niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Połączyła nas fara

Dodano: 31 stycznia 2003, 20:13

- Tu znajduje się odpowiedź na największe zagadki z przeszłości Kazimierza - ks. Tomasz Lewniewski pokazuje w stronę posadzki. - Gdyby ją zerwać, okazałoby się, czy istotnie fara, jak sądzą niektórzy, jest jeszcze romańska. Czy są tu krypty? Jaki był Kazimierz przed pożarami? Ale też - dodaje - można byłoby położyć ogrzewanie podłogowe i tym samym dokończyć remont kościoła. W trosce o wiernych, a także malarzy, muzyków, turystów...

Kazimierz ma szczęście do ludzi, którzy rozmiłowawszy się w nim, celem swego życia uczynili troskę o zachowanie jego urody i niepowtarzalnego klimatu. Dziś o jednym z nich, ks. Tomaszu Lewniewskim, od ponad siedmiu lat proboszczu tutejszej parafii.
Na ostatnie Boże Narodzenie ołtarz w farze przyozdobiony został choinkami i kogutami z piernika. W jednym z tygodników napisano potem z przekąsem

o \"ciastkach, które były najbliżej Pana Boga”.

Proboszcz Lewniewski na to:
- A w czym nasze kazimierskie pierniki są gorsze od amerykańskiego łańcucha, czy niemieckich bombek? Gdyby takimi bombkami i takim łańcuchem został przyozdobiony ołtarz, byłby spokój i... byłoby jak wszędzie. Natomiast gdy są koguty z piernika, wiadomo, że to Kazimierz. Podczas niedawnej kolędy rozmawiałem z pszczelarzami - za rok oni przystroją ołtarz...
Kazimierskiej fary nijak nie da się pomylić z żadną inną, najwspanialszą nawet świątynią. Niepowtarzalna architektura, również otoczenie. Ale rzecz w tym, aby to, co najpiękniejsze i najbardziej wartościowe, zachować. Już wystarczająco dużo bubli stanęło w Kazimierzu.
- Tym, którzy po nas przyjdą, powinno się oddać miasto nie gorsze, aniżeli przejęliśmy od poprzedników - mówi ks. Lewniewski. I jest konsekwentny. Ot, prowadzona rozbudowa plebanii. Najprościej byłoby pokryć ją blachą albo nawet dachówką. Jednak, choć to fatyga i wydatek, zdecydowano się na gont. Jeszcze przed latem, przy zamkowym wzgórzu, zobaczysz jedyną plebanię pod gontem w diecezji lubelskiej. A to również przez szacunek dla tych, którzy przyjadą zwabieni sławą Kazimierza, miasteczka o którym słyszeli, czytali, że dużej urody, niepowtarzalne. By się nie rozczarowali. By chcieli wrócić.

Pięć milionów za tajemnice Kazimierza

Od kilkunastu już lat trwa remont fary, zapoczątkowany jeszcze przez poprzedniego proboszcza, dobrze wspominanego ks. kanonika Zdzisława Maćkowiaka. Uratowano wtedy organy, najstarsze i jedne z najwspanialszych w Polsce. I na tym się kończy lista spraw, do których nie trzeba wracać. Bo choć zostały wymienione dachówki, ale - z konieczności finansowej - na pochodzące z odzysku. Rezultat: latem niemożebnie rozgrzewane, zimą ziębione, bo na szczycie dachu rozchodzą się, pękają. Czas zastąpić je innymi. A pozostając jeszcze na dachu, łacno dostrzeżemy, że wymienić należałoby też tylko doraźnie połataną blachę na bocznych kaplicach. Na ufundowanej przez Górskich (to ta od Rynku) blachy jakby przykuso, zgodnie z ówczesnym konserwatorskim nakazem nie zrobiono rynien, woda płynie po ścianach pokrytych świeżą elewacją.
A wewnątrz? Przydałoby się nareszcie oświetlenie z prawdziwego zdarzenia. Choćby dlatego, że oprócz liturgii odbywają się tu gromadzące ogromną publiczność koncerty organowe, organizowane są wystawy malarstwa.
Ale największe i najkosztowniejsze wyzwanie kryje się

pod kościelną posadzką

- Gdybyśmy mieli pieniądze - mówi ks. Tomasz - można byłoby założyć ogrzewanie podłogowe, dzięki czemu w zimie w kościele wreszcie byłoby ciepło. A po zerwaniu posadzki archeolodzy, którzy nie mogą doczekać się tego momentu, rozpoczęliby swoje prace. Tu znajduje się odpowiedź na największe, dotąd nie rozwiązane zagadki z przeszłości Kazimierza. Na przykład: pierwsza fara była drewniana, czy murowana?, czy była romańska?, czy są krypty?, jakie pozostały ślady wielkich XVI-wiecznych pożarów?
Miejsce już po temu, aby postawić pytanie:

jak duże pieniądze są na to potrzebne?

