piątek, 22 września 2017 r.

Lublin

Nie zostawiliśmy jej w potrzebie

Dodano: 23 czerwca 2008, 20:57

Profesjonalna opieka medyczna i psychologiczna, a nawet mieszkanie. To efekt naszego wczorajszego tekstu o chorej na raka Barbarze.

Kobieta po wyjściu ze szpitala została sama ze swoim problemem.

- Jak mogę pomóc? Może zorganizować leczenie, przywieźć leki, przekazać pieniądze? - mnóstwo takich telefonów od naszych Czytelników z całej Polski odbieraliśmy wczoraj w naszej redakcji.

- Wzięłam wyniki badań tej pani i już jadę z nimi do Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Zorganizuję też tej rodzinie mieszkanie w godnych warunkach - zapewnia Weronika Rogowska-Dyrda, sekretarz Młodzieżowej Rady Miasta Lublin.
U Barbary zjawili się wczoraj wolontariusze z Hospicjum im. Dobrego Samarytanina, a także psycholog z MOPR.

- Zapewnimy pełną opiekę medyczną, jeśli trzeba będzie to i pielęgniarską w domu - mówi Maria Drygałło, prezes hospicjum. - Zajmiemy się też dziećmi.
- Boli mnie coraz bardziej, a właśnie skończyły mi się plastry - mówi Barbara.

- Dobrze, że lekarz z hospicjum je przyniósł. Zaświtała we mnie jakaś nadzieja...
Miesiąc temu lekarze rozpoznali u Barbary Kubaczyńskiej-Budynkiewicz (matki czworga dzieci) raka z przerzutami.

Kobieta przeżyła szok, bo jak mówi, o swoim stanie dowiedziała się z karty wypisowej ze szpitala. Po powrocie do domu załamała się, jej stan pogarszał się, dziś funkcjonuje jedynie dzięki plastrom przeciwbólowym.

- Przy wypisie dali mi receptę na plastry, napisali, że mam się skonsultować z onkologiem. Ale ja nie mam siły nawet stać, a co mówić o pójściu do lekarza... - wzdycha Barbara. - Ja nawet dokładnie nie wiem, co mi jest...

- Złamano podstawowe normy moralno-etyczne! - nie ma wątpliwości Katarzyna Wrońska, psycholog. - Gdzie był szpitalny psycholog?! Nawet jeśli szpital nie mógł tu więcej pomóc w kwestiach medycznych, to ta kobieta powinna wyjść z plikiem ulotek, kontaktów, choćby do hospicjum. To był moralny obowiązek szpitala.

Tymczasem lekarze nie mają sobie nic do zarzucenia. - Zrobiliśmy wszystko, co do nas należało - przekonuje prof. Grzegorz Wallner, kierownik II Kliniki Chirurgii Ogólnej Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, gdzie zdiagnozowano Barbarę.

- Pacjentka wychodząc ze szpitala otrzymała kartę z rozpoznaniem i wskazaniami co do dalszego postępowania. Każdy ma też prawo pytać, wtedy my odpowiadamy. Natomiast to już decyzja pacjenta, co zrobi dalej.

Profesor podkreśla, że gdyby pani Barbara zażyczyła sobie rozmowy z psychologiem, to nikt by nie odmówił.

- Informowaliśmy pacjentkę o stanie jej zdrowia, zastosowaliśmy leczenie przeciwbólowe, zaleciliśmy konsultację onkologiczną - dodaje dr Krystyna Abramowicz, lekarz prowadzący Barbarę. - Nic więcej nie mogliśmy zrobić.
Czytaj więcej o:
gość
nico
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

gość
gość (24 czerwca 2008 o 23:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
zwykle nie ma w szpitalach takiej funkcji jak "szpitalny psycholog"
Rozwiń
nico
nico (24 czerwca 2008 o 10:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak zwykle,NIGDY nie mają sobie ABSOLUTNIE NIC do zarzucenia! Nawet,gdy komuś utną nie tą nogę,co trzeba,zostawią chustę w brzuchu...
Oceniają po wyglądzie-biedny za burtę.Następny proszę!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

22-24 września
komentarze (0)0
polubienia (0)0
21-09-2017

22-24 września

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!