poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Lublin

Miliony się rozpłynęły

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 grudnia 2005, 20:44
Autor: Ewa Stępień

Prokuratura oskarżyła szefów powiązanych ze sobą spółek – Agromilex oraz Olitoria – o wyłudzenie 25 mln zł z IV oddziału Banku Pekao SA w Lublinie w latach 1998–2001. Spółki przedstawiały nieprawdziwe zabezpieczenia, żeby uzyskać kredyty. A bank je przyjmował. Dyrektorem Pekao SA była w tym czasie Elżbieta Fałdyga. Przez pewien czas zasiadała także w Radzie Nadzorczej jednej z tych spółek.

Dziś kieruje Narodowym Funduszem Zdrowia w Lublinie. A opiekun kredytowy przydzielony spółkom przez bank pracuje w wydziale kontroli NFZ. Prokuratura prowadzi też drugie śledztwo. Ustala, którzy pracownicy banku popełnili przestępstwo.
Zabezpieczeniem jednego z kredytów dla Olitorii był zapas mrożonych owoców i warzyw wart 8 mln zł. W czasie śledztwa wyszło na jaw, że nigdy takiego zapasu nie było. Bank udzielił kredytu w lipcu 2001 roku. Właśnie w tym czasie Fałdyga weszła do Rady Nadzorczej tejże spółki. Z zeznań głównego księgowego, znajdujących się w aktach prokuratorskich wynika, że bank był świadomy sytuacji. – Wiedział, że nie było towaru – zeznał pod groźbą odpowiedzialności karnej. – Robiłem bilanse spółki, z którymi bank się zapoznawał. Wynikało z nich, że wartość stanu magazynów nigdy nie przekraczała 3 mln zł. To bank konstruuje umowę o zabezpieczeniu i daje do podpisania kredytobiorcy. Z inicjatywy banku zawyżono zabezpieczenia.
Po co? Zdaniem księgowego, aby można się było wykazać przed właścicielem banku. – Dzięki sztucznym krokom odnosiło się wrażenie, że bank dobrze pracuje. Kredyty dla jednej spółki. Potem dla drugiej, która spłaca pierwszą.
Oficer śledczy dodaje, że poszukano również naiwniaka z zewnątrz, który skuszony wizją szybkich pieniędzy, dał się wciągnąć. To właściciel firmy z uznaną kiedyś marką. Dziś bankrut. – Prosperowałem bardzo dobrze do czasu, kiedy spotkałem Wiesława M., właściciela Agromileksu i Olitorii oraz Elżbietę Fałdygę, dyrektor banku – zeznał. – Potrzebowałem pieniędzy na nowe inwestycje. Kilka banków mi odmówiło. Pewna kobieta (jedna z oskarżonych właścicieli spółek – dop. red.) zapoznała mnie z Wiesławem M. (oskarżony). Razem z nim poszedłem do Fałdygi. Powiedziała, że dostanę kredyt od ręki pod warunkiem, że pożyczę go na trzy miesiące Agromileksowi.
Dla banku zabezpieczeniem kredytu miał być majątek Agromileksu. – Nie miałem przy sobie dokumentów. Fałdyga odparła, żebym przyniósł w następnych dniach.
Agromilex nie zwrócił przedsiębiorcy pożyczki. – Wziąłem drugi kredyt, aby spłacić pierwszy – opowiada mężczyzna. – Potem trzeci na pokrycie odsetek dwóch poprzednich. Fałdyga przekonywała, że tamta firma jest super, tylko brakuje jej pieniędzy. Kiedy chciałem porozmawiać z Wiesławem M. szukałem go w gabinecie Fałdygi. Był tam stałym bywalcem.
Przedsiębiorca pieniędzy nie odzyskał. W sumie to około 5 mln zł. Wypadł z branży. Pozwał spółki do sądu. Wygrał, ale komornik nie ma z czego należności ściągnąć. Spółki zbankrutowały. A do prawie nic niewartego majątku stoi kolejka wierzycieli.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!