czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Lublin

Pojętni uczniowie wrócili z Wiejskiej


Miła obsługa, długie korytarze i bardzo skomplikowany system głosowania - to pierwsze wrażenia świeżo upieczonych lubelskich parlamentarzystów po powrocie ze szkolenia w Warszawie.

- Byłam na szkoleniu w Senacie i wszystko było dla mnie nowe - mówi senator Irena Kurzępa (SLD). - I to mimo że nie była to moja pierwsza wizyta. Wcześniej jeździłam tam z młodzieżą z liceum jako opiekun. Teraz uczyliśmy się głosować, przedstawiono nam też strukturę Senatu. Dostaliśmy również wyprawki z informacjami m.in. na temat prowadzenia biura senackiego i mapą Warszawy.
Pani senator zdążyła też spróbować kuchni parlamentarnej. Smakowały jej dwa posiłki w restauracji Nowego Domu Poselskiego i uroczysty obiad. - Wszędzie spotkałam się z miłą obsługą i wysokim standardem. Jeszcze nie mam swojego pokoju, ale zostanie mi przydzielony w przyszłym tygodniu. Myślę, że nieraz zabłądzę na senackich korytarzach, ale jakoś sobie poradzę - dodaje.
Poseł Józef Żywiec (Samoobrona) twierdzi, że Sejm nie zrobił na nim wrażenia. - Jakie tam wrażenia, to będzie normalna praca. Nauczyłem się tylko głosować. Nie mam jeszcze swojego pokoju, ani nie dostałem wyprawki. Nie przerażają mnie korytarze, zawsze można zapytać o drogę, a i zapamiętać jak się chce.
Nie posmakowały mu też posiłki. - Obiady w restauracji sejmowej nie są rewelacyjne, ale może to i dobrze, bo jestem na diecie.

Dla Arkadiusza Kaszni (SLD), najmłodszego posła z Lubelszczyzny, Sejm nie ma tajemnic. - Nie uczestniczyłem w połowie seminariów dla nowych posłów, bo z Sejmem mam kontakty od wielu lat. Testowałem jedynie nową maszynę do głosowania, gdyż zasad jej obsługi nie znają nawet starzy wyjadacze. Poseł podkreśla, że w Sejmie odczuwa się atmosferę oczekiwania. - Wszystko co się da jest czyszczone, myte, malowane i sprzątane - opowiada.
Również poseł Tadeusz Badach (SLD), twierdzi, że Sejm nie jest dla niego niczym nowym. - Byłem już posłem X kadencji i niewiele się od tego czasu zmieniło. Dużo przesady jest w obawie przed zabłądzeniem na korytarzach sejmowych. Jedyna nowość, to dość skomplikowany system głosowania, ale ma on całkowicie wyeliminować pomyłki, które zdarzały się w minionych latach - ocenia.
Poseł Zyta Gilowska z PO poczuła się w Sejmie "średnio”. - Wiadomości podawane na szkoleniach były w niektórych kwestiach nieaktualne. Jestem także niemile zaskoczona zaliczeniem do rejestru korzyści pozaparlamentarnych tych form aktywności posła, które wiążą się z wynagrodzeniem. Rozumiem, że jeśli poseł ma wykształcenie podstawowe i nagle zacznie prowadzić wykłady lub pisać artykuły, to jest to dla niego korzyść. Ja od 12 lat prowadzę bardzo aktywną działalność naukową i dla mnie to korzystne nie będzie, bo będę musiała ją ograniczyć - podkreśla.
Poseł Arkadiusz Bratkowski (PSL) twierdzi, że kontakt z Sejmem ma od ośmiu lat. - Byłem dyrektorem biura senatora Jerzego Derkacza. Nie byłem na szkoleniu, gdyż muszę realizować obowiązki wynikające z funkcji marszałka województwa, którą nadal sprawuję. Jestem pojętnym uczniem i szybko się nauczę głosować. A w Sejmie znam wszystkie przejścia i mogę służyć za przewodnika - podkreśla.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO