środa, 22 listopada 2017 r.

Lublin

Student UMCS zaginął czy uciekł?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 czerwca 2010, 18:21
Autor: Ewa Pajuro

Rodzice Piotra Wójcika utrzymują, że syn został pobity w pociągu. Natomiast policja utrzymuje, że student sam wszczął awanturę i dlatego trafił do szpitala w Radomiu. Poszukiwany od blisko dwóch tygodni 25-latek odnalazł się w ostatni piątek.

25-letni student informatyki UMCS po raz ostatni raz widziany był 2 czerwca przy ul. Rapackiego w Lublinie. Od tamtego momentu, na blisko dwa tygodnie ślad po nim zaginął. W sobotę napisaliśmy, że odnalazł się w jednym z radomskich szpitali. Jego matka twierdzi, że jej syn został pobity. Według policji student sam wszczął awanturę.

- Z relacji radomskich policjantów wynika, że Piotr Wójcik został zatrzymany w pociągu przez Straż Ochrony Kolei i w miejscowości Warka przekazany miejscowym policjantom – informuje Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiego komendanta wojewódzkiego policji.

Student został zatrzymany, bo według funkcjonariuszy zachowywał się "nietypowo”. - Jego niekonwencjonalne postępowanie zaniepokoiło mundurowych, dlatego zgodnie z decyzją lekarzy trafił do jednego z radomskich szpitali. Wtedy nie był jeszcze poszukiwany – podkreśla Wójtowicz.

Piotr Wójcik leży na oddziale Samodzielnego Wojewódzkiego Publicznego Zespołu Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej w Radomiu od 4 czerwca. - Wszystko wskazuje na to, że był tam nie ze względu na obrażenia ciała, które sugeruje jego matka, ale ze względu na jego wcześniejszą chorobę – dodaje rzecznik policji.

Rodzina zgłosiła zaginięcie Piotra 7 czerwca. Teraz ma pretensje do policji, że ta nie wiedziała, że poszukiwany 25-latek leży w szpitalu. Rodziców poinformował o tym w liście jeden z lekarzy radomskiej placówki. – Chcemy wysłać w tej sprawie skargę. Przez dwa tygodnie poszukiwaliśmy syna, a on leżał w szpitalu – mówią zdenerwowani Danuta i Henryk Wójcikowie.

Mundurowi podkreślają, że nie mają obowiązku sprawdzać, czy zatrzymany kilka dni wcześniej mężczyzna trafił na listę zaginionych. - Rodzina może mieć pretensje tylko do szpitala, że nie poinformował jej w odpowiednim czasie o hospitalizacji syna. Ponadto z naszych ustaleń wynika, że jednym z powodów jego zaginięcia mogły być nieporozumienia z najbliższymi i chęć zerwania z rodziną wszelkich kontaktów – tłumaczy Wójtowicz.





  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
~gość~
Gość
Mi$ka
(15) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~gość~
~gość~ (21 czerwca 2010 o 16:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mi$ka napisał:
A ja się tak zastanawiam, czy gdybym była w takiej sytuacji jak rodzice tego zaginionego chłopaka nie zaczęłabym od obdzwonienia wszystkich szpitali (Lublin, okolice gdzie znaleźli jego dokumenty). Wiadomo, że policja działa opieszale i na pewno robiłabym co się da na własną rękę, żeby coś ustalić. Dzwoniąc w takim przypadku do szpitala, można się dowiedzieć chociażby czy nie leży tam ktoś w podobnym wieku kogo nie mogą zidentyfikować. Na 100% po kilku dniach by się wszystko wyjaśniło.



A na jakiej podstawie twierdzisz, że tego nie zrobili? Teraz to wszystko wiecie, co robił, gdzie był, jak się zachowywał i co myślał, a wcześniejszymi artykułami nie było zainteresowania. A kolejnemu indywiduum- bacz na słowa, przedstaw dowody na to że się sam "nawalił" jak to określasz i że nie został pobity.
Rozwiń
Gość
Gość (21 czerwca 2010 o 15:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Więc tak, nawalony wsiadł do pociagu, policja zatrzymala, skatowala i do szpitala zawiezli
Rozwiń
Mi$ka
Mi$ka (21 czerwca 2010 o 14:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A ja się tak zastanawiam, czy gdybym była w takiej sytuacji jak rodzice tego zaginionego chłopaka nie zaczęłabym od obdzwonienia wszystkich szpitali (Lublin, okolice gdzie znaleźli jego dokumenty). Wiadomo, że policja działa opieszale i na pewno robiłabym co się da na własną rękę, żeby coś ustalić. Dzwoniąc w takim przypadku do szpitala, można się dowiedzieć chociażby czy nie leży tam ktoś w podobnym wieku kogo nie mogą zidentyfikować. Na 100% po kilku dniach by się wszystko wyjaśniło.
Rozwiń
zaniepokojona
zaniepokojona (21 czerwca 2010 o 10:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bardzo słuszna uwaga: skoro policja go zatrzymała, bo zachowywał się nietypowo i odstawiła do szpitala (i to do tego do psychiatryka?!!) to jakim cudem nie mieli o tym żadnej notki?
Musieli go spisać - więc jego nazwisko figurowało w bazie policji. Dlaczego nikt o tym rodzinie nie powiedział, kiedy zaczęli go szukać?

No i skoro zwinęli go z pociągu to jak to się stało, że po drodze zgubił swoją pracę dyplmową i indeks?
Zapewne też telefon, skoro nikt ze szpitala nie zadzwonił do jego rodziny, tylko wysłał list?!!

Podobna sytuacja miała miejsce w Białymstoku, gdzie studenta Mateusza Olszewskiego, wracającego na rauszu z imprezy zatrzymali pogranicznicy, wezwali policję - ta go zawiozła na komisariat, spisała dane, i kazała następnego dnia stawić się na zeznania.
Niestety chłopaka znaleziono kilka tygodni później na jakiś wertepach miejskich, martwego. Był dotkliwe pobity (wedle prasy lokalnej).
Na policji nie zachowała się ani notka z jego zatrzymania, ani taśmy z monitoringu (akurat tej nocy się zepsuł).

Zdaję sobie sprawę, że jak ktoś pije na umór, a potem przychodzą mu głupie pomysły to czasem jest sam sobie winien - ale od tego też są służby porządkowe, żeby dbać o bezpieczeństwo każdego. Nawet pijanego studenta zatrzymanego na ulicy.
O wypadkach jednak słyszy się tylko w stosunku do w miarę rozgarniętych, nie mających wcześniej problemów z prawem studentów - a nigdy o podejrzanych rzezimieszkach i bandytierce co rozwala przystanki, kosze na śmieci i demoluje samochody.
A to akurat jest dziwne.
Rozwiń
~gość~
~gość~ (21 czerwca 2010 o 10:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ada napisał:
Nie bardzo rozumiem zarzutów wobec policji. Gość, de facto pełnoletni zgłasza się do szpitala psychiatrycznego jako pacjent, szpital nie powiadamia rodziny, policja go nie szuka jako poszukiwanego (bo w chwili zgłoszenia nie był poszukiwany) a rodzina ma pretensje do policji. Bez sensu..



Bez sensu to jest to co Ty piszesz. On się dziecinko nie zgłosił tylko został tam zawieziony przez policję, która nie wytłumaczyła dlaczego akurat tam. A szpital zgłosił się do policji ponieważ należało ustalić jego tożsamość co ewidentnie policja skopała. Poza tym obowiązuje tajemnica lekarska i wypisywanie takich żeczy bez żadnych podstaw jest tylko i wyłącznie pomawianiem.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (15)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!