wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Niewolników z nas nie zrobicie

Dodano: 2 stycznia 2002, 13:32

Tak mówiła Maria Mazurek z Kłodnicy Dolnej do władz gminy Borzechów, które zapowiedziały wstrzymanie inwestycji, dopóki nie zostanie wycofany wniosek o odłączenie się od gminy.
Na sesję budżetową Rady Gminy Borzechów przybyła grupa mieszkańców Kłodnicy Dolnej, Kłodnicy Górnej, Białowody, Dąbrowy, Dobrowoli i Ryczydołu, miejscowości, które złożyły wniosek o przyłączenie się do gminy Wilkołaz.

Gdzie obiecany gazociąg?

Przybyli chcieli się dowiedzieć, dlaczego nie wykonano gazociągu w Kłodnicy Dolnej i Białowodzie. -Rada Gminy i tak wykazywała dobrą wolę - argumentował wójt gm. Borzechów Zenon Madzelan. - Gdy rozpisywaliśmy przetarg na budowę gazociągu, w Kłodnicy dyskutowano nad przejściem do Wilkołaza. Gdy wybraliśmy wykonawcę, miejscowości złożyły wniosek o odejście. Dopóki wniosek o odejście nie zostanie wycofany, Zarząd Gminy zdecydował, że nie będzie inwestycji w tych miejscowościach.
- My jeszcze nie odeszliśmy, wciąż jesteśmy w gminie Borzechów, płacimy tu podatki, dlaczego więc mamy być dyskryminowani - pytał Paweł Wąsik, jeden z inicjatorów odejścia. Maria Mazurek, słysząc słowa o wstrzymaniu inwestycji w rejonie Kłodnicy, powiedziała, że jego mieszkańcy są niewolnikami gminy Borzechów.
- To był wasz świadomy wybór. Decydując się na odejście powinniście się liczyć z konsekwencjami - odbijał piłeczkę wójt. - Jeśli chcecie pozostać w gminie Borzechów, wówczas wracamy do sprawy gazociągu i stajecie się równoprawnym partnerem w sprawie rozbudowy kłodnickiej szkoły.
Przybyli na sesję mieszkańcy Kłodnicy Dolnej argumentowali, że budowa gazociągu nie byłaby dla gminy żadnym wyrzeczeniem. Dzięki sporemu udziałowi mieszkańców, otrzymaniu dotacji z zakładu gazownictwa i preferencyjnego, umarzalnego w połowie kredytu z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej gmina by na inwestycji... zarobiła. A jeśli nawet nie, to by "wyszła na zero”.

Nie pozwolimy odejść

Rada Gminy przegłosowała dwie uchwały zaskarżające do Naczelnego Sądu Administracyjnego uchwały gminy Wilkołaz w sprawie przeprowadzenia na swoim terenie konsultacji społecznych nt. przyjęcia w. wym. miejscowości oraz wzywającą władze Borzechowa do przeprowadzenia analogicznych konsultacji u siebie. - Gdybyśmy je przeprowadzili, gmina Wilkołaz miałaby komplet dokumentów i mogłaby rozpocząć stosowne procedury w województwie i Urzędzie Rady Ministrów w sprawie przyjęcia tych miejscowości - argumentował wójt Zenon Madzelan.
Zaskarżając uchwały, wcześniej do wojewody lubelskiego, a teraz do NSA, władze Borzechowa powołują się na kilka argumentów. Podstawowym jest to, że gdyby odejście stało się faktem, gminna Borzechów straciłaby rację bytu, bo nie spełniałaby stosownych kryteriów przyjętych przez Radę Ministrów. Poza tym Rada Sołecka Dobrowoli i Ryczydołu opowiedziała się za pozostaniem w gminie Borzechów.
- Po co zaskarżać uchwały, skoro na zebraniach wiejskich przedstawia się nas jako oszołomów - zjadliwie pytał sołtys Kłodnicy Dolnej Jan Wierzchowski. - Po co takich ludzi trzymać u siebie?
- Nie chcecie sprzedać sąsiadom dojnej krowy - jadowicie dodawał Paweł Wąsik. - chcecie dalej ją doić?
Uchwały zostały przegłosowane, podobnie jak i przyszłoroczny budżet gminy Borzechów. Gdy porządek obrad sesji został wyczerpany, przewodniczący rady Gminy Borzechów Henryk Orgasiński, mimo wzniesionych w górę kilku rąk (wszyscy chętni do dalszej dyskusji pochodzili z chcących się odłączyć miejscowości), bezceremonialnie zakończył obrady.
Mieszkańcy rejonu Kłodnicy chcą zorganizować spotkanie z udziałem władz gminy Borzechów, na którym mają być wyjaśnione wszystkie niedopowiedzenia. Ma ono się przyczynić do zakończenia konfliktu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO