poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Narodowy spis powszechny 2011: Ankieterzy przepytali bezdomnych

Dodano: 17 kwietnia 2011, 21:46

Bezdomni z reguły chętnie odpowiadali na pytania rachmistrzów. Na zdjęciu: Magdalena Dyś, ankieterka
Bezdomni z reguły chętnie odpowiadali na pytania rachmistrzów. Na zdjęciu: Magdalena Dyś, ankieterka

Sprawdzili kim są, ilu ich jest i dlaczego nie mają dachu nad głową. W piątek i sobotę rachmistrzowie w całym kraju prowadzili spis bezdomnych. Towarzyszyliśmy lubelskim ankieterom.

Spis w Lublinie miało przeprowadzić dziesięcioro rachmistrzów. Jeden zrezygnował. – Ja nie mam obaw. Nie można dyskryminować ludzi tylko dlatego, że mieszkają pod chmurką – mówi Tomasz Gąsior, rachmistrz. – To zwykle sympatyczni, nierzadko wykształceni ludzie. Często nie wybierali bezdomności. Dzięki rozmowie możemy im pomóc w odzyskaniu szacunku do siebie. Zwykle nikogo nie interesuje, jak się nazywają i dlaczego znaleźli się na ulicy.

Tegoroczny spis jest wyjątkowy, właśnie dlatego, że obejmuje też bezdomnych. Przeznaczone dla nich kwestionariusze są krótsze od standardowych. Padają w nich pytania m.in. o wiek, okres i przyczynę bezdomności. W Lublinie ankieterzy prowadzili badanie w piątkowy wieczór i sobotni poranek.

Odwiedzali przede wszystkim dworce, tradycyjne skupiska bezdomnych. Tylko przy ul. Dworcowej spisali ok. 30 osób, które korzystają z darmowych posiłków, wydawanych przez wolontariuszy.

– Kiedyś byłem kolejarzem, dziś przychodzę tu na zupę – mówi Ryszard, bezdomny od 15 lat. – Zimę przetrwałem na klatkach schodowych. Teraz śpię, gdzie mnie noc zastanie. Byłem w ośrodku dla bezdomnych, ale nabawiłem się tam wszawicy i podziękowałem. Do synów nie pójdę. Mają swoje rodziny. Nie chcę być ciężarem, a i oni się mną nie interesują.

Ryszarda i kilkunastu jego znajomych spisała Magdalena Dyś, ankietera z Lublina. Tak, jak inni rachmistrzowie poruszała się z dyskretną asystą strażników miejskich. Interwencja nie była potrzebna. – Bezdomni chętnie odpowiadają na wszystkie pytania – mówi. – Dla nich to wyjątkowa okazja, by z kimś porozmawiać. Opowiedzieć swoją historię.

Dzięki spisowi możliwe będzie określenie liczby bezdomnych i poznanie przyczyn zjawiska. Z reguły są one bardzo podobne. – Wódka – kwituje Jacek, pomieszkujący na dworcu PKP. – Rodzina mnie wyrzuciła. Od trzech lat nie mam dachu nad głową.

Największym problemem było dotarcie do bezdomnych. Ankieterzy odwiedzali też pustostany, ogródki działkowe i kanały ciepłownicze.

– Spisaliśmy kilkanaście osób – mówi Tomasz Gąsior, rachmistrz, który szukał bezdomnych od pl. Litewskiego po Zemborzyce. – Jeden pan od dwóch lat mieszkał w samochodzie, kolejny w starym młynie, a następny w opuszczonym gospodarstwie. Większość boi się ludzi. Zwykle ich przeganiają, młodzież nawet bije.

Ankieterzy dotarli tylko do osób, które nie mają stałego miejsca pobytu. Podopieczni ośrodków dla bezdomnych mają być spisani na miejscu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!