sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Topór wisi nad kurnikami

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lutego 2006, 21:03

Zagazowane zostaną wszystkie ptaki w promieniu co najmniej trzech kilometrów od ogniska choroby. Właściciele likwidowanych stad na kilka dni zostaną zamknięci w swoich domach. A wjazdu do wsi dzień i noc będzie pilnować policja. Żeby uruchomić taki scenariusz wystarczy jeden telefon naukowców z Puław.


W tym roku Państwowy Instytut Weterynarii w Puławach przebadał już 132 martwe ptaki. Większość z nich to łabędzie (ponad 60), reszta to dzikie kaczki, mewy, a nawet orły bieliki. Pochodzą z całego kraju. W ostatnich dniach, po tym jak przypadki choroby wykryto w Niemczech, jest ich coraz więcej. I choć według ekspertów wykrycie wirusa to kwestia czasu, to na razie naukowcy nie spotkali się z przypadkiem ptasiej grypy. Ale każdego dnia do Puław przyjeżdżają kolejne próbki. Do laboratorium rzadko trafiają całe ptaki. Powiatowi weterynarze na miejscu robią sekcję, a do instytutu wysyłają wątrobę lub płuca. – Wczoraj poprosiliśmy, żeby dostarczali nam tylko wymazy, np. z tchawicy. To znacznie ułatwi pracę – mówi Tadeusz Wijaszka, dyrektor PIWet.
Naukowcy badają próbkę metodą pozwalającą uzyskać wstępny wynik już po kilku godzinach. Jednocześnie materiał genetyczny wyizolowany z komórek padłego ptaka wstrzykują do kurzych zarodków. – Jeśli wirus jest groźny, po kilkudziesięciu godzinach zarodek umiera – tłumaczy doc. Zenon Minta, kierownik Zakładu Chorób Drobiu puławskiego PIWetu. Jeżeli po wstępnym badaniu naukowcy podejrzewają obecność wirusa – powiadamiają powiatowych lekarzy weterynarii. Wówczas w miejscu skąd pochodzi zarażona próbka do akcji wkroczą weterynarze, inspektorzy sanepidu, policjanci i strażacy z zespołu reagowania kryzysowego.
– Ustanowimy dwie strefy: ochronną o promieniu co najmniej 3 km i nadzoru – 10 km. W pierwszej, w razie podejrzeń o ptasią grypę, wybijemy wszystkie stada. I to niezależnie od ich wielkości – mówi Jan Sławomirski, wojewódzki inspektor weterynaryjny. – Osoby, które kontaktowały się z chorym drobiem, czeka przymusowa kwarantanna we własnym domu. Ruch ludzi i pojazdów zostanie ograniczony.
Tymczasem lekarze studzą emocje: Nie grozi nam żadna epidemia – zapewnia prof. Małgorzata Polz-
Dacewicz, kierownik Zakładu Wirusologii Akademii Medycznej. – Teoretycznie jest możliwe, by w organizmie np. świni, wirus ptasi wymienił się materiałem genetycznym z wirusem ludzkiej grypy. Wówczas powstanie szczep, który może przechodzić od człowieka do człowieka. Ale są to czysto akademickie rozważania. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!