piątek, 20 października 2017 r.

Lublin

Przed Pałacem Kultury i Nauki tablice "Lublin popiera PiS i premiera”, a kilka kilometrów dalej hasła "Głosowałam na PiS, teraz się wstydzę” - na wielkie sobotnie manifestacje do Warszawy pojechało kilkuset mieszkańców naszego województwa.

Lubelskie partie podstawiły kilkanaście autokarów. W jednym z nich - ozdobionych napisami "PiS Lublin” - jechał nasz reporter.
Młodzieżówka zajmuje jeden autokar, pozostałe cztery - starsi sympatycy braci Kaczyńskich. Dużo miejsc jest wolnych. Wyjeżdżamy po godz. 8.
W młodzieżowym autokarze pogodnie: kombatanckie wspomnienia z niedawnego wiecu PiS w Gdańsku, żarciki z "Radia Maryja”, czyli pasażerów jadących w innych autokarach, rozważania dziewczyn, który z polityków przystojniejszy.

Wygrywa Kazik, czyli były premier Marcinkiewicz. Przez autokar przetacza się gromki śmiech, kiedy radio informuje, że w marszu PO uczestniczy 4 tys. osób. Dopiero po południu policja poda, że z platformą poszło 11 tys., a na wiec PiS dotarło zaledwie 8 tys. osób.
Plac przed Pałacem Kultury wypełnia się błyskawicznie. Większość to starsi ludzie, niektórzy z krzyżami i różańcami. To dla nich śpiewa ze sceny swoje szlagiery Andrzej Dąbrowski. Pełno biało-czerwonych flag (też z napisami Biłgoraj czy Frampol), plakatów PiS i haseł: "Polska i Sumienia” czy "Zyta odbierz koryta”. Z ekranów leci film ośmieszający liderów PO. Jednak gorzej mają reporterzy TVN. Ludzie zaczepiają przypadkowych kamerzystów, mężczyzna w czarnych okularach przez dwie godziny pokazuje dziennikarzom tekturę z napisem: "TVN łże”.

Kilka kilometrów dalej z placu Piłsudskiego rusza Błękitny Marsz członków i zwolenników Platformy Obywatelskiej. Nad nimi hasła: "Spieprzaj dziadu, zabierz ze sobą brata”, "Głosowałam na PiS, teraz się wstydzę”, "PiS im mordę lizał”.

Trzy autobusy z Lublina wyjechały tuż po godz. 7. - Na placu Piłsudskiego byliśmy jako jedni z pierwszych - opowiada Grażyna Zarzyka, która do stolicy wybrała się z siostrą i córką. - Nawet chwili się nie wahałyśmy, czy jechać - mówi Monika Giergielewicz, córka pani Grażyny.
Żeby w sobotni ranek znaleźć się na ulicach Warszawy, Monika musiała poprosić tatę, by zajął się jej sklepem. - Zamiast na marszu, powinnam zostać w pracy, ale postanowiłam być tutaj - mówi. - Dlaczego? Bo zbyt często mówimy, że głosowanie w wyborach, czy pokazywanie własnych poglądów nic nie daje. Ja już mam dosyć marazmu i tego, że z naszego kraju śmieją się za granicą. Chcę zmian.
W niebieskich koszulkach, bluzach, chustach na głowach, z balonikami i flagami, marsz niebieskich rusza w południe. Na trasie marszu znalazł się Pałac Prezydenta i kościół św. Anny, do którego akurat wchodziła młoda para. - Gorzka wódka i chodźcie z nami! - skandowali maszerujący. Wśród nich pani Małgorzata, która z Lublina przyjechała z mężem Tomaszem i synami: czteroletnim Mateuszem i dwuletnim Adasiem. Wszyscy mieli na sobie koszulki z napisem: "Nie lubię kaczek”. - Nie należymy do żadnej partii i dlatego nie chcieliśmy jechać tu z żadną zorganizowaną grupą - mówi pan Tomasz. - Po prostu wsiedliśmy rano w samochód i tu się znaleźliśmy. Po to, żeby zaprotestować przeciwko temu, co się dzieje w naszym kraju. Nasi bliscy, przyjaciele, znajomi wyjeżdżają za granicę, my nie chcemy.
- A naszych chłopaków zabieramy wszędzie. Uczymy ich, że trzeba wyrażać swoje zdanie, a nie chować głowę w piasek - mówi pani Małgorzata. - A wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie…
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!