poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lublin

Ratowała ludzi, potrzebuje pomocy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 lutego 2006, 20:08

Bez domu, mebli i ubrań zostało osiem osób. Na pomoc czeka rodzina siedemnastoletniej Karoliny, która ocaliła sąsiadów od śmierci. Czekają też dziadkowie z trzyletnią wnuczką Martynką. Lublinianie spontanicznie ofiarują wsparcie. Ale to kropla w morzu potrzeb.

Tragedia mieszkańców kamienicy przy ul. 1 Maja zaczęła się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Na najwyższym piętrze wybuchł pożar. W płomieniach zginęli dwaj mężczyźni.
Siedemnastoletnia Karolina uratowała mieszkańcom budynku życie. Gdy obudziła się w oparach dymu, najpierw zaczęła krzyczeć, a potem walić do drzwi. Chciała obudzić sąsiadów. Potem boso wybiegła na dziesięciostopniowy mróz do sąsiedniej kamienicy. Stamtąd zadzwoniła po strażaków. - Tak strasznie bałam się o małą Martynkę, która została z dziadkami na trzecim piętrze - mówi drżącym głosem Karolina Jasińska. - Potem widziałam, jak ratowali się wychodząc po rynnie na dach. Wołali o pomoc.
Mieszkańcy w ogniu stracili niemal wszystko. - A to co zostało jest mokre, cuchnące - pokazuje Grażyna Jasińska, mama Karoliny. - W naszym mieszkaniu nie da się żyć, nie ma prądu, gazu. Pomieszczenie, w którym wybuchł pożar, znajduje się nad naszym. Sufit w każdej chwili może się zawalić.
Dla mieszkańców kamienicy nadeszła spontaniczna pomoc od lublinian. - Córka chętnie odda część swojej garderoby - zadzwoniła do nas prosząca o anonimowość kobieta. I jeszcze wczoraj zawiozła ubrania i pieniądze. Podobnych telefonów odebraliśmy kilka. Ale to kropla w morzu potrzeb. Potrzebne są głównie pościel, ubrania i leki.
Tuż po tragedii miasto zakwaterowało pogorzelców w hotelu na Podzamczu. Zostaną tam do dzisiaj. Potem przeprowadzą się do mieszkań zastępczych. Państwo Iwona i Zdzisław z trzyletnią Martynką dostali niewielki lokal. Ich mieszkanie w kamienicy spłonęło.
W budynku na ul. Żmigród zamieszkają tymczasowo Jasińscy. - Nie ma tam łazienki, kuchnia jest węglowa - mówi pani Grażyna. - I możemy tam zostać tylko do końca marca. Co potem? - załamuje głos. Nie ma nawet pieniędzy na remont kamienicy. Właściciel jej nie ubezpieczył. Pytaliśmy w opiece społecznej o kołdry, bo nie mamy pod czym spać. Ale kołdry wydają tylko w środy - usłyszeliśmy.
- Dopilnuję, żeby pracownik socjalny z tego rejonu zajął się poszkodowanymi rodzinami - obiecał nam wczoraj Antoni Rudnik, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. •

Osoby, które chcą pomóc ofiarom pożaru, prosimy o kontakt z redakcją. Czekamy na telefony pod numerami: 081 46 26 818 lub 081 46 26 800


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!