wtorek, 24 października 2017 r.

Lublin

Prokurator winny. Zgubił broń, wcześniej przekonywał, że ktoś ją ukradł

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 marca 2015, 14:00

Robert B., były lubelski prokurator apelacyjny jest winny. Nieumyślnie stracił broń, bo nie dbał o jej właściwe przechowywanie. Do takich wniosków doszedł lubelski sąd.

Zakończony w czwartek proces dotyczył wydarzeń sprzed dziewięciu lat. 14 lutego 2006 r. Robert B. został powołany na szefa Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Awans świętował z przyjaciółmi. Tego samego dnia, w tajemniczych okolicznościach przepadł jego pistolet i 22 sztuki amunicji.

Glock i naboje miały leżeć w szafie pancernej, w gabinecie prokuratora. Robert B. przekonywał, że ktoś je stamtąd ukradł. Mężczyzna został oskarżony o nieumyślne naruszenie przepisów regulujących zasady przechowywania broni, nieostrożne postępowanie z nią i pozostawienie w miejscu, gdzie mogła dostać się w niepowołane ręce. W pierwszym procesie Robert B. został uniewinniony. Wyrok uchylił jednak sąd odwoławczy i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

W ponownym procesie Robert B. został uznany winnym, ale sąd odstąpił od wymierzenia kary. Prokurator musi zapłacić 1,8 tys. zł kosztów sądowych oraz 4 tys. zł na Fundusz Pomocy Poszkodowanym i Pomocy Postpenitencjarnej. Sędzia Bernard Domaradzki, z Sądu Rejonowego Lublin - Zachód nie miał wątpliwości, co do winy Roberta B. Wykluczył również forsowaną przez prokuratora wersję wydarzeń.

- Nie ma dowodów, by broń została skradziona z otwartej szafy, a tym bardziej z zamkniętej. Biegły wykluczył taką możliwość - uzasadniał sędzia Domaradzki. - Nikt postronny nie pozostawał sam w gabinecie. Nikt również nie wszedł tam pod nieobecność prokuratora.

Sąd zwrócił również uwagę, że Robert B. nie wskazał, kto mógłby ukraść pistolet i amunicję. Wskazywał jedynie na bliżej nieokreślonych prokuratorów, dla których jego awans był niekorzystny.

- To wątpliwa teza - ocenił sędzia Domaradzki. - Trudno przyjąć, że jacyś prokuratorzy mieliby podjąć życiowe ryzyko i kraść broń. Wiązałoby się to nie tylko z odpowiedzialnością karną. Byłby to koniec ich kariery.

Z ustaleń sądu wynika, że Robert B. najprawdopodobniej zgubił glocka. Możliwe, że podczas świętowania nominacji.

- Trwale postępował z bronią w sposób niezgody z prawem - zaznaczył sędzia Domaradzki. - Nie miał w domu odpowiedniej kasety lub sejfu. Pistolet trzymał na szafce, a kiedy przychodzili goście, w sypialni.

Prokurator domagał się dla Roberta B. 5 tys. zł grzywny. Obrońca wnosił o uniewinnienie. Czwartkowy wyrok jest nieprawomocny.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: policja sąd prawo robert b.
Gość
bhjyk
ola
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (8 października 2015 o 11:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
PISda mu nową klamkę
Rozwiń
bhjyk
bhjyk (12 marca 2015 o 20:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

nosił wilk razy kilka ponieśli i prokuratora R.Bednarczyka,upss Roberta.B

Rozwiń
ola
ola (12 marca 2015 o 17:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos


Skazany na odsiadkę były Prokurator apelacyjny w Katowicach przez 13 lat brał pensję. Czemu ? bo żyjemy w państwie prawa 

To niestety prokuratorska  norma. Prokurator, który przez 10 lat był oskarżonym o zabicie człowieka  a później skazanym ( ciągle jako prokurator pracował i pracuje w prokuraturze śląskie) -  też brał przez 10 lat pensję. Ba biznesmen którego chronił przez lata ten sam prokurator posiada prawomocny wyrok kilkuletniej odsiadki i nie siedzi. W  nagrodę  został radcą prawnym w okręgu tegoż prokuratora. Ten skandal  także miał i ma miejsce na Śląsku w latach 2000 - 1010.  Ba katowicki sąd który sądził pijanego prokuratora orzekł, że to świetny prokurator. Więc czemu się jeszcze w Polsce można dziwić.

Ogłaszamy więc sukces prokuratury, bo od wczorej świetny Prokurator apelacyjny w Katowicach nie otrzymuje już po 13 latach pensji. 

