sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

Oddają krew, dają życie...

Dodano: 21 listopada 2003, 19:05

W poczekalni telewizor, kawa, herbata, soki - do wyboru. Za szklanymi drzwiami sterylne pomieszczenie, miła obsługa i dziewięć wygodnych foteli. Można się na nich położyć, usiąść, poczytać gazetę - tak obecnie oddaje się krew.

Dziś wszyscy krwiodawcy rozpoczynają swoje święto - Dni Honorowego Krwiodawcy.

Magdzia była zdrową, wesołą czterolatką

Taka mała szczebiotka. Chodziła do przedszkola, bawiła się ze swoim o rok młodszym braciszkiem. Tam, gdzie się znalazła, zawsze było wesoło, do czasu. 
- Z przedszkola zadzwoniła pani dyrektor - mówi mama Magdzi. - Powiedziała, że córeczkę zabrało pogotowie. W szpitalu okazało się, że ma wadę serca i że konieczna jest operacja. I to od razu. Zgodziłam się natychmiast, a pani doktor powiedziała, że potrzebna będzie krew. Dużo krwi. Magda ma grupę "O” Rh- i nie może przyjąć żadnej innej, tylko taką. Był ogromny problem. Tata Magdy jest w Stanach, a ja mam inną grupę. Żeby Magda przeżyła trzeba było kilkadziesiąt jednostek. Ale lekarzom wystarczyło kilka telefonów. Mieli "swoich” niezawodnych krwiodawców. Zdążyliśmy...

Nie ma lepszego leku,

a jednocześnie tańszego niż krew. Nie można kupić jej w aptece. Można liczyć jedynie na honorowych krwiodawców. - A dlaczego miałbym tego nie robić? - pyta Łukasz, maturzysta. - Po prostu to dla mnie żaden wysiłek, a komuś można bardzo pomóc. Co z tego mam? Satysfakcję!
Honorowi krwiodawcy są dzisiaj rzeczywiście honorowi. Kiedyś mieli przywileje, teraz zostały tylko czekolady. No i zwolnienie z zajęć na uczelni czy wolny dzień w pracy. Pewnie dlatego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie co jakiś czas organizuje konkursy z nagrodami dla tych, którzy zdecydują się być dawcami.
- Staramy się, żeby w naszym banku krwi nie brakowało - mówi Dorota Zaborska-Olejnik, kierownik działu metodyczno-organizacyjnego przy centrum. - Nie możemy jednak przesadzać, bo krew nie może leżeć długo. Można ją przechowywać do 42 dni, potem nie nadaje się do niczego. Dlatego największe braki mamy w lecie. Są wakacje, dawcy wyjeżdżają na urlopy i czasami musimy się nagimnastykować.

Oddałem już tyle krwi...

- Jestem dawcą od ponad 20 lat. Oddałem już tyle krwi, że pewnie mógłbym się w niej wykąpać - mówi Jan Szczepaniak. - To dla mnie normalna sprawa. Tak jak pani chodzi do fryzjera, ja chodzę do centrum. Krwi nie może oddać każdy. Dawca musi być pełnoletni. Trzeba być też zdrowym i zdrowo się czuć. Potem wypełnia się dość szczegółową ankietę na temat swojego stanu zdrowia. Wykonuje się też serię testów, przede wszystkim na obecność wirusa żółtaczki i HIV.
Pobieranie krwi trwa kilka minut i za pierwszym razem można oddać tylko jedną jednostkę. Później, jeszcze przez jakiś czas pozostaje się pod opieką lekarza, a potem po prostu wraca do codziennych zajęć.

W zamian czekolada

Dostaje się jeszcze czekolady - w Lublinie osiem.
- To taki ekwiwalent energetyczny - mówi Dorota Zaborska-Olejnik. - Po prostu trzeba uzupełnić straty energii. Nasi pacjenci dostają również kawę lub herbatę.
Na salę, gdzie pobiera się krew, wchodzi dziewczyna. - Jeszcze nigdy nie oddawałam krwi - mówi Marta - Ale mój tata jest honorowym krwiodawcą. Wiem, że to nic strasznego, a można komuś pomóc. Trochę się boję, ale mam nadzieję, że nie będzie bolało.
W tym samym czasie w szpitalu przy Chodźki w Lublinie na krew czeka mała Ola. - Zaraz przywiozą mi krew w takim woreczku i pani pielęgniarka podłączy do motylka. To wcale nie boli. Dali mi ją całkiem obcy ludzie. Im nie trzeba tak dużo krwi, a ja może będę mogła wrócić niedługo do zerówki. Już nie mogę się doczekać!
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO