niedziela, 22 października 2017 r.

Lublin

Szpital przy ul. Staszica: Do wcześniaków tylko pojedynczo. "Ograniczają dostęp ojców!"

Dodano: 28 lipca 2015, 14:05

Nasze dzieci przebywają na intensywnej terapii nawet kilka miesięcy. Każdy wie, jak ważny dla wcześniaków jest kontakt z rodzicami. Tymczasem w szpitalu przy ul. Staszica w Lublinie jest on ciągle ograniczany – oburza się jedna z matek, która poinformowała nas o sprawie.

Chodzi o Klinikę Położnictwa i Patologii Ciąży w SPSK1 w Lublinie. – Wciąż robi się nam ogromne problemy, żeby móc w normalny sposób przebywać z naszymi dziećmi, które szczególnie potrzebują naszej uwagi. Ostatnio szefowa kliniki postarała się, aby ograniczyć widywanie dzieci przez ojców – żali się kobieta. – My, jako matki, nie możemy zgodzić się z tym zarządzeniem.

Jakim prawem można ograniczyć prawa ojców tylko ze względu na ich płeć? Rozumiem ograniczenie liczby osób, które odwiedzają dzieci, do jednego rodzica na dziecko. Ale jak zarząd szpitala może decydować o tym, który kontakt – z ojcem czy matką – jest dla dziecka lepszy.

Kobieta podkreśla, że matka nie jest w stanie cały czas być przy dziecku. – To fizycznie niemożliwe, aby przez miesiące przy dziecku była tylko matka, to po prostu ponad siły. Do tej pory zamienialiśmy się z mężem, połowę dnia szłam ja, połowę mąż, żeby chociaż trochę móc odpocząć. Teraz wygląda na to, że matka musi od rana do nocy przebywać na oddziale, bez możliwości odpoczynku, bo ktoś miał kaprys, aby ograniczyć dzieciom kontakt z ojcami!

Szpital tłumaczy ograniczanie kontaktu względami bezpieczeństwa. Zaprzecza jednocześnie, że ojcowie nie mogą odwiedzać dzieci. – Nie możemy dopuścić do tego, żeby na intensywnej terapii, gdzie przebywają dzieci, które wymagają szczególnej opieki, przychodziło tak dużo osób. Zwłaszcza kiedy są upały przekraczające 35 stopni Celsjusza – tłumaczy prof. Anna Kwaśniewska, kierownik Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży SPSK1 w Lublinie. – Przy takich temperaturach jeszcze łatwiej o zakażenia.

Prof. Kwaśniewska dementuje jednocześnie informacje, że szpital ogranicza kontakt z ojcami. – Rodzice mogą się zmieniać. Chodzi o to, żeby przy dziecku była tylko jedna osoba – mówi kierownik kliniki.

Podobnego zdania jest tata dwutygodniowej Mai, która urodziła się w szpitalu przy ul. Staszica. – Jeśli do każdego dziecka przychodziłoby kilka osób, albo nawet dwie, to za chwilę zrobiłby się tam tłum – mówi pan Łukasz. – Nic dziwnego, że szpital chce tego uniknąć, bo dla dzieci na pewno to nie jest korzystne. To zwiększone ryzyko przeniesienia infekcji, co w przypadku dzieci leżących na intensywnej terapii jest szczególnie niebezpieczne.

Czytaj więcej o: Lublin dzieci zdrowie szpital Staszica
Gość
matka
magda
(29) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (30 lipca 2015 o 16:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Dlaczego matka ma cały czas siedzieć przy dziecku? Czyżby na oddziale nie było pielęgniarek? Czy matka albo ojciec dziecka czy tam inny członek rodziny ma lepsze kompetencje niż wykwalifikowany personel? Bo jeśli tak, to po co w ogóle szpital - opieka w domu powinna wystarczyć. Z ciekawości - jak ten ojciec na wymianę przychodzi, to faktycznie matka sobie idzie, czy siedzą przy maluchu we dwoje?

A Ty wiesz co piszesz?? Rodzice nie są tam po to, żeby leczyć dzieci, tylko żeby być przy nich, zapewniać bliskość, czułość i miłośC. Ja chciałabym być przy moim chorym dziecku, a nie zostawić w szpitalu i jechać do domu, a potem przyjechać po nie za kilka tygodni, a czasem nawet miesięcy. Ale rodzice są różni, nie mnie oceniać Twoją miłość do dziecka.

Rozwiń
matka
matka (30 lipca 2015 o 16:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Najlepiej niech taki ojciec jeden z drugim naniesie zarazkow i niech sie wszyscy meczą i znowu wina szpitala,nikomu nie dogodzí.

Rozumiem, że matek zarazki się nie czepiają??

Rozwiń
magda
magda (30 lipca 2015 o 16:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Moje dzieciaczki też tam leżały - wyobraźcie sobie "superkomfortową" sytuację - mama z laktatorem przy piersi, bo maluszkowi trzeba zostawić mleko w butelce a tu stado innych odwiedzających. Nie wiem jak teraz, ale dwa lata temu to były 3 malutkie pokoiki z mnóstwem urządzeń +dyżurka pielęgniarki. My z mężem świetnie ten zakaz rozumieliśmy chociaż mężowi było przykro , że musiał zostawać koło windy - w lutym 2013 cały oddział położniczy był zamknięty z powodu niebezpieczeństwa zarażenia ptasią grypą.

Też tam byłam w lutym 2013r., spędziłam tam ponad miesiąc i rzeczywiście było dużo ograniczeń. Ja jako matka mogłam przychodzic do dziecka między 8 a 22, ale ojca nie wpuszczono nawet na chwilę na wymianę, zamiast mnie. Z jednej strony to ważne, żeby matki miały komfort, trochę przestrzeni (bo rzeczywiscie było tam bardzo ciasno), ale mój mąż przez pierszy miesiąc nie widział swojego dziecka. No cóż, coś za coś, zdrowie dzieci ważniejsze, ale ojcowie też nie mieli lekko.

Rozwiń
heh
heh (30 lipca 2015 o 08:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Dlaczego matka ma cały czas siedzieć przy dziecku? Czyżby na oddziale nie było pielęgniarek? Czy matka albo ojciec dziecka czy tam inny członek rodziny ma lepsze kompetencje niż wykwalifikowany personel? Bo jeśli tak, to po co w ogóle szpital - opieka w domu powinna wystarczyć. Z ciekawości - jak ten ojciec na wymianę przychodzi, to faktycznie matka sobie idzie, czy siedzą przy maluchu we dwoje?

Zgadzam się. O ile na normalnych oddziałach noworodkowych, jak np. na Chodźki nie wyobrażam sobie zostawienia maluszka samego, to na Staszica, na tej sali dla wcześniaków cały czas są panie pielęgniarki i zapewniają świetną opiekę. Jeśli jest jakiś maluszek, którego mama mieszka daleko i nie może przyjeżdżać codziennie, to sama widziałam, że biorą i przytulają, żeby maluch czuł bliskość drugiego człowieka. Spędziłam tam masę czasu jako mama, to wiem co mówię. A i jeszcze jedna uwaga. Jeśli wam zależy na wzroku swoich dzieci, to nie róbcie im zdjęć z lampą błyskową i nie mówię tu nawet o wcześniakach zagrożonych retinopatią, ale ogólnie o niemowlętach. Nie raz widziałam, jak rodzice robią takie zdjęcia, nawet w szpitalu. przerażający jest brak świadomości wśród ludzi...

Rozwiń
Gość
Gość (30 lipca 2015 o 07:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dlaczego matka ma cały czas siedzieć przy dziecku? Czyżby na oddziale nie było pielęgniarek? Czy matka albo ojciec dziecka czy tam inny członek rodziny ma lepsze kompetencje niż wykwalifikowany personel? Bo jeśli tak, to po co w ogóle szpital - opieka w domu powinna wystarczyć. Z ciekawości - jak ten ojciec na wymianę przychodzi, to faktycznie matka sobie idzie, czy siedzą przy maluchu we dwoje?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (29)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!