Sprawa Prokuratora apelacyjnego to był  największy skandal w polskiej prokuraturze. Był to najwyżej postawiony prokurator w jej hierarchii, który stanął przed sądem oskarżony o wyłudzenie pieniędzy. Jerzy Hop, były prokurator apelacyjny, wyciągnął od przedsiębiorców co najmniej 1,7 mln zł (rzekomo na zakup sprzętu dla prokuratur). Pieniądze trafiały do jego kieszeni.

Po skazującym wyroku i wylądowaniu za kratkami Hop powinien stracić godność prokuratora. Ale nie stracił, bo koledzy po fachu nie mogli się go pozbyć z własnego środowiska. Hop skutecznie nie stawiał się na posiedzeniach sądu dyscyplinarnego. - Siedział w celi na Montelupich [krakowskie więzienie - red.], a kasa na konto spływała - opowiada jeden z katowickich prokuratorów. -- W pewnym momencie siedział w niej z własnym synem, który też był podejrzewany o przestępstwa.

W poniedziałek 9 marca sądowi dyscyplinarnemu udało się skutecznie usunąć Hopa z zawodu. - Jerzy Hop został pozbawiony prawa do stanu spoczynku, jak również uposażenia. Jest to równoznaczne z wydaleniem ze służby prokuratorskiej - potwierdza Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. 

Zaś pijany prokurator z Bielska nadal pracuje w Prokuraturze Okręgowej i oskarża innych.

Ten prokurator to żyd jest ?

Rozwiń
Oczko_w_głowie
Oczko_w_głowie (12 marca 2015 o 17:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Skazany na odsiadkę były Prokurator apelacyjny w Katowicach przez 13 lat brał pensję. Czemu ? bo żyjemy w państwie prawa 

To niestety prokuratorska  norma. Prokurator, który przez 10 lat był oskarżonym o zabicie człowieka  a później skazanym ( ciągle jako prokurator pracował i pracuje w prokuraturze śląskie) -  też brał przez 10 lat pensję. Ba biznesmen którego chronił przez lata ten sam prokurator posiada prawomocny wyrok kilkuletniej odsiadki i nie siedzi. W  nagrodę  został radcą prawnym w okręgu tegoż prokuratora. Ten skandal  także miał i ma miejsce na Śląsku w latach 2000 - 1010.  Ba katowicki sąd który sądził pijanego prokuratora orzekł, że to świetny prokurator. Więc czemu się jeszcze w Polsce można dziwić.

Ogłaszamy więc sukces prokuratury, bo od wczorej świetny Prokurator apelacyjny w Katowicach nie otrzymuje już po 13 latach pensji. 

Sprawa Prokuratora apelacyjnego to był  największy skandal w polskiej prokuraturze. Był to najwyżej postawiony prokurator w jej hierarchii, który stanął przed sądem oskarżony o wyłudzenie pieniędzy. Jerzy Hop, były prokurator apelacyjny, wyciągnął od przedsiębiorców co najmniej 1,7 mln zł (rzekomo na zakup sprzętu dla prokuratur). Pieniądze trafiały do jego kieszeni.

Po skazującym wyroku i wylądowaniu za kratkami Hop powinien stracić godność prokuratora. Ale nie stracił, bo koledzy po fachu nie mogli się go pozbyć z własnego środowiska. Hop skutecznie nie stawiał się na posiedzeniach sądu dyscyplinarnego. - Siedział w celi na Montelupich [krakowskie więzienie - red.], a kasa na konto spływała - opowiada jeden z katowickich prokuratorów. -- W pewnym momencie siedział w niej z własnym synem, który też był podejrzewany o przestępstwa.

W poniedziałek 9 marca sądowi dyscyplinarnemu udało się skutecznie usunąć Hopa z zawodu. - Jerzy Hop został pozbawiony prawa do stanu spoczynku, jak również uposażenia. Jest to równoznaczne z wydaleniem ze służby prokuratorskiej - potwierdza Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. 

Zaś pijany prokurator z Bielska nadal pracuje w Prokuraturze Okręgowej i oskarża innych.

Rozwiń
Andrzej
Andrzej (12 marca 2015 o 16:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jak by sprzątał ulice i zgubił "mietłe" do zamiatania, to by go szef wyrzucił z roboty. Tylko, że w naszym kraju są święte krowy i po co udawać że wszyscy są równi wobec prawa. Kruk krukowi oka nie wykole...  

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!