Anną*, mamą dwóch córek - 2,5-letniej i 5-letniej

• Dlaczego odmawia pani obowiązkowych szczepień dzieci?

- Powodem jest strach i kaleki system szczepień w Polsce. Ogromnym problemem jest niedoinformowanie. Rodzice nie mają dostępu do rzetelnej informacji o niepożądanych odczynach poszczepiennych. Kiedy poszłam do lekarza rodzinnego z córkami, pani doktor zamiast porozmawiać ze mną i rozwiać moje wątpliwości zaproponowała ulotkę, przyznając jednocześnie, że większość rodziców wyrzuca je do kosza i podkreśliła, że to jest bardzo dobra belgijska szczepionka. Dla mnie to żadna informacja. Poza tym lekarze bagatelizują niektóre niepożądane odczyny, np. gorączkę czy zaczerwienie, twierdząc, że tak ma być. A w mojej opinii powinno się mówić o wszystkich, żeby obraz szczepień był obiektywny. Nie namawiam nikogo do rezygnowania z obowiązkowych szczepień tylko do ich stosowania z głową. Niekoniecznie według obowiązkowego kalendarza.

• A co z tak poważną chorobą jak polio?

Oczywiście boję się wszystkich chorób, również polio, ale tak samo boję się niewyjaśnionych reakcji po szczepieniach. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby sprawdzić, czy po pierwszej lub drugiej dawce szczepionki dziecko jest już odporne, tylko pakuje się kolejną dawkę. A to właśnie po trzeciej jest najwięcej przypadków negatywnych reakcji i powikłań. Nie akceptuję takiego systemu szczepień i przymusu wobec rodziców.

• A nie boi się pani powikłań np. po odrze, które u dzieci mogą być bardzo poważne, łącznie z zapaleniem mózgu?

Powikłań neurologicznych boję się bardziej niż odry czy ospy, które w razie potrzeby lekarz pomoże mi wyleczyć. Moje córki, chociaż nie były szczepione, są bardzo zdrowe i odporne, mają stuprocentową obecność w przedszkolu. Wiem, że w razie choroby ich organizm będzie walczył. Poza tym jeśli zagrożenie epidemią odry byłoby realne, to szczepionki przeciwko tej chorobie byłyby dostępne pojedynczo, a nie w komplecie z innymi szczepieniami, np. przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B czy gruźlicy, które aplikuje się noworodkom jeszcze w szpitalu. Jeśli szczepionkę podaje się jednego dnia to w razie powikłań trudno jest stwierdzić, która spowodowała negatywne skutki. Noworodek nie powie przecież, jak się czuje, a jeśli dziecko płacze histerycznie bez przerwy i matka nie jest go w stanie uspokoić, to chyba coś jest nie tak.

* Imię zmienione. Pani Anna nie chciała ujawniać swoich danych w obawie przed sanepidem, który na rodziców uchylających się od wykonania obowiązkowych szczepień swoich dzieci nakłada grzywnę lub kieruje sprawę do sądu.



Prof. Andrzej Zieliński z Państwowego Zakładu Higieny:

Rodzice odmawiając szczepień wyrządzają dzieciom ogromną krzywdę. W przypadku małych dzieci konsekwencje zachorowania na odrę mogą być bardzo poważne z zapaleniem płuc i zapaleniem mózgu włącznie. Dużo osób wierzy w negatywne konsekwencje szczepień, o których piszą np. w Internecie przedstawiciele ruchów antyszczepionkowych.

A to zwykłe bzdury, które nie mają naukowego potwierdzenia. Dlatego bardzo ważna jest tu rola lekarzy rodzinnych, którzy powinni edukować, a nie zawsze to robią.

Na zachorowanie są narażone nie tylko dzieci. W przypadku odry głównie chodzi o młodzież w wieku 16-17 lat i osoby do ok. 30 roku życia. Starsze pokolenia mają odporność naturalną. Jeśli liczba niezaszczepionych osób będzie rosła, zapomniane choroby np. odra czy krztusiec będą wracać.
Czytaj więcej o: Lublin zdrowie szczepionki
:)
monika
Anna
(21) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

:)
:) (9 marca 2015 o 10:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

W artykule czytamy, że na zachorowanie narażone są nie tylko dzieci, ale i osoby do 30 roku życia, natomiast starsze pokolenia mają już naturalną odporność - jakim cudem? Dzieci i młodzież odporności nie mają ale w cudowny sposób osoby po 30-tym roku życia, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mają naturalną odporność. Ktoś tu niezłą magię uprawia. A poza tym jak wiemy szczepienia nie gwarantują nam odporności na wirusy, w szczególności w dzisiejszych czasach gdzie to wszystko strasznie zmutowane jest.

Rozwiń
monika
monika (8 marca 2015 o 16:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Państwo może zaproponować, ale nie powinno nakazywać. Jak dla mnie jest to w pierwszej kolejności popieranie przemysłu farmaceutycznego. Po co jakieś kojarzone szczepionki? Dzieci to ludzie, a nie przedmioty eksperymentalne. Jeśli coś się nie uda, to rodzice i dziecko poniosą tego konsekwencje i to obojętnie, czy z powodu podania szczepionki, czy też z powodu jej braku, zatem to rodzice powinni decydować na co ich dziecko powinno być szczepione i kiedy. Lekarze mają im doradzić, wytłumaczyć, pomóc podjąć decyzję. I tyle.

Rozwiń
Anna
Anna (8 marca 2015 o 12:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

 Pogłoski o związku triomesalu i autyźmie są niepotwierdzone mimo wielokrotnych badań w różnych instytutach na świecie. Artykuł, który o tym alarmował został wycofany i sprostowany, gdyż powstał na podstawie pseudowbadań, bez grupy kontrolnej (sic!), opierajacych się na wspomnienieniach rodziców, a nie obserwacji grup. Autor artukułu został skazany za oszustwo (właśnie w tym kontekście).

Ps. Zdecydowana większość czeponek nie zawiera już triomesalu.

Wiele szczepionek zawiera rtęć, (tiomersal) która prawdopodobnie odpowiedzialna jest za autyzm

Rozwiń
Magda
Magda (8 marca 2015 o 09:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jestem matką 11latki, mamy za sobą kilkadziesiąt pobytów w szpitalach, i żadnej bakterii, w dużej mierze przyczyną tych prezentów jest niestosowanie się do szpitalnych rygorów higienicznych rodziców.
Rozwiń
pielęgniarka
pielęgniarka (7 marca 2015 o 23:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Tak, szczepionki są obowiązkowe, bo odra, różyczka itp. to zagrożenie życia i "dobro ogółu" jest ważniejsze dla poniektórych. Szkoda, że te same osoby, które tak dbają o dobro ogółu mają gdzieś,  że wystarczy pójść z dzieckiem pierwszy raz do szpitala, na oddział dziecięcy, by wrócić do domu z gronkowcem, pneumokokiem czy jakimś innym świństwem. Szkoda, że nie ma  żadnych poważnych badań pokazujących jaki procent dzieci dostaje od szpitala prezenty, które stokroć bardziej zagrażają życiu niż różyczka...

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (21)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!