poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Lublin

Odpowiedź w kodzie DNA

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 sierpnia 2006, 20:04
Autor: Paweł Puzio

Pojawił się nowy wątek w sprawie ofiar piątkowego wypadku lanosa należącego do firmy ochroniarskiej "Alfa”. Policjanci otrzymali zgłoszenie o zaginięciu dwóch nastolatek z lubelskiego osiedla. Sprawdzają, czy mogły być w spalonym samochodzie.

Lanos uderzył w słup trakcji trolejbusowej na ulicy Kunickiego w piątek nad ranem. Samochód stanął w płomieniach. Wewnątrz spaliły się trzy osoby - mężczyzna i dwie kobiety. Ich identyfikacja jest niemożliwa bez przeprowadzenia badań genetycznych.
Policja przypuszcza, że feralnej nocy za kierownicą lanosa siedział 28-letni Grzegorz W., szef zmiany w firmie ochroniarskiej "Alfa”. To właśnie on był widziany ostatni za kierownicą, gdy około godziny 22 w czwartek, wyjeżdżał na nocny patrol. Mężczyzna od piątku nie daje o sobie znać. Wczoraj do Lublina przyjechał jego ojciec. - Pobraliśmy od niego materiał porównawczy do badań genetycznych - mówi Witold Laskowski z lubelskiej policji.
Wczoraj rozmawialiśmy z żoną zameldowanego w Wólce Tarnawskiej pod Chełmem Grzegorza W. Kobieta jest w szoku. Powiedziała jedynie, że jej mąż był w piątek w pracy.
W niedzielę pojawił się nowy wątek w sprawie tożsamości ofiar. - Dwie rodziny z Lublina zgłosiły zaginięcie dziewczyn: 18- i 19-latki. Obie mieszkały na tym samym osiedlu. Policja nie podaje, na jakim. Rodziny potwierdziły, że są koleżankami. Rodzice twierdza, że obie wyszły z domu w miniony czwartek i do tej pory nie wróciły, ani się z nimi nie skontaktowały. - Wczoraj pojechaliśmy do tych rodzin, aby pobrać materiał porównawczy do badań genetycznych - dodaje Laskowski.
Dzisiaj rano zostanie przeprowadzona sekcja ofiar z lanosa. Pobrane zostaną próbki ze zwłok niezbędne do przeprowadzenia badań genetycznych. - Tylko w ten sposób możemy potwierdzić lub wykluczyć związek ofiar z zaginionymi - mówi Laskowski. Wyniki powinny w ciągu kilku dni.
Jednocześnie policja wykluczyła hipotezę, że w lanosie mogły zginąć dwie pielęgniarki ze Szpitala Neuropsychiatrycznego w Abramowicach, który "Alfa” ochrania. - To wykluczone. O godz. 3 nad ranem, bez wiedzy lekarza dyżurnego, pielęgniarka nie może opuścić szpitala. Nie mamy sygnałów, aby kogoś z personelu brakowało - mówi Edward Lewczuk, dyrektor szpitala.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!