wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Ratusz pokazał swój język

Dodano: 8 lutego 2005, 22:27

Oskarżenia o alkoholizm, kretynizm i intryganctwo. To nie doniesienia z czołówek brukowych gazet, tylko zawartość akt afery korupcyjnej w lubelskim Ratuszu

Pięć tomów z zeznaniami świadków dotarło właśnie do sądu. Oprócz oskarżonego o płatną protekcję szefa kancelarii prezydenta Mariusza Deckerta i obciążającego go działacza związanego z LPR Arkadiusza Robaczewskiego, o kulisach afery opowiadają m.in. najbliżsi współpracownicy prezydenta.
Urzędnicy nie przebierają w słowach. Najbardziej oberwało się radnemu Mieczysławowi Rybie z LPR. - Nie grzeszy inteligencją - tak na jego temat mówił w prokuraturze oskarżony Mariusz Deckert. Chwilę później rozwinął wątek. - Wprost uważam, że (Ryba - red.) jest durniem, który twierdzi, że zna się na wszystkim.
Według Tomasza Nowosada, innego wysokiego urzędnika prezydenta, podczas rozmowy z Robaczewskim Deckert używał bardziej dosadnych słów na temat Ryby. - To kretyn. Sam z Nowosadem proponowaliśmy Rybie za dwa piwa, że wyprowadzimy Lublin z Unii Europejskiej - miał powiedzieć Deckert.
- Te wypowiedzi najlepiej świadczą chyba o ich autorze - tak komentuje dziś epitety Deckerta radny Ryba. - Powiem tylko, że w moich zeznaniach nie ma obraźliwych słów pod czyimkolwiek adresem.
Po tym, jak fragmenty wypowiedzi Deckerta zostały ujawnione, szef kancelarii prezydenta wysłał do radnego Ryby SMS-a z przeprosinami. - Nie kontaktuję się z panem Deckertem, ale nie jestem obrażony - zapewnia Ryba.
Główny oskarżony, którego w zeszłym tygodniu prezydent przywrócił do pracy w Ratuszu, obrażał nie tylko radnego Rybę. O Robaczewskim mówił, że jest alkoholikiem i intrygantem. - To powszechny żart w środowisku, że gdzie się Robaczewski pojawi, to jest pijany - zeznał w prokuraturze.
O alkoholizm oskarżał Robaczewskiego też inny urzędnik Ratusza - rzecznik prezydenta Tomasz Rakowski. Prokuratorowi opowiedział, jak spotkał Robaczewskiego, kiedy ten był pijany. Stwierdził, że szef fundacji ledwo trzymał się na nogach. Wczoraj rzecznik tak tłumaczył Dziennikowi swoje słowa. - Nigdy bym o tym nie mówił, gdyby nie zapytał mnie o to prokurator.
Robaczewski zeznał, że nie nadużywa alkoholu. W dniu, kiedy spotkał go Rakowski, rzeczywiście pił. Jednak spokojnie wrócił do domu. Wersji o alkoholizmie prawicowego działacza nie potwierdzili w prokuraturze jego liczni znajomi, w tym jeden z najzagorzalszych wrogów - były współpracownik z Instytutu Edukacji Narodowej. Dlatego prokuratura nie uwierzyła w wersję o zaglądaniu Robaczewskiego do kieliszka.
Deckert zadarł także ze swoją partyjną szefową z Prawa i Sprawiedliwości, poseł Elżbietą Kruk. Określił ją jako "emocjonalnie rozchwianą”.
- Wiem, że tak powiedział - powiedziała nam wczoraj Elżbieta Kruk. - I patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że mógł mieć do mnie żal o złożenie zawiadomienia o przestępstwie. To, czy jego wyjaśnienia były mądre, czy głupie, nie jest najważniejsze w tej sprawie. Liczy się prawda.

FINAŁ W SĄDZIE

Do rozmowy między Mariuszem Deckertem a Arkadiuszem Robaczewskim doszło w czerwcu ub. roku. Prokuratura oskarża szefa prezydenckiej kancelarii, że zaoferował Robaczewskiemu 100 tys. zł za nakłonienie radnego LPR Mieczysława Ryby, by ten poparł zmianę planu zagospodarowania przestrzennego tzw. górek czechowskich. Na zmianach zależało kieleckiej spółce Echo Investment, która chciała budować tam hipermarket.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!