wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Szansa na dobre życie

Dodano: 17 sierpnia 2007, 12:16

Zgłosiły się pierwsze rodziny, które chcą zabrać czteromiesięcznego Jasia do domu. Przyjęciem chłopczyka są też zainteresowane zakonnice z Szaflar.

Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie zwróciła się rodzina z Chorzowa oraz samotna pani z Gdyni. Chcą wziąć małego do domu. Chętne do zaopiekowania się dzieckiem było też małżeństwo z Koszalina. Musieli jednak zrezygnować, bo również mają dziecko chore na mukowiscydozę i istniało ryzyko zarażenia dzieci od siebie. Odezwał się także Rodzinny Dom Dziecka "Pokój i Dobro” z Szaflar prowadzony przez siostry zakonne. Ta niepubliczna placówka opiekuńczo-wychowawcza funkcjonuje od 4 lat.
- Najlepsza byłaby jednak rodzina zastępcza - mówi Anna Hałasa z sekcji ds. rodzin zastępczych MOPR. - Ale nawet gdyby Jasio trafił do zakonnic, będziemy szukać dla niego rodziny zastępczej. Bo dom dziecka to tylko taka alternatywa dla szpitala.
Przypomnijmy. Jaś urodził się w lubelskim szpitalu przy ul. Lubartowskiej. W tej chwili jest w szpitalu w Poniatowej. Żadna inna placówka nie zgodziła się go przyjąć. Nie chciały go również domy dziecka, bo Jasio cierpi na ciężką, nieuleczalną chorobę genetyczną - mukowiscydozę. Brat bliźniak, który miał ciężką postać tej samej choroby zmarł. Matka, Białorusinka, zostawiła obu chłopców tuż po narodzinach. Malec codziennie musi przyjmować leki, co kilka godzin musi mieć inhalację i odciągany śluz. Inaczej mógłby się udusić.

- Dlatego Jasio potrzebuje przede wszystkim kochających rodziców - mówi Ryszarda Bartnik, wolontariuszka, która pomaga dziecku.
Niestety, rodziny, które się zgłosiły, nie są przeszkolonymi rodzinami zastępczymi. Dlatego potrzebna będzie opinia miejscowego ośrodka pomocy rodzinie o tych ludziach. A potem wszystko w rękach lubelskiego sądu. Jeśli im zaufa, wtedy po tygodniu lub dwóch mały może do nich trafić.
Na razie małym Jasiem opiekują się pielęgniarki ze szpitala w Poniatowej. - Specjalnie zwiększyliśmy obsadę na tym oddziale. Pielęgniarki nie spuszczają małego z oczu. Zostanie u nas, dopóki nie znajdzie się dla niego dom - zapewnia Karol Stpiczyński, dyrektor Szpitala w Opolu Lubelskim (z oddziałem w Poniatowej).

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!