Proboszcz zastrzega się, że kalkulacji jeszcze nie było. Według orientacyjnych obliczeń, suma 5 mln zł zapewniłaby wykonanie prac w oczekiwanym zakresie i optymalnym terminie jednego roku. Skąd jednak ją wziąć?
Owszem, parafianie w większości są szczodrzy, ale co z tego, skoro niezbyt zamożni. Z konserwacji należy właśnie odebrać obraz, jeden z wielu znajdujących się w farze. Koszt - 13 tys. zł. Czyli prawie tyle, ile proboszcz z wikarymi zebrał z kolędy. A przecież są i inne potrzeby, nie wspominając o bieżących. W archiwum parafialnym znajduje się około 300 ksiąg i dokumentów, wśród nich królewskie z XVI-XVIII wieku. Są zabezpieczone przed ludźmi, ale nie przed grzybem, robakami, wilgocią. Fachowiec z biblioteki KUL koszt konserwacji jednej takiej księgi oszacował na ponad 10 tys. zł.
Gdy pytam o sponsorów, odpowiedź proboszcza kazimierskiej fary dzieli się na dwie części - historyczną i współczesną:
- Swego czasu liczące się wsparcie otrzymywaliśmy od Zakładów Azotowych Puławy, Funduszu Emerytalnego Skarbiec, także Ministerstwa Kultury. Ale od kilku lat - co może być przypadkiem, a może wiązać się z przejęciem władzy w kraju przez aktualną formację polityczną - nie otrzymujemy nawet grosza. Aby nie było ewentualnych niechęci dawania "na parafię”, choć przecież w grę wchodzi nie kościół, lecz

nasza spuścizna narodowa,

rada w radę i powstało Towarzystwo Ochrony Dziedzictwa Kulturowego "Kazimierska Fara”.
Przewodniczącym towarzystwa, mającym opinię bardzo aktywnego, jest Andrzej Pawłowski, pracujący w Kazimierskim Parku Krajobrazowym. A do czołówki towarzystwa należą m.in.: prof. Wojciech Bieńkowski z SGH w Warszawie, Zofia i Zbigniew Lange z Lublina, Monika Dudzińska, dyr. Kazimierskiego Ośrodka Kultury i inni. Dzięki nim odbywają się imprezy artystyczne (przykładem Letni Festiwal Organowy) atrakcyjne dla turystów i mieszkańców Kazimierza, a z których płynie grosz na remont fary. Ukazują się wydawnictwa, w tym lokalny miesięcznik oraz rocznik.
Oddzielny i niezwykle sympatyczny rozdział stanowi współpraca z malarzami. Zaczęło się od rozmowy ks. Lewniewskiego z nieżyjącym już Janem Łazorkiem oraz Cezarym Garbowiczem. "Jako, że żyjecie także z malowania fary - powiedział proboszcz - to pomóżcie”.
Odzew był wzruszający. Ofiarowane prace trafiły na trzy aukcje, z których dochód przekroczył 50 tys. zł. Ale to nie wszystko. Dobrą sławą cieszyła się wystawa "Ukrzyżowanie”, na którą złożyły się obrazy o tematyce pasyjnej członków Konfraterni Malarzy. Natomiast można jeszcze oglądać w farze szopkę bożonarodzeniową, której wystrój jest dziełem artysty malarza Piotra Fąfrowicza.

Głodnych nakarmić

Pewnego jesiennego dnia zobaczyć można było księdza proboszcza biegającego po boisku, w dodatku z opaską kapitana na ramieniu. Po remoncie fary i działalności artystycznej, kolejnym polem działalności towarzystwa jest pomoc potrzebującym.
- Dochód z  meczu, w którym zmierzyliśmy się z aktorami scen polskich (głównie z Warszawy), przeznaczony został na stypendia dla pięciu uczniów i studentów z naszej parafii. Ale to nie wszystko. Pomiędzy głodnych i ubogich rozdajemy chleb kupiony po cenach produktu u Cezarego Sarzyńskiego i w GS, jak również "coś do chleba” od Stanisława Domańskiego, właściciela sklepu spożywczego, Witolda Iłakowicza z Zielonej Tawerny, Roberta Sulikiewicza z restauracji "U Fryzjera”, Janusza Michalaka z "Grilla” i innych. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO