niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

"Radioaktywna” beczka wystraszyła mieszkańców bloku


Licznik Geigera nie wykazał promieniowania
Licznik Geigera nie wykazał promieniowania

Lublin, środa, godz. 13.45. Straż pożarna dostaje wezwanie
do bloku przy ul. Radzyńskiej. W piwnicy stoi beczka oznaczona jako pojemnik z materiałami radioaktywnymi. Na miejscu szybko zjawia się policja i zabezpiecza teren.
W piwnicy strażacy badają beczkę. Liczniki Geigera nie wykazują promieniowania. Z listu przewozowego wynika, że wysłano ją z Węgier
do warszawskiej firmy. Straż kontaktuje się z tą firmą. Okazuje się, że odbiorcą materiałów jest lubelski szpital
przy ul. Jaczewskiego.
- Zadzwoniła do nas administracja osiedla, że pod nami coś takiego leży - mówi Krzysztof Cholewa z biura mieszczącego się tuż nad piwnicą. - My wcześniej nic nie wiedzieliśmy.
Mieszkańcy bloku twierdzą, że
o beczce informowali administrację już kilka tygodni wcześniej, jednak dopiero teraz wezwano straż. Czy tak było rzeczywiście? Nie wiadomo,
bo wczoraj w administracji osiedla nikt nie odbierał telefonu.
Kapitan Andrzej Sławacki, dowodzący akcją strażaków, podejmuje decyzję o wyniesieniu beczki z piwnicy. - W środku jest ciecz i nie ma promieniowania. Pracownicy firmy z Warszawy poinformowali nas, że materiały radioaktywne mają stałą konsystencję i są przewożone w ołowianych pojemnikach. Ich zdaniem nie ma żadnego niebezpieczeństwa.
Policja odgradza teren. Strażacy wynoszą pojemnik. Ponownie sprawdzają, czy nie ma promieniowania. Delikatnie podbijają wieko. W dalszym ciągu promieniowania nie ma. Wreszcie otwierają beczkę. W środku jest... wino. A właściwie owocowe odpady
po produkcji wina.
Akcja trwała ponad trzy godziny.
Na miejscu były dwa wozy strażackie, kilkunastu policjantów i patrol Straży Miejskiej. Wszyscy właściwe tracili czas. - Taki wyjazd to wydatek ponad tysiąca złotych - mówi Ryszard Starko, rzecznik KW PSP w Lublinie.
- Jeżeli ktoś celowo wprowadził służby w błąd, to popełnił wykroczenie - dodaje Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP w Lublinie. - Za coś takiego można dostać grzywnę do 5 tys. zł. Jednak w tym wypadku będzie trudno to udowodnić. Tym bardziej że nikt
nie dzwonił na policję z informacją o materiałach radioaktywnych.
A tak się dzieje w przypadku fałszywych alarmów bombowych. Na pewno jednak sprawdzimy, co wcześniej przewożono w tej beczce i jakim sposobem znalazła się ona w piwnicy bloku mieszkalnego.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO