sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Tak mnie urządzili

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 maja 2006, 19:56

20-letni Kamil Włosek wyszedł z komendy z poważnymi obrażeniami głowy. Twierdzi,
że pobili go policjanci. Policja zaprzecza. Sprawę bada prokurator.
Nocą 20 maja Włosek wracał ze znajomymi z Juwenaliów. Na Alejach Racławickich podjechał do nich nieoznakowany radiowóz z antyblokersami. To policjanci dobrze wyszkoleni w sztukach walki. Zabrali chłopaka do radiowozu.

- Mieli sygnał, że zrywa plakaty - tłumaczy Witold Laskowski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. - Trzykrotnie podał funkcjonariuszom fałszywe dane. Zabrali go do komisariatu.
Kamil twierdzi, że nie okłamał policjantów. Jego znajomi zaprzeczają, że zrywali plakaty.
Chłopakowi nie o samo zatrzymanie chodzi, ale o to jak przebiegło. Twierdzi, że najpierw był poszturchiwany. Potem policjanci zawieźli go do szpitala przy Al. Racławickich, żeby lekarz stwierdził, czy można go umieścić w izbie zatrzymań. Policja potwierdza, że lekarz nie znalazł na ciele zatrzymanego obrażeń. W opinii napisał, że Włosek "nie uskarżał się na dolegliwości bólowe”.
- W szpitalu policjanci stali się mili. Zapytałem, czy tak zachowują się tylko w obecności innych - opowiada Włosek. - Potem zostałem zepchnięty ze schodów. Zawieźli mnie w jakieś miejsce. Wyciągnęli z radiowozu. Kiedy leżałem na ziemi, użyli gazu pieprzowego. Bili mnie po twarzy, chwilami traciłem przytomność. Uszkodzili mi bębenek w uchu - oskarża policjantów.
Antyblokersi zawieźli Włoska do izby zatrzymań. Wyszedł następnego dnia po południu. Dostał mandat za zakłócanie porządku. Odebrała go siostra. - Zobaczyłam, że utyka i ma całą twarz w sińcach - opowiada dziewczyna. Od razu pojechali więc do lekarza na obdukcję. Zrobili też zdjęcia obrażeń.
- Żaden z policjantów nawet go nie tknął - zapewnia Laskowski. Podkreśla, że to Włosek zachowywał się bardzo arogancko, obrażał pielęgniarkę w szpitalu. Mówił, że właśnie załatwił trzech "kozaków”, więc i z policjantami sobie poradzi. Ale nie był tak agresywny, żeby trzeba było używać wobec niego siły.
Skąd wzięły się obrażenia? - Są sprzed zatrzymania. Chłopak sam mówił policjantom, że z kimś się bił - dodaje Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP w Lublinie. - Lekarz mógł ich nie zauważyć, bo były za świeże. To dobrze, że pokażecie jego zdjęcie. Może zgłosi się ktoś, kto tego dnia miał z nim na pieńku.
Włosek przyszedł do naszej redakcji ze znajomymi, z którymi spędzał wieczór. - Było spokojnie, nikt się z nikim nie bił - twierdzą z przekonaniem.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!