wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Pies kością niezgody

  Edytuj ten wpis
Dodano: 10 czerwca 2007, 20:49

Schronisko w Krzesimowie nie zadało sobie trudu, żeby znaleźć właściciela psa, mimo że zwierzak miał wszczepiony mikroprocesor, pozwalający na identyfikację.

Woleli czworonoga sprzedać, a na protesty prawowitego właściciela zareagowali dopiero po naszej interwencji.

Dariusz Piekarski z Lublina osiem lat temu kupił psa rasy bokser. - Wabił się Saper, był bardzo żywy, towarzyski i cała rodzina go uwielbiała. 29 lutego zaginął. Zjeździliśmy cały Lublin i okolice. Sprawdzaliśmy w schronisku na ul. Pancerniaków. Nie wiedzieliśmy, że jest jeszcze drugie, w Krzesimowie.
A tam właśnie trafił bokser. Przypadkowi ludzie znaleźli go i zawieźli najpierw do Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt. Tam poradzono im, aby czworonoga odstawili do schroniska. W Krzesimowie opiekunowie zaczęli szukać rodziny zastępczej. Kupiec zgłosił się niemal od razu. Za symboliczną "opłatę adopcyjną” pies znalazł nowy dom.
Tymczasem właściciel trafił w marcu na stronę internetową schroniska w Krzesimowie. Zobaczył zdjęcie swojego psa. Próbował go odzyskać. - Usłyszałem, że to niemożliwe, bo został sprzedany. A ze względu na ochronę danych osobowych nie powiedzą mi, kto go kupił - mówi pan Dariusz. I dodaje. - Pani Kowalska-Pyłka ze schroniska powiedziała, że pies ma bardzo dobre warunki, a gdybym go zabrał, to tęskniłyby za nim małe dzieci. A przecież ja do swojego psa przywiązywałem się przez 8 lat! Moje dwie córki rosły i wychowywały się razem z nim.
Właściciel Sapera dziwi się, że nikt nie sprawdził, czy pies ma wszczepiony czip (oznakowanie zawierające dane właściciela - red.). - Jak to możliwe, że schronisko sprzedało mojego boksera i nie sprawdziło go przedtem specjalnym czytnikiem?
- Nie mamy urządzenia do odczytywania czipów - przyznaje Halina Kowalska-Pyłka, prezes Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami Lubelski Animals, które opiekuje się schroniskiem. - A piesek, zanim trafił do nas, został zawieziony do lecznicy na ul. Stefczyka. Tam mają czytnik.
Na Stefczyka nie mają sobie nic do zarzucenia. - Kojarzę jakiegoś boksera, którego przyprowadziło do nas dwoje ludzi - mówi Tadeusz Zych, dyrektor Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt. - Z pewnością jednak nie trafił do naszego lekarza, bo gdyby tak się stało, to czip zostałby odczytany. Ci państwo zapytali tylko, gdzie mogą psa-przybłędę zawieźć. A pracownik techniczny polecił oddać go do schroniska. Nie widzę w tym naszej winy.
Gdy zainteresowaliśmy się sprawą, Halina Kowalska-Pyłka zmieniła zdanie i zadeklarowała, że powie rodzinie Piekarskich, do kogo trafił ich bokser.